9 wrz 2012

niedzielnie o moich przygodach z ZTM

 Jak mi dobrze...wypoczęta, słonko za oknem i z pyszną kawką. Wczoraj zakupiłam oto specyfik i stwierdzam, że bardzo smaczna...mniam.


Dziś zarzuciłam hasło ZOO...ale radocha w domu. Obym tylko dojechała ;) w razie czego pojadę na Gdańsk...tam przecież też jest ZOO  ;)))

Tak jak w temacie dziś będzie o moich wojażach komunikacją  miejską. Ciekawe czy będzie Wam się chciało czytać...ryzykuję :)

 Kiedy wpadałam do W-wy w celach organizacji naszego przyszłego życia z otwartą buzią siedziałam i obserwowałam pewną licealistkę, która odebrała telefon.

"Słuchaj to o której? Nie mi się nie opłaca tam. Poczekaj, o 7:00 wsiądę w 109, o 7:24 będę na Politechnika Metro.Stamtąd o 7:30 mam na Kujawską tramwaj 26 i będę na Sikorskiego o 7:56. A potem już wsiądę w 131 i na miejscu będę w sam raz o 8:30. To mi się bardziej opłaca..."

Zdawało mi się jakby dziewczyna miała w swej wyobraźni super plan połączeń i w trymiga zaplanowała swoją podróż, łącznie z planowanym czasem podróży. Ja już chyba tego nie ogarnę :)
Oczywiście numery, przystanki i godziny strzelałam, bo ja jedynie zapamiętałam z tego, że coś działo się w okolicach 7 i w roli głównej było metro :)
Zdecydowanie ja jestem skazana na swoje własne notatki połączeń :)

Wiem, wiem...bazgroły straszne, ale ja wszystko kumam :)

Jeżeli ktoś czyta ze zrozumieniem moje wpisy albo zna mnie osobiście, wie już, że mam problemy ze zdążeniem wszędzie na czas. Zawsze moje wyjścia z domu są na ostatnia chwilę...wiem, wiem, nieładnie :(
Może właśnie wielkie miasto, ZTM i prawie godzinna podróż do pracy pogoni tę wadę...kiepsko to widzę ale nadzieję mam ;) Bliscy widzą to cienko i tylko śmieją się pod nosem...hehe

Moje pierwsze przemieszczania się komunikacją miejską.

Początek roku szkolnego. Pani Madzia kupuje sobie wysoki bucik, co by zrobić pozytywne wrażenie.


Wciska się w wyszczuplające majtasy po pachy (oszczędzę Wam zdjęć ;o ), sukieneczka, torebeczka i już ma wybiec na przystanek i w ostatniej chwili chowa do niej balerinki. Kiedy doszłam na przystanek tramwajowy już zatęskniłam za jazdą autem...moje stópiska...ło matko!!!
Mam to gdzieś staję wśród ludzi, wyciągam baletki i bez pardonu przebieram butki...ufff


I kiedy nawet jeszcze nie wsiadłam pojawiła się pierwsza myśl stratega codziennych podróży - wygodne, dyżurne buty, pasujące do wszystkiego zakupić koniecznie !

Pamiętacie jak pisałam, że chyba nie będę się odchudzać, bo przynajmniej w tramwaju mogę bez skrępowania siedzieć i nie stresować się, że nie ustąpię miejsca starszej osobie,bo niby w ciąży?

Gacie wyszczuplające podziałały...nikt nie ustąpił mi miejsca :) W pewnym momencie pomyślałam "to chyba niedobrze ciężko mi tak stać i stać ;)" , więc kiedy się przesiadałam zdjęłam je na przystanku jak te buty :)

 .......

Żartuję z tymi gaciami...ale miałam na to wielką ochotę, uwierzcie :)

Do widoku za szyba tramwajową gratis dostałam koncert podwórkowego akordeonisty :)W pierwszej chwili myślałam, że to akcja z okazji 1 września, albo antystresowa kampania po wakacjach, aby łagodniej wracało się po przerwie do pracy..hehe. Pan kulturalnie na koniec przebiegł z wieczkiem od kremu nivea i wypadł na szybki koncert do następnego wagonu :)

A z przesiadkami to też różnie. No bo w rozpisce np. mam takie przystanki GUS 01, GUS 02,GUS 03, GUS 04, GUS 05.... Więc jak przesiadam się np. na GUS 01 w pojazd z GUS 05, to mniemam, że jest w zasięgu mego wzroku. Wysiadłam pierwszy raz i rozglądam się a tam pełno przejść podziemnych, wielkie skrzyżowanie i teraz biegaj sobie kobieto i szukaj jak w głowie cyka ci, czy oby zdążysz do pracy na czas. Nie biegam  tylko koniec języka za przewodnika. I co się okazało, że mogłabym sobie biegać jak ta sierota, bo przystanek okazał się istnieć tak jakby w przejściu podziemnym. W życiu bym na to nie wpadła :)

I nie ma to jak jechać niby z zapasem czasu a tu czeka się 15 minut na kolejny autobus i z zapasu robi się na styk. Teraz już mam rozpiskę awaryjnych tras dojazdów...wszystkiego człowiek się uczy, doświadcza i zmienia zdanie. Na przykład w Szczecinie jak miałam jechać komunikacją miejską to była to ostateczność.
Tu w Wawie kiedy wyszukiwałam połączeń, szukałam takiego bez przesiadek, co z tego że 20 minut dłużej. A teraz...nawet 3 przesiadki mnie nie przerażają, oby szybko do celu :)

Na koniec wklejam ponownie zdjęcie z jednej z wielu kładek na Mokotowie. Zawsze przechodzę przez nią i patrzę z wysoka. W głowie mam moment jak szłam na rozmowę o pracę i z wielką niewiadomą co będzie dalej zrobiłam zdjęcie. Teraz patrzę w tą samą przestrzeń z pewnością, uśmiechem... witaj Warszawo, bez strachu, obawy i rozczarowania.




Słonecznej niedzieli :*

10 komentarzy:

  1. hihi te majtasy to mi się skojarzyły z Brigitte Jones :) udanej wycieczki do Zoo, a kawke muszę zakupić skoro jest smaczna bo się ostatnio patrzyłam na nią w sklepie:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Urok Warszawy polega na tym, że nigdy nie wiesz ile czasu zajmie Ci podróż- czasem jadę tylko 15 minut i przyjeżdżam oczywiście przed czasem, a innym razem jadę trzy razy dłużej tę samą trasę. I to zupełnie obojętne czym jadę- komunikacją miejską czy też swoim własnym samochodzikiem.Do centrum nigdy nie jeżdżę samochodem, bo nie ma gdzie parkować, chyba że jadę w sobotę. Wtedy jest cień szansy na załapanie jakiegoś miejsca.
    Na tę Bernardyńską to ja mam nawet niedaleko, bo jestem na Stegnach.A po drodze jest dobre miejsce na spotkanie- Best Mall.
    Co do rozkładów jazdy komunikacji - to tylko teoria- praktyka wypada raczej blado.Nie noś wyszczuplających majtasów, są wyjątkowo niezdrowe, upośledzają mocno krążenie. Buty- kup coś bardzo wygodnego,w tym krąż po mieście, wysoki obcas załóż w szatni, po przyjściu do pracy.Nota bene to tylko w Polsce i dalej na Wschód kobiety katują swe nogi codziennie wysokimi obcasami.W krajach bardziej cywilizowanych wysoki obcas jest butem "wyjściowym"- teatr, koncert, przyjęcie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahaha mi też się z Bridget to skojarzyło od razu !!!:)))świetny wpis :) i to ja jestem komediantka ????:)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. matjasy czynią cuda ja póki co mam pas i jestem w szoku hihi :D

    buty! temat rzeka, dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie ten problem dotyczy :D

    Powodzenia w ruchu komunikacja miejską!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Każde nowe miasto potrzebuje czasu na oswojenie :)
    Na mnie ostatnio zrobiły wrażenie warszawskie tramwaje (nie wszystkie, tylko te z centrum): klimatyzacja, każda stacja wymieniona z uprzedzeniem, zaznaczony czas przejazdu i automat na bilety dla tych, którzy jeżdżą na czasowych.
    Niestety tłok koszmarny.

    Ja już dawno zapomniałam o obcasach. To nie buty na miejską komunikację.

    A tę stronę znasz?
    http://warszawa.jakdojade.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo się cieszę Galopku, że tak się zadomowiłaś w Wawie... wbrew wszelkim opiniom, uważam, że to miasto ma w sobie coś takiego fajnego ( a do tego od wielu lat czytuję (oglądam;) blog Pawła Lorocha o warszawie :)
    http://trzaskprask.blog.pl/

    PS.1. Ostatnio śliczne białe ramki kupiłam w pepco. Za grosze. :)
    PS.2. Kocham Twój charakter pisma. Serio!

    OdpowiedzUsuń
  7. je je je, ja w Warszawie pewnie miałabym podobne przygody Kropko ;-). A co do butów - ja niestety wybieram wygodę a dopiero potem urodę - chyba że da się to połączyć, co nie bywa zawsze łatwe.

    Aklimatyzujesz się jak widzę. I super! Ja też bym się bała na początku ale wiem, że z czasem wszystko się oswaja :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie Warszawa to jakiś moloch! Nie wiem czy umiałabym się tam odnaleźć :)
    Tobie zazdroszczę tej szybkiej aklimatyzacji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tydzień szybko minął więc dopiero teraz zbiorcze odpowiedzi :) Sorki :*

    Jagoda nawet nie wiesz jak ja negatywnie wypowiadałam się o stolicy.Bałam się, że będę tu zagubiona mała, stracę pewność, którą budowałam przez tyle lat. Nie czuje w ogóle, że mieszkam w molochu. A w Wawie jest dlatego fajnie, że masz wiele możliwości na stworzenie swojego mikroświata. Kiedy nawi ostatnio poprowadziła mnie przez centrum, jechałam i dosłownie byłam w szoku...o kurde, ja naprawdę mieszkam w Warszawie ;)Oj już widze jak biegasz z aparatem w piękne miejsca Warszawy :)Ba chętnie pobiegałabym z Tobą :)( oczywiście jako uczeń ) :*

    Amisha...dokładnie tak jak piszesz :) A o butach w Wawie też będzie pościk...nie mogę tego tematu pominąć, moje nogi na to zasługują ;)
    Pozdrawiam serdecznie wesoła kobieto w kapeluszu :)

    Mysko dzięki za link :* Jesteś z nielicznych, które widzą w tym mieście magię. A ja kocham słuchać urodzonych Warszawiaków jak z zachwytem opowiadają o tym mieście. Namacalnie czuję jak je kochają...i tak pomału ta miłość przechodzi na mnie.
    P.S. Naprawdę z tym pismem...rety ...w szoku jestem i cieszę się z tego jak małe dziecko. Dzięki :*

    Fidrygauko znam znam stronę jakdojadę :) Dzięki za wskazówki. Wiesz ja tak samo jak Ty tym tramwajem, jestem mile zszokowana innymi rzeczami...zielenią w tym mieście, spokojem wieczorem...
    Miło, że tu zaglądasz :)

    m13 witam w klubie :)Może kiedyś jakaś paradę zorganizujemy i będziemy machać takimi pasami i majtasami ;) oczywiście w balerinkach a nie na obcasach :)
    Pozdrawiam :*

    Madeleine...oj jesteś jesteś komediantką, chyba tak już Magdy mają ;) Zaczęłam przez Ciebie oglądać Ally i tak mi ja przypominasz.Jeżeli w zachowaniu jesteś również do niej podobna, to z pewnością jesteś niezłą pozytywną i filigranową wariatką. Buziaki :*

    Anabell...obcas koniecznie u mnie tez musi stać się obcasem jedynie wyjściowym ;) Ściskam :)

    Witch i Viola....miło mi, że tu zaglądacie. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.