5 lis 2012

naładowana po weekendzie

Odwiedzili nas moi rodzice. Mają już po 75 lat ale trzymają się ekstra. Kursują z nad morza niekiedy do Krakowa, a teraz przywiał ich nadmorski wiatr i tęsknota do stolicy. Wszyscy za sobą się stęskniliśmy. Kiedy dzieci spały spędzaliśmy wspólnie wieczory. Podczas oglądania filmu, leżeliśmy jak śledzie na rozłożonym łóżku i ja między tatą i mężem. Miałam nogę zaplątaną w mężowską, a głowę przytuloną do taty...rety jak mi było dobrze, taki spokój, miłość, rodzina. Co chwila "przytulasy" z tekstem "jak fajnie, że przyjechaliście" Babcia zachwycona wnuczkami, spełniała ich każde zachcianki, pocerowała im dziury w rajstopach ;) Rodzice ciekawi stolicy a zarazem zaskoczeni taką zielenią i rozmachem w centrum. Przy okazji odkryłam na spacery świetne miejsce Fort Bema. Świetne place zabaw ( nie mam zdjęć już zmierzchało, innym razem) i zaraz lasek, z alejkami, ławkami, rzeczką, mostkiem i kaczuchami...zapach lasu. Na obrzeżach duże, nowoczesne osiedle. Rozmarzyłam się, jak fajnie by było móc tam kupić mieszkanie. Galopek napalony co zrobił, po wejściu do domu? Otóż necik i nieruchomości i dostałam obuchem w łeb...mieszkania czteropokojowe w cenie 800 tys. !!! Kto to kupuje???  Kto woli za taką kasę być w bloku a nie w domku? Przestałam marzyć...
Zabrałam za to tatę przejażdżką tramwajem w deszczu...tata rozsiadł się w niskopodłogowcu i jechał zachwycony, nie chciał wysiadać :)A jak chodziliśmy po Starym Mieście często pytała " Madziu a tam, o tam to jest ten zabytek x". Ja z uśmiechem: "Tatauś, ja tu jestem pierwszy raz, pewnie i tak Ty wiesz więcej niż ja" (tata jest bardzo oczytany). Kocham jego teksty typu, "Po co ja mam jechać do Francji jak ja w tv sobie oglądam Tour de France i widzę prawie wszystko :) albo "Dzisiaj śniłem o Wenecji, normalnie tak prawdziwie jakbym tam naprawdę był, wszystko takie same jak na zdjęciach :). Kocham prostotę życia i mądrość moich rodziców. Ciekawe czy ja ( blondynka ;) ) kiedyś będę takim rodzicem w oczach moich córek?

W sobotę wybraliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Jak ktoś nie był, albo będzie miał okazję, bardzo polecam. Dawno nie byłam w tak dobrym muzeum. Oliwia była bardzo zainteresowana, bo akurat jedna z pań zaczepiła nas i opowiedziała nam wiele historii o smutnym życiu dzieci podczas powstania. Ja nie lubię historii a również z zaciekawieniem chodziłam po kolejnych ekspozycjach.

Mała fotorelacja. Jakość kiepska - komórka. Odkąd ją mam ciężko mi zabierać ze sobą nikosia.





















                                                            Mężczyźni mojego życia :)

Z racji, że miałam opiekę do dziewczynek i to jeszcze taką wspaniałą, wybraliśmy się z moją kochaną gadziną na "miacho".  Moje młode kozy czyt. kochane córeczki były zdziwione: "Mamo, jak to? Tatuś to już Twój mąż, to po co jakieś randki ? ;) "
Mieszkam w tej Warszawie i nie mam z kim się "poszlajać", wypić, zjeść...więc tak bardzo cieszyłam się z wypadu na Krakowskie Przedmieście, kolacje przy świecy, spacer, kino...nasyciłam się i nawet mnie nie bolało, że wydaliśmy trochę kasy. W sumie taki wypad, to nie wylot do Grecji, można sobie choć na tyle w tym pędzie pozwolić. Prawda? ;)





 Jedna z naszych gębulek zjadła  przepyszną pierś grillowaną na liściach szpinaku z migdałami i syropem truskawkowym...prawda, że dziwne połączenie? Nie wierzyłam, że to może tak smakować...mniam. Mój Daglesiaku* padłabyś z zachwytu.

 *Daglesiaku  - moja jedyna istotka mała, z którą zawsze chodziłyśmy na przeróżne sałatki, w różne miejsca Szczecina i zawsze jadłyśmy tyle samo :) zero ściemy a wygląda jak przecinek i teraz jeszcze mnie zawstydza, że prawie codziennie biega...a co ze mną??? Nie pytajcie, jestem bliska turlania ;)

Więc naładowana, pełna spokoju wyruszyłam dziś w kolejny dzień...noszę ten weekend cały czas przy sobie, mój niewidzialny talizman.

P.S. Pewnie Was zanudziłam...ale co tam...musiałam napisać jak było cudownie, jak ważne są małe chwile, wspólny czas, rodzina.

Wysyłam pozytywne fluidki do zasmuconych i  życzę aby dni były tylko szare za oknem, a nie w naszych domach:*

20 komentarzy:

  1. Kochana...tylko pozazdrościć tak cudownej rodziny..ech..

    OdpowiedzUsuń
  2. od 3 miesiecy mieszkam w warszawie, 10 minut piechotą od muzeum p.w. a jeszcze w nim nie byłam;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że je tez mogłabym tak napisać, że 3 miesiące temu :) Dobrze Ci w stolicy?

      Usuń
  3. cudowny, po prostu cudowny post..

    OdpowiedzUsuń
  4. oj też naładowałam się rodzinnie... tyle co wróciliśmy do rodziców... i razem z siostrą, szwagrem, mamą i tatą oraz moim mężem leżeliśmy, jedliśmy i cieszyliśmy się sobą- idealnie! tylko małych dzieciątek nam brakuje coraz bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki za szare jesienno - zimowe wieczory ;)

      Usuń
  5. Fluidy biorę, bo przede mną zmiana szefa, więc może być różnie.
    Też czasem mam przebłysk, że randka z mężem to tylko spory, niepotrzebny wydatek, ale przebłysk, jak to przebłysk - roznieca się i znika :). Oby więcej takich wypadów, Magdo (Madziu, Magdaleno?)
    Ps. Nie byłam jeszcze we Fridzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie Madziu bądź Magdaleno...Magda bezpłciowe.
      Kiedyś usiądę i wysmaruję maila do Ciebie z cyklu "100 pytań do"...np. gdzie polecasz zasiąść następnym razem? Czy przed awarią tunelu Wisłostrada nie była taka zakorkowana o poranku? Czy tekila klasycznie z solą i cytryną ? itp :)

      Usuń
  6. Super weekend, cieszę się, że tak miło, rodzinnie spędziłaś czas:) U mnie podobnie minął ten dłuższy weekend, rodzinnie, ze starymi zdjęciami i wspomnieniami:)Takie chwile są bardzo ważne i dają kopa na jakiś czas, prawda? Miłego tygodnia:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam z wielką przyjemnością :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak lubię. Najchętniej zabrałabym ojcu kluczyki do samochodu, żeby nie wyjeżdżali ;) A jedzonko brzