30 maj 2012

małżeństwo, niełatwa sprawa

Z okazji dzisiejszego dnia zażądałam od swojego ślubnego i zarazem ukochanego małża, wyjście na "kolacyję" w miasto. Opiekunkę do dzieci zatrudniliśmy i wyskoczyliśmy... aaa... jeszcze obcas zarzuciłam, co bym stukaniem odstraszała młode kozy, a że ma  pupinda do rozmiarów 60-90-60 nie wpasowana, to nieźle stukam, mówię Wam ;)  I tak w rytmie falowania i stukania zjedliśmy przepyszne kalorie, po czym mój mąż mówi "To co kochana, ty płacisz :) "...niezły prezent imieninowy ha ha ;) Po czym dodaje "Naciesz się, bo w W-wie,to będę Cię zabierał jedynie na kebab z budy ";)
żródło: net, wrzuta
I to była chyba kwintesencja naszego małżeństwa...bez spinania, z humorem spędziliśmy ze sobą fajny wieczór.
Kiedyś miałam takie marzenie, aby nigdy nie nudzić się z własnym mężem, by zawsze móc z nim pójść na piwo i śmiać się . Śmiać się nie od bąbelków ale z samych siebie.
I zawsze będą o to walczyć...o naszą wspólną radość wyszarpaną codzienności.
Rodzice małych dzieci, bez pomocy babć, dziadków i cioć, wiedzą jak trudno jest małżonkom pobyć  ze sobą z sobą na 100%. Czasem spacer trzymając się za dłonie  jest niemożliwy, bo te mniejsze rączki potrzebują bardziej naszego ciepła. Wieczorem zmęczenie + mnóstwo innych przyziemnych problemów przygniata nas...a warto jest zadbać o swoją miłość, nie tylko o umyte naczynia, zakupy i prasowanie.
Dbajmy o swoje połówki a one niech dbają o nas, abyśmy nie pogubili się w dżungli wypranej z emocji.

23 komentarze:

  1. Jakbym własne myśli przeczytała Galopku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...mam nadzieje, że te myśli to spod tego uroczego kapelusza ;) Pozdrawiam i dużo siły :*

      Usuń
  2. Jesteście genialni!!! Tak trzymać! Choćby Wam wszyscy wokoło trąbili, że jesteście śmieszni, że nie przystajecie do dzisiejszego świata trwajcie w uczuciu jak najlepiej! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anuszka ja z tych co absolutnie nie przejmują się tym co w koło :)
      Buziaki dwupaczku :*

      Usuń
  3. Powiedziałabym tak: małżeństwo to dziwna sprawa, taka nieco wbrew naturze.Bo w naturze to gdy już dzieci z domu wyfruną, każde z partnerów idzie we własną stronę, nawet w stadłach monogamicznych.To ważne,że chcesz wyszarpywać wspólną radość z szarej codzienności, ale nie możesz tego robić tylko Ty, bo po pewnym czasie zapał Cię opuści.W Warszawie są nie tylko drogie lokale, pomieszkasz, "oswoisz się" i znajdziecie takie miejsca. Szkoda, że dopiero teraz tu się znajdziecie, bo teraz W-wa jest jednym wielkim koszmarem - przypomina plac budowy z wszelkimi możliwymi niedogodnościami tegoż stanu rzeczy.Ale to i tak lepsze niż sytuacja gdy jedno z rodziców jest oddzielnie i bywa tylko gościem niedzielnym w domu.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tym zapałem, ale ja już do pewnych rzeczy się przyzwyczaiłam, bo przecież nie może być idealnie. Ja mam męża, którego muszę pobudzać do urozmaicenia czasu ale za to on spokojnie daje mi poleżeć i potrafi w tym czasie 3 godziny prasować;)Każde małżeństwo cały czas czegoś się uczy o sobie, o swoim egoiźmie. Jestem na tym etapie, gdzie zrozumiałam, że pewne rzeczy się akceptuje aby pozwolić tej drugiej osobie być sona a nie moim wyobrażeniem i zachcianką.Pewnie jeszcze wiele przed nami, mam nadzieję, że będzie nam dane spacerowanie brzegiem morza za ręce a słone fale będą jeszcze bardziej wysuszać nasze pomarszczone stopy :)
      P.S. A co do W-wy to ja na pewno jeszcze się odezwę :)Absolutnie nie wiem jak załatwić córkom szkołę bez zameldowania,czy maja obowiązek przyjąć, gdzie je posłać jak nie znam miejsca zamieszkania. Pewnie najbezpieczniej będzie blisko pracy męża.Może ktoś z Twoich znajomych ma dzieci w placówkach w okolicy Ostrorogiej? Czy w ogóle będzie jakieś miejsce w przedszkolu dla mojej najmłodszej...buuu...kończę, bo nie chce się zamartwiać za wczasu :(

      Usuń
    2. Sorki za błędy, za szybko kliknęłam...

