5 kwi 2012

nieświatowy dinozaur czyli ciąg dalszy wysportowanej blond inteligencji ;)

Weszłam na basen, w kasie otrzymałam obręcz magnetyczną i tak musiałam ją przykładać: na wejściu, w szafkach, pod prysznicem. Byłam zachwycona,bo było dużo przebieralni, czyste sanitariaty. Naprawdę byłam zaskoczona jak to fajnie może być w naszym kochanym kraju i to jeszcze za 5 zł :) Weszłam na basen i zaniemówiłam...ten basen był naprawdę długi. Z racji, że pas z brzegu był zarezerwowany, musiałam przepłynąć na środkowy i tak z kilka minut stałam patrząc na koniec basenu, czy na pewno tam dopłynę, bo siara będzie, jak zawisnę w połowie na sznurze i będę dyszeć :) Jednak 50 m to stanowczo większa odległość niż 25m;) jednakże podjęłam  wyzwanie i wystartowałam -  w 30 minut zrobiłam 8 długości. Prawda, że jak na debiutujące słoniątko  to całkiem nieźle ;) Oczywiście przeważający styl to żabka i oczywiście z pyszczydłem nad wodą ;) Jakbym tam zaczęła machać kraulem ...nie, nie, to nie wypada tak zbezcześcić basen olimpijski :) 
zdjęcie z netu
Po basenie suszonko i jazda na "siłkę" cały czas z czasem nad głową, bo trzeba zdążyć do domu na odpowiednią godzinę. Parking wliczony w koszt basenu, podjeżdżam do szlabanu, wyciągam bilet dumna z siebie, że go nie zgubiłam, że nie szukam w panice a tam napis na parkometrze "przyłóż bilet". Przykładam tu i tam, nic nie działa. Za mną jedno auto, drugie a ja macham nad opuszczoną szybą biletem i przykładam w różne miejsca. "Spokojnie spokojnie, jak to robisz na innych parkingach?"....bingo...wkładam we wnękę i odblokowuję szlaban. Z tego szczęścia nie zauważyłam, że prawie całą drogę na siłownię przejechałam z otwartym oknem...a głowa świeżo wysuszona :(  Cholera, bo po co napisali przyłóż bilet a nie wsadź? :) Więc szast prast, zwarta i przewiana wpadam na salę, gdzie pełno osiłków paplających o odżywkach i masie. Na szczęście między dwiema paniami jedna bieżnia wolna . Jedna bardzo "slogi", prężna, smukła - okaz zdrowia i młodości, aż się zamarzyłam, jak to było, jak jako studentka chodziłam sobie na fitness (takie beztroskie życie, gdzie jeszcze wszystko było przede mną)...prrrr...wracam do rzeczywistości i zerkam na bieżnie z kobietą już doświadczoną. Truchtam  vis a vie morda w mordę z osiłkami wyciskającymi na machinach i nie mam zamiaru przyspieszyć, bo chyba zaleję się purpurą jak zobaczę  ich wzrok na moim dyndającym biuście, a uwierzcie, że u mnie stopień dyndania, jest bardzo wysoki ;) Trochę się zasapałam, naciskam stop, bieżnia ma się wyłączyć a ona nadal w lekkim ruchu. Ja staję, przełykam wodę i dosłownie jak na filmach, zjeżdżam na koniec i prawie spadam na podłogę.Kobieta doświadczona, reaguje z troską w głosie "o rany spokojnie". Laska "slogi" tłumi śmiech... a ja...idę na maszyny na uda i trzęsę się  również ze śmiechu. I pech chciał, że przed kolejnym osiłkiem rozkraczam się jak ta wrona, bo wypada teraz seria na uda wewnętrzne. Moja pierwsza myśl..."kurde, mam nadzieje, że nie mam dziury w kroku w leginsach".
Wracam do domu uchachana ze swojego zacofania i opowiadam mężowi, jak to fajnie wszystko na tym basenie zorganizowane, że nawet aby woda leciała pod prysznicem, to muszę przyłożyć pasek magnetyczny. No i co... mężul też w śmiech i mówi, kochanie, ale tam nie trzeba przykładać tego paska, prysznice są na dotyk...buchacha.
Rozpakowuję strój i coś mnie tknęło i zajrzałam w moje leginsy...i co, dziura na trzy palce, a ja byłam w stringach, mam nadzieję, że moja Jadwiga nie była ciekawa świata i nie wyskoczyła mi podczas ćwiczeń.

I tak to wypuścić zabieganą w codzienności kobietę na wolność...ale ja Wam jeszcze pokażę, jeszcze trochę a nie będę wyróżniać się z tłumu na fitnesie ;) a basen też już mam obcykany :)

24 komentarze:

  1. O ja Cię przepraszam, ale lałam jak ta lala:)))))
    Już wiem, dlaczego ja nie chodzę ani na basen ani na siłownię - u nas po prostu nie ma pasków magnetycznych:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z lania, w sam raz na "lany poniedziałek " ;)
      Polko ale uwierz, że życie na basenie i na siłowni dodaje bardzo nasyconych kolorów ;)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Buhhhhaaaaa :)))))))
    Galopku-ten post to mistrzostwo świata!
    Masz medal! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal to ja będę miała jak nie zabiję się plątając się o własne nogi ;)
      Dzięki...mam jeszcze kilka historyjek...ale nie jest źle...naprawdę wyrabiam się :)
      Ściskam :*

      Usuń
  3. Ale się (przepraszam) uśmiałam !Fajnie rankiem coś tak miłego poczytać.Znam taką, która podchodząc do basenu była tak spięta,że gdy tylko wyskoczyła z klapek padła jak nieboszczka na płytki, waląc w nie głową.Pogotowie, wstrząs mózgu, podejrzenie pęknięcia kręgu. Teraz nawet za dopłatą jej nie wyciągniesz na basen, a wyrazy : basen , fittnes i odchudzanie są u niej na indeksie.A Ty tylko legginsów z wietrzeniem się dorobiłaś i "naumiałaś" się obsługi urządzeń sanitarnych i parkingowych.
    Trzymaj się i Wesołych świąt Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, ta co z klapek wyskakiwała, przebija mnie swoim debiutem :)
      Teraz "meine" legginsy, przed zapakowaniem do torby przechodzą ścisłą inspekcję ;)

      Usuń
  4. No po prostu genialne!:) Co za historia, co za opis, a jeszcze w dodatku taka akcja i humor!!! Gratuluję i proszę o więcej:) Galopku - jesteś niesamowicie fajną Babeczką, aż się cieszę, że mieszkamy w jednym mieście, bo może obejmuje mnie zasięg rażenia Twojej energii;)) Przy okazji: CUDNYCH, ZDROWYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dew witaj!!! Mam nadzieję, że energia poszła :) Również cudnych świąt życzę :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha, no ale mnie rozbawiłaś!! Wspaniale wszystko opisujesz... Oj tak nie myślimy czasami :)

    Pasek do prysznica, rządzi :D

    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, z tym myśleniem u mnie coraz ciężej ;)Pozostaje mi tylko śmiać się z samej siebie :)

      Usuń
  7. całe szczęście na baseny i siłki nie chadzam, bo bymm raka raz po raz spaliła:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post! Uśmiałam się niesamowicie :) Muszę sprawić sobie pasek magnetyczny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. zdrowych , pogodnych świąt Ci życzę;-))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Spokojnych i Radosnych Świąt życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojjj ja to szczerze wierzę, że nam pokażesz:) Rozwaliłaś mnie tym magnetycznym paskiem działającym pod prysznicem:D Też taki chce!!:))) Ja niestety nie bardzo mogę chodzić na basen przez moje zatoki, ale teraz cieplej to na pewno się w końcu wybiorę na Termy Maltańskie i mam nadzieję, że nowoczesna technologia będzie dla mnie łaskawa;) A scenka na siłowni- uwielbiam Cię!!:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Galopku, ja Cię podziwiam!!!
    Sama zabieram się do sportu ale na razie jeszcze mi nie wyszło!
    Jesteś "miszczu"! ;-D
    Wesołych Świąt i wszystkiego dobrego!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  13. hahaha! uśmiałam się czytając o Twoich przygodach :-) My ostatnio z koleżanką obudziłyśmy się, że nogi nie ogolone, a tu miałyśmy tego dnia zajęcia z zumby ;p na szczęście legginsy 3/4 więc dużo tych kosmatych nóżek nie było widać ;-)
    Wesołych Świąt Galopko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda kosmate nóżki :D gili gili ;)
      A na zumbie ciężko?

      Usuń
  14. Dziewczyny dzięki za życzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Basen 50-metrowy jak ja Ci zazdroszczę! Nigdy na takim wielgasie nie byłam, a chętnie bym się z nim zmierzyła. Tak szczerze, to ja własnie z powodu długości baseny omijam, bo nudzą mnie nawroty co 25 metrów. Nie ma to jak jezioro, ani torów, ani tłoku, ani ograniczeń. I jeszcze słówko odnośnie bieżni - STOP naciskamy 2 razy, jeśli bieżnia ma się zatrzymać :) Wyobraź sobie, ze ktoś pomyka półsprintem i niechcący to stop mu się wciska - toż by poleciał na łeb na szyję, a najprawdopodobniej na złamanie karku :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak ja Cie uwielbiam, nie dość, że zawsze nawiedzisz mnie swoimi postami na blogu odnośnie zdrowego żarełka to teraz jeszcze życie mi ratujesz...dwa razy STOP powiadasz:) Dzięki!
      A na basen zapraszam - ściskam :)

      Usuń
  16. Twoje wpisy na poprawę humoru powinno się zalecać :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Moniś...na poprawę humoru to my musimy spotkać się wreszcie na torciku bezowym. Buziaki :*

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.