12 lip 2012

galopek w wielkim świecie cz.1

Kobiety kochane!

 Bardzo Wam dziękuję za fluidki. Przydały się !

 Wyjazd dla mnie był czymś więcej niż tylko poszukiwaniem pracy...Postaram się streścić, aby nie zanudzić.

Wyjazd planowałam na noc aby rano wyskoczyć w budzącą się Wa-wę i wyruszyć na Mokotów na rozmowę. A tu w sobotę, nie wiadomo skąd odzywa się na komórę przyjaciel z wcześniejszych lat, co u mnie słychać.Pamiętacie jak poniszczyłam swoją kartę sim? Wiele kontaktów nie dałam rady skompletować.Właśnie tą zgubą byłam podłamana, bo to mój super męski przyjaciel i w dodatku z Bemowa, gdzie zamierzamy osiąść. Już marzyłam o tym,aby natknąć się na niego w Biedronce a tu telefon.

I co Wam będę dalej pisać...nie jechałam żadnym nocnym. Mąż dał wolne na dwa dni z wielkim bólem ale też i zaufaniem, i tym sposobem mój najazd na stolicę, zrobił się małą wycieczkę w głąb szalonego galopka, galopka, który miał wielkie nadzieje pokochać choć odrobinę Warszawę, która go tak przerażała.

I tu zaczyna się część I - "najazd na stolyce"

Tradycyjnie w mokrych włosach, na ostatnią chwilę wsiadam w taxi i śmigam na stację.W drodze dzwonię do męża, aby sprawdził, z którego peronu odchodzi pociąg. Informacja zwrotna : "Skarbie ale ten pociąg odjeżdża 11:20 a nie 11:30". A tyle razy zerkałam w rozkład na necie i tam daje sobie rękę uciąć, że zawsze było, że od 11:30. Nie ma co się przejmować, mojego urlopu od codzienności nikt nie zepsuje, więc czekam na kolejny pociąg  ok: 12:50.Grzecznie kupuję bilet i potem niegrzecznie nie mogę wystać (chyba mam jakieś starcze ADHD ;) ) Poszłam do WC zapłaciłam 2,50 zł i podłączyłam sobie loko-suszarkę. Coś musiałam ze sobą zrobić :) Odkryłam jakie piękne zdjęcia robi mój "new" smartfon:




... i tak przetrwałam do Kutna w nieziemskim upale, z wiatrem we włosach i tututak tututak.

W Kutnie przesiadka i informacja...trurtutut będzie miał 70 minut opóźnienia...bagatela prawda???

Mąż już w necie sprawdza inne połączenia, busy, pks... LIPA! Muszę czekać...i tak sobie myślę, że może tym razem w szalecie na dworcu umyję sobie włosy ;) Z tego pomysłu odciągnęło mi pipanie komórki, która musiała posiedzieć trochę na kablu. Więc szukam gniazda i w holu głównym stoję na kablu z komórą i czekam, czekam sama nie wiem na co...a jednak...na coś czekałam. W kolejce do kasy rozpoznaje mojego kolegę z Kołobrzegu( rodzinnego miasta) macham, krzyczę, witamy się, szybka gadka skwitowana...wiesz co, ale mnie kumpel tu podrzucił, który właśnie jedzie autem do W-wy.
 I powiedzcie, czy ja nie mam więcej szczęścia od rozumu? ;) I wsiadam do pachnącego auta z klimą, ja czysta świeża po podróży koleją i po modelowaniu włosów w szalecie na dworcu...
Kierowca mojego kolegi myślałam, że jest podobnego  pokroju, więc zaczynam nadawać o tym i owym a tam odpowiedzi pół słówkiem...robi się drętwo.Rety!Jak to można jechać 1,5h i nie gadać...no jak??? Klima skręcona na maksa, aż strach się odezwać, że mi już pizga po szyi. Kiedy wysiada zapłacić za paliwo na stacji piszę do męża, jak moja jazda i że klima na maksa włączona a wyluzowany mąż odpisuje:
"Bo on chce, aby ci stanęły sutki jak w tej reklamie" :D  - rozchichotałam się na maksa i po cichaczu wyłączam po swojej stronie nawiew.