      Usuń
    3. Magda, idzie Ci pewnie o ulice Ostroroga, Jana Ostroroga. Ów pan był wojewodą poznańskim, doradcą Jana Olbrachta i Kazimierza Jagiellończyka. Nie wiem, czy tam są jakieś placówki szkolno-przedszkolne, to ulica, gdzie jest b. mało domów mieszkalnych, bo idzie ona wzdłuż murów cmentarnych Powązek,a geograficznie rozdziela dwie dzielnice.Nie wiem jak wygląda sprawa zapisu dzieci, gdy jeszcze nie znasz adresu, ale się popytam. Wiesz, moje dziecko to jest w Twoim wieku (lub starsze). Zobacz w wykazie moich blogów ulubionych "blog Caffe". To miła bardzo osoba, też stosunkowo nowa w Warszawie, ma dzieci, więc pewnie będzie miała więcej informacji.
      Napisz po prostu do Niej, z całą pewnością Ci odpisze.
      Miłego,;)

      Usuń
    4. Dzięki za namiary:)

      Usuń
  4. Wiesz Galopku...spłakałam się. Ładnie to napisałaś...

    Ostatni raz na wspólnym spacerze byliśmy wtedy, kiedy brzuch zasłaniał mi moje buty...we wrześniu 2009...Minęły prawie trzy lata odkąd nie mieliśmy sposobności na chociaż półgodzinny spacer...nie wspomnę o chwilach w domu, bo kiedy dziecię śpi ja odlatuję również w objęcia Morfeusza...i tak dzień za dniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę smutne co piszesz... Są różne kobiety. Ja przy dwójce małych dzieci, pracowałam na półtora etatu, pichciłam w domu tyle pyszności, że jeszcze sąsiadom rozdawałam, wolne chwile wymyślałam atrakcyjnie spędzony czas dla dziewczynek. Znajomi mówili, że jestem nieźle stuknięta...ale mi było tak dobrze. Teraz jestem na innym etapie...mam alergie na własne dzieci, a jak zostaję z nimi sam na sam, to szukam szybkiego zajęcia dla nich, aby zająć się chociażby leżeniem i piciem kawy...mam nadzieję, że to też mi przejdzie i jednak będę się czuła dobra mamuśką.
      Mam nadzieje, że u Was czas zapatrzenia w dzieci i w obowiązki tez przejdzie i zaczniecie zauważać siebie. Powodzenia! Buziaki :*

      Usuń
  5. Galopku, pięknie to napisałaś, że duże ręce nie mają czasu się spotkać, bo są zajęte przez małe rączki:) Samo pragnienie, by nie nudzić się z mężem, to już solidna podstawa. Niektórzy i o tym już zapomnieli i odpuścili... Ja NIE zapominam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymaj! Jeszcze raz wspaniałych chwil na wyjeździe...mam nadzieje, że fotosy jakie przywieziesz, przebija Twój skok do basenu pokazany w projekcie HH. Buziaki :*

      Usuń
  6. Nie ma co walczyć, trzeba żyć i wspierać sie wzajemnie

    walka osłabia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walka nie jest przeciwko mężowi a walka przeciwko codzienności. Niestety w tym zabieganiu pozostawiamy siebie "na kiedyś"...a kiedyś, to możemy spojrzeć na siebie i nie poznać się wzajemnie :(

      Usuń
  7. Kropko! Pięknie to napisałaś. Wzruszyłam się na końcu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak mnie wzruszają Twoje zdjęcia, dzięki :*

      Usuń
  8. Święta prawda,
    tak mnie natchnęłaś tym wpisem Kochana, że nawiązałam do niego na swoim blogu:) mam nadzieję, że się nie gniewasz ;)
    http://perfekcyjnezmagania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Ty perfekcyjna ;) Jutro chyba muszę Cię trochę naprostować, bo zanim wyjadę chciałabym abyś była szczęśliwa :)

      Usuń
  9. zazdroszczę takiego "bycia" z mężem:)
    a i masz rację, dzieci robią błędy, maluchy takie robią błędy sympatyczne a nastolatki czasami tragiczne...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że to bycie dla mojego męża jest równie ważne, i że mu nie odwali przy przysłowiowej "40 -tce".
    A co do nastolatków Beatko, staram się jeszcze nie myśleć, bo to co widzę w gimnazjum to tylko napawa przerażeniem, jak ja sobie dam rade z trójka dojrzewających kobiet...:/
    Trzymaj fason jakikolwiek ale trzymaj, trzeba to przetrwać, nic nam innego nie pozostaje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, przy dzieciach, które się wychowuje samemu,a nie rękami innych to ciężko, ale pocieszające, że możliwe :), pięknie napisane, uśmiecham się, bo chyba każdy znalazł w Twoich słowach cząstkę siebie :) i słowa Whartona, że "miłość to mieszanina podziwu, szacunku i namiętności..." wsparłabym jeszcze o przyjaźń i widać, że u Was jest :) i poczucie humoru do końca świata :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.