14 paź 2012

pechowy piątek i szósty dzień wyzwania


Piątek to naprawdę fajny dzień tygodnia. Mam w planie tylko 2 lekcje i to z samego rana, a potem  jest już weekend. Więc wróciłam sobie do domu, zanurzyłam się pod kołderką, przydżumiłam, kawkę spiłam przy czym zjadłam podarowane mi czekoladki (Dzień Nauczyciela :) ) i trzeba było się szykować na eleganckie wyjście - wyjście do Teatru Kamienica. Oj jak mi się nie chciało z tego łózka tyłka ruszać. Już nawet myślałam, aby sobie odpuścić...ale przecież teatr uwielbiam, bilet zakupiony za 15 zł okazjonalnie...nie no trzeba się podnieść. W godzinę wyszperałam jakieś łaszki, przy czym zrobiłam nieziemski bałagan na łożu, szybki fryz, make up i siu na trampka. Mój smartfonik pokazał mi, że wystarczy mi 30 minut na dojazd na Aleje Jerozolimskie 93. Wyruszyłam. W tramwaju nadrobiłam zaległości smskowe i rozmowy telefoniczne i już nawet poczułam myśl w mojej łepetynie blond " kurde, jednak fajnie, że się ruszyłam." Długo to nie trwało, bo jak wysiadłam i szukałam wyjścia na odpowiednią ulicę w podziemiach dworca centralnego. Myślałam, że zacznę wrzeszczeć.Czułam się jak kret łamaga :). Po kilku nieudanych próbach wyszłam jak człowiek na ulicę i z mówiącą panią w nawigacji pieszej, odniosłam sukces...JEST...Aleje Jerozolimskie 93. I co za zdziwienie mnie ogarnęło, jak ów adres okazał się budynkami wojska wystawionych na przetarg. Więc zaczynam dopytywać ludzi i patrzą na mnie jak na ufo. Nikt nie wiedział nic o Teatrze Kamienica. Z pianą na pysku wywrzeszczałam się do koleżanki przez komórkę, co by ratowała( bo dla blondynki bardzo pomocne jest wsparcie kumpelki brunetki ;) Wykrzyczana, chowam się w zaułku ulicy i jeszcze raz wklepuję w wyszukiwarkę Teatr Kamienica. I owszem wyskoczyła takowa o adresie, ale na Aleji Solidarności 93. Super prawda!? W sumie niemal to 5 minut trampkiem od pechowych Alei Jerozolimskich 93, jednak nie miałam siły znowu bawić się w kreta a potem w przygłupa, który wchodzi po rozpoczęciu sztuki. Zrezygnowałam :( 
Chciało mi się już wyć a nie krzyczeć ale opanowałam się. Zaczęłam dostrzegać pozytywy tej sytuacji....pochodziłam w koło dworca i pstryknęłam kilka fot do wyzwania z dołu. Nawet zrobiłam zdjęcie z korytarzy ale ludzie gapili się na mnie, jak pstrykałam zdjęcia plecom ludzi biegnących po schodach na tramwaj, że zaprzestałam. Potem zaszłam do empiku i zakupiłam kartonowe literki, pewnie niebawem się pochwalę :) I już wydawało mi się, że pech sobie poszedł a blondynka znowu nie jest aż taką blondykowatością i postanowiła jechać do psiapsióły na kawkę. Na przystanku czekałam w chłodzie 40 minut, wszystko jechało tylko nie mój autobus a jak już przyjechał to ledwo wsiadłam, więc kolejne 30 minut stałam w ścisku. Nawet specjalnie nie musiałam trzymać się na zakrętach ;)
I tu to napiszę...pierwszy raz pokonała mnie stolica, pierwszy raz żałowałam, że jestem w Warszawie...buuuu

A teraz wyzwanie - ZAPACH. Długo się zastanawiałam co wstawić. Już chciałam wkleić puste zdjęcie, bo jak sfotografować zapach świeżej pościeli, zapach powietrza po letnim deszczu, zapach dziecięcej oliwki czy świeżo skoszonej trawy...Potem przypomniałam sobie film...genialny film


....no ale to nie moja fotografia. Więc cyknęłam :


Uwielbiam zapach świeżo parzonej kawy...choć to jeden z wielu zapachów, które pobudzają moje zmysły.

Miłej niedzieli życzy piątkowa blond warszawianka :)

11 komentarzy:

  1. Ach... Chciałabym pójść do Teatru Kamienica...
    Film super, zwłaszcza, że gra w nim a. Pacino!

    OdpowiedzUsuń
  2. oooo matko! byłaś dzielna, Galopku :) porównanie do kreta-łamagi świetne - zawsze się tak czuję w Warszawie, dlatego rzadko bywam w stolicy, a jak już jestem, to się każę wozić "pod same drzwi" ;) ps. też wywalam ciuchy na łóżko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jejku...no, szkoda
    fakt, w stolicy to ja raczej sprawdzam w googlach, gdzie co jest i jak dojść...
    chyba jednak poszłabym i poczekała do przerwy:) chyba że jej nie było...
    z okazji dnia KEN wszystkiego dobrego Ci życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez lubie zapach kawy :D

    Przy okazji zapraszam do mnie na konkurs, do wygrania śliczna bransoletka :)
    fashion-style-viola.blogspot.com/2012/10/konkurs-z-bettybizuteria.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co, każdemu z nas zdarzają się takie wpadki. Najważniejszy jest humor i dystans. W końcu świat się nie zawalił, prawda?A zapach kawy też uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Galopku kochany - Ty jak zawsze w biegu :)
    Gdy opisujesz życie w stolicy to mnie to przeraża, taka zaściankowa jestem że chyba nie umiałabym tam żyć, pogubiłabym się na każdym większym rondzie.
    Choć z drugiej strony Warszawa jest piękna gdy się ją pozna.
    Przesyłam Ci kochana przepis na te cycki w vcieście. Fredka o nim pisze na tym blogu :) http://mojabajka-fredka.blogspot.com/2012/09/w-telegraficznym-skrocie.html

    OdpowiedzUsuń
  7. A to Ci historia, biedna..ale zaleta jest to, że się dostrzega pozytywy wszędzie:)zainspirowalas mnie wiesz co obejrze dzisiaj sobie ten film, odswieżę wspomienia:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam nawigację. Ostatnio poprowadziła mnie wprost jakimś ludziom na podwórko, bo rzekomo miała tam być droga :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja uwielbiam to co na jednym i drugim zdjęciu wstawiłaś. Oj dawno nie oglądałam "Zapachu...", lubię wracać do filmów i książek, odbierać je po latach w zupełnie nowy sposób. Pozdrawiam Blondaska :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj serdecznie! Moje pierwsze miesiące w Warszawie to właśnie błądzenie. Nie było wtedy nawigacji - jednak to już 15 temu było. Zresztą nie na darmo się mówi, że ludzie spoza Warszawy najlepiej znają stolicę. Dlaczego? Dlatego, ze jej się muszą nauczyć, nie chodzą "na pamięć'. ma to swoje uroki. NAPRAWDĘ.
    Co do jednego jestem zgodna: zapach kawy świeżo parzonej i do tego przed chwileczką zmielonej jest niezrównany :-) A film? Film oglądałam wielokrotnie i też się zachwycałam. Pozdrawiam serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. :-) Nie ma to jak Szczecin! pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.