5 kwi 2012

wiosenne porządki

...jeszcze nie w szafie, nie w domu, ani  na działce...odświeżyłam blodżek :) Charakteru bloga nie zmieniam, nadal będę pisała o pierdołach i oprawiała je w swoje szklane trzecie oko :D
A jak mowa o porządkach i o pierdołach, to również robię porządek z moim skrzypiącym ciałem. Co się schylę, to nie mogę bez jęknięcia wrócić do pozycji wyjściowej ;) Tak więc basen, aerobic, rolasy weszły już w tryby mojej codzienności. Dumna jestem z siebie cholernie, bo już od X czasu marzyłam aby się zmobilizować do wysiłku fizycznego, a nie tylko auto i spacerek po schodach na drugie piętro.
A że dinozaur ze mnie straszny i to jeszcze nieświatowy, to czasami wyjść z podziwu nad swoja "blondynkowatością" wyjść nie mogę :D
Blisko pracy mam świeżo wybudowany olimpijski basen. Pewnego dnia wstałam wcześniej do pracy i w głowie ułożyła się myśl "nóżki masz ogolone, to marsz na basen". Spakowałam rzeczy do plecaka, spakowałam reklamówkę słoiczków i puszek na decoupage dla dzieci, spakowałam wałówkę mojej najmłodszej do niani, ubrałam siebie, najmłodszą i START.
Dwie reklamówki + moja torba wielka na ramię + reklamówka z brzdękającymi słoiczkami i to moje dziecię ze słowami "weź mnie na ręce"...co, ja nie dam rady dotrzeć tak w 15 minut do pracy? Nogi za pas i truchcik zaliczony wcale nie z lekkim obciążeniem.
Jedna światełka łyk wody, skrzyżowanko w lewo, niania już czeka, wystawiam dziecię, buziak, przytulenie, papa, buziaki, machanie....ziuuu. Znowu światła - rzęsy, zakrętas jeden drugi, jeszcze mam minut 3...UFF
Już powinnam zaliczyć to jako niezły "spalacz" kalorii ale nie nie, dziś po lekcjach idę na basen. Choć szkoda, że nie ma takiej dyscypliny sportowej, jak obładowana matka z tobołami galopująca do pracy ;)
Po zajęciach zadowolona, że nic nie zmąciło moich planów, podążyłam na basen.Oczywiście ominęłam wjazd na parking...no to myślę, już się gubię, a co będzie później...c.d.n.
żródło: net

P.S. Izi dziękuję bardzo za niespodziankę :*   Zaskoczyłaś mnie i to baarrrdzzzzoooo :)


8 komentarzy:

  1. Ha ha to powodzenia z tym basenem!! Ja zawsze po wyprawie basenowej byłam chora, więc odpuściłam... :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, jak kropkowo i wiosennie tu się zrobiło. Wygląda, że tym razem to nie ściema i wracasz do nas, wracasz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajny wpis:))) Super! Szybciutko daj dalszy ciąg wydarzeń :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam, podziwiam za samozaparcie. Ja też obiecuję sobie, że zabiorę się za siebie :-p
    Na obiecankach się kończy zazwyczaj :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak się kończyło od pierwszego porodu a córka ma już 8 lat...trochę mi to zajęło ;) Życzę abyś szybciej się zdecydowała ;)

      Usuń
  5. Cieszę się, że dotarła na czas:) Czekam na c.d.n... Ja też się zmobilizowałam i staram się więcej ruszać, wczoraj byłam na zajęcia z cyklu antycelulitowych i muszę przyznać, że niezły wycisk:D Coś czuje, że jutro będą zakwasy. Poza tym staram się ćwiczyć w domu i czekam na zamówione kijki nordic walking:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie piszesz! :) Pozdrowionka! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.