Chciałam ładnie jeszcze zagadać i pytam o Euro 2012, czy jako mieszkaniec W-wy zgadza się z tym co mówią w mediach, że niby taka dobra organizacja itp.- taki męski temat ;) myślałam, że sobie facet ulży i wreszcie się rozgada.
- Wiesz, ja obracam się w takim kręgu, że my teraz bardzo dużo pracujemy, to taki wiek w życiu, że teraz najwięcej można uzyskać w karierze a potem idziemy do swoich rodzin.My nie idziemy do miasta, do ludzi, nie mamy na to czasu.

Szczena mi opadła :( I jak potem jechałam autobusem wśród szklanych wielkich budowli, pod którymi w pełnych gajerkach i krawatach, w 30 stopniowym upale stali tacy i palili papierosy, to żal mi się tych ludzi zrobiło...łącznie z moim wybawcą na trasie Kutno - Wawa.

Dojechałam nową autostradą z ograniczeniem prędkości do 70 km/h ( to chyba w Polsce tylko takie są autostrady ) ...i tak powitałam Bemowo...zwane przez Kalicińską sypialnią warszawską.



Część druga nastąpi -  równie ciekawa, spojrzawszy na to, że w dzień wyjazdu dostałam @.

14 komentarzy:

  1. hahahaha uśmiałam się do łez. Fajną przygodę miałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze pisząc, też długo jej nie zapomnę :)

      Usuń
  2. Aaaa, połknęłam wszystko na jednym wdechu i już czekam na drugą część :) Współczuję towarzystwa w samochodzie, koszmar jakiś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...z racji, że zawrócił i mnie podwiózł napiszmy...koszmarek ;)

      Usuń
  3. Ale opowieść :D
    Czekam na cześć drugą z niecierpliwością :)
    Mam nadzieję, że spotkanie było owocne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się uśmiałam z Twojego komentarza...bo ja owocne to mam spotkania z mężem ;) Ale chwile z kimś, kto zapamiętał Cię jako blondynkę w głowie pełnych młodzieńczych marzeń...a tu nagle zong, mama trójki, pani nauczycielka z brzuszkiem i pokaźnym zwisem biustu, może być stresujące...hehe, ale było bardzo zabawnie, dla mnie rewelacyjna odskocznia od codzienności.

      Usuń
  4. Kochana, ja tez się uśmiałam i wróżę Ci w tej Warszawce świetlaną przyszłość. :-) Bierz się do pisania, ja poszukam wydawcy, hehe
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem biorę się teraz za papier i opisywanie ale kartonów ;)
      Dzięki Monia, Twoje słowa i wsparcie może faktycznie spowodują, że poważnie nad tym się zastanowię:)Będziesz moim korektorem? :)

      Usuń
  5. Jasne! :-) Trzymam Cię za słowo! Pierwszy rozdział książki pt. "Galopek w wielkim mieście" podeślij do końca grudnia, paaaa

    OdpowiedzUsuń
  6. A co z rozmową kwalifikacyjną!???


    P.S. Wiesz, z doświadczenia wiem, że posiadanie Przyjaciółek to kwestia priorytetów. Takie mamy życie, że musimy wybierać :) albo poleżymy i poczytamy książkę, albo ruszymy ileś tam kilometrów i spotkamy się z Nią... Czasem trzeba się sprężyć z pracą / przyjemnością, żeby wygospodarować czas :) ale trzeba chcieć. I to obie strony muszą chcieć. Mam nadzieję, że dałaś radę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mała Mi, nie wiem jak to jest ale te rozmowy to dla mnie pogadanki a ta była moją pierwszą i dostałam tę pracę. Kumpel Warszawiak rzekł, że mam farta :)
    Z ta przyjaźnią sama prawda, tylko o ile tak wiele się o nie dyskutuje, tak ciężko w niej trwać...ale o przyjaźni w głowie mam posta, więc nie rozwijam teraz tematu :)Ja mam wrażenie, że wybieram chwile z psiapsiółą nie między przyjaźnią a książką, a mężem, czasem dziećmi, bądź lepszym przygotowaniem do zajęć z dzieciakami. Przyjaźni jest dla mnie tak samo ważna jak miłość.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.