16 lip 2012

galopek w wielkim świecie cz.2

Wieczór spędziłam na wspomnieniach przy świecach ( to pierwszy facet u którego widziałam tyle świec ) winie i albumie ze zdjęciami. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pościelono mi łózka pięknym, białym prześcieradłem. Rety jak ja się stresowałam z moją @. Jak ktoś ma takie cykle, że wie o to znaczy na noc włożyć sobie podpaski z przodu od pępka i z tyłu po sam krzyż :) to wie jakie katusze przeżywałam. Szczęśliwa rano wstaję z ulgą, że udało mi się nie narobić siary ale niestety, kiedy wstałam musiałam przeprać, wysuszyć i prasować i prasować...udało się :) Potem szybko szykowanie i bieg na autobus. Na mapie to niby 25 minut autem a autobusami ponad godzina...buuu. Zaryzykowałam i ubrałam wysoki obcas, aby ładnie wypaść. Na tramwajach zerka na mnie Syrenka. I jadę wśród apartamentowców, szklanych, wysokich...i płakać mi się chce i najchętniej chciałabym skopać tę Syrenkę :(  Ja tu nie pasuję...buu.

Dojeżdżam na właściwy przystanek, przemierzam kładkę...


Dosłownie kilka kroków i już jestem. Bardzo miła pani wita mnie i nawet nie zdążyłam się zestresować. Bardziej marzyłam o moim popołudniu w W-wie, o płaskich butkach i o wieczorze nad Wisłą.
I jak ona do mnie z tekstem, że ona podobnie tak jak ja, przeprowadzała się do Wawy i to z trójką dzieci, to co ja Wam będę pisać...bardzo miła rozmowa była :D  Powiedziała na koniec, że ma jeszcze kilka rozmów, że odpowie jutro. A ja wychodząc z budynku znalazłam jeden grosik...na szczęście :)

Do 17.00 miałam czas dla siebie - ruszam do centrum handlowego.  Pierwsze co, idę do toalety przebrać buty...i w całej toalecie nagle gaśnie światło.Czarno jak w du...chyba ;) Nasłuchuję, czy na zewnątrz nie słychać paniki, bo albo terroryści ataken, albo tornado zawiało...albo...trzeba było wyjść, by pobudzić czujkę  hihi :)

W płaskich człapakach zaliczyłam empik a tam komplet Kalicińskiej w promocyjnej cenie Lilka + Fikołki na trzepaku za 35zł a że z Lilka jeźziło pełno ludzi w Wawie, zakupiłam.
A potem koniecznie mój ukochany zestaw (Justynko wybacz, że tym razem bez Ciebie :*)


a potem 13.15 kino

Kiedy kupowałam bilet, miałam do wyboru miejsca całą salę. Więc siadam, wysypuje mi się pół popcornu, bo ja z torbą podręczną jak podróżna , z reklamówą książek (bo przecież w Szczecinie nie ma empiku i trzeba książki tachać z W-wy ;) ) siadam z gracją słonika :) Film bardzo polecam, bawiłam się nieźle i czułam się jak w domu. Śmiałam się na całą salę jak kobyłka, czasami chrząkając nosem , gdzieniegdzie rzucałam mały komentarz. Kiedy film się skończył nawet nie macie pojęcia jak mi było głupio...za tyłu na sali siedziało jeszcze kilka osób...a ja myślałam, że jestem sama :) No bo kto to widział aby do kina chodzić o 13.15...no kto???Powariowali i ludzie ;)

Wieczór na starym mieście i nad Wisłą i wtedy już łaskawiej zerkałam na ta Syrenkę...zdecydowanie tam jest mój mikro osobisty świat.




Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ja mam żyć w Wawie bez ani jednej bratniej duszy.
Ale i tu mam farta.Na pogawędki o życiu, pstrykanie zdjęć zapisał się dawny dobry człowiek, nie znam drugiego takiego, który nie pielęgnował i nie cenił sobie tak przyjaźni jak on.
Nie wiem tylko czy da radę zastąpić mi  przyjaciółkę. W sumie świeczki ma, wino w lodówce stoi, maski sobie zakładamy ;) Kurde...tylko kawy nie pija :(


Nie wiem czy zaraz nie napisze, że zdjęcia mam natychmiast usuwać...no ale zbadam przynajmniej czy ma dystans do siebie...stawiam, że ma :) Kiedyś miał go tyle samo co ja :)

Na koniec kilka fotek z drogi powrotnej. Nie muszę chyba pisać, że nie pojechałam planowanym pociągiem :) Pani zadzwoniła, że miło ja powitać mnie w gronie pedagogicznym w nowym roku szkolnym i w podskokach jechałam składać papiery, a ta jazda po Wawie jest koszmarna!
W pociągu:
Pozostałości po Euro 2012


Patent na goły karczek, kiedy nie można znaleźć klamerki w torebce ;)



I naprawdę przyjemna lektura




Jutro powtórka z rozrywki. Tym razem z mężem robimy najazd w poszukiwaniu mieszkania... w sumie już dziś. Jak ktoś jeszcze może, trzymajcie kciuki :*

17 komentarzy:

  1. ale fajna relacja :) miło się czyta. no i gratulacje !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiciu, Warszawa po prostu w porównaniu do innych miast Polski jest duża, ale wobec Londynu malutka. Komunikacja w W-wie jest koszmarna, wszak Cię uprzedzałam.Jak skończą II nitkę Metra to będzie lepiej, albo i nie, bo coś innego zaczną dłubać.Przyzwyczaisz się.Na pociechę -znam taką, która będąc miesiąc temu w Londynie (a bywa tam często), 2 godziny pokonywała metrem trasę, którą niegdyś robiła 15 minut.
    Ideałem jest w W-wie mieć mieszkanie, pracę i szkołę lub przedszkole w obrębie kilku przystanków autobusowych.Albo przynajmniej dom i placówki dla dzieci, żeby dzieciaków nie ciągnąć po mieście. I jeszcze jedna pociecha- odnoszę wrażenie,że jazda codzienna po mieście samochodem daje odpuszczenie wszelkich grzechów:))) Skrobnij maila z dokładniejszymi danymi, jeśli masz na to ochotę.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście odpiszę ale teraz u mnie kocioł.Ściskam :)

      Usuń
  3. Wybieram się powspominać w Warszawie... Tylko że z panią Kalicińską mi jakoś nie po drodze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To trzymam kciuki za sprawę mieszkaniową, niech pójdzie równie gładko i przyjemnie, jak ta pracowa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się uśmiałam przy tym poście:) Świetny! Galopku kariera przed Tobą! Trzymam kciuki za nowy etap i za to żebyś się szybko zaprzyjaźniła z tą Warszawą i Syrenką!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki specjalistko od ogrodów i wnętrz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ojej! To Ty teraz będziesz warszawianką :-)
    Fajnie, że tak szybko i sprawnie poszło Ci szukanie pracy! Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda ja zawsze będę kołobrzeżanką :)
      Co do szybkości w załatwianiu spraw, sama jestem w szoku.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Hahaha! Ale wspaniały post, uśmiałam się. :-)))
    Galopku, po pierwsze to gratulacje, po drugie to cieszę się, że taki fajny się ten wyjazd okazał, a po trzecie to trzymam kciuki za sprawy mieszkaniowe!
    Kurcze, niezłe zmiany Ci się w życiu szykują! Ale przynajmniej nie jest nudno! ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi....zdecydowanie nie mamy teraz nudno :) Aż marzę o spokoju i monotonii ;)A to po trzecie...trzymaj jeszcze, bo z mieszkaniem problem :(
      Pozdrawiam mocniuchno

      Usuń
  9. A tak w ogóle to ja w zeszłym tygodniu też byłam w Warszawie i też jakoś ogroooomnie mi się to miasto wydało...
    Ale dasz radę! I będziesz miała o czym pisać, a my czytać! ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julito rzucono mi wyzwanie...więc kto wie,może faktycznie coś powstanie do poczytania, no bo co ja będę robiła godzinę w autobusie jadąc do pracy ;)

      Usuń
  10. Galopku, ale się dzieje u Ciebie!
    Przeleciałam Twoje ostatnie posty jednym tchem, uśmiałam się przy tym co niemiara - są świetne!
    Super, że z pracą się udało.
    Pozdrowienia z Podkarpacia

    PS mnie coś fascynuje w Warszawie, nie umiem nawet tego nazwać, ale coś w sobie ma :) A nuż, widelec, łyżka znajdziesz i Ty swoje miejsce tam? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mysko bardzo mi miło, że rozbawiłam :) Mam wielka nadzieję, że wtopię się w tę Wawę. I tym razem morze pozdrawia Podkarpacie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jako 'stoliczanka' muszę powiedzieć, że relacje z takich najazdów czyta się nam bardzo przyjemnie ;)Też byśmy często sprzedali kopa biednej syrence (co obiecujemy sobie odłożyć do czasu drugiej linii metra, hyhy.)
    Poza tym trochę jakbyś mi kropka w kropkę przypomniała mój najazd na Kraków ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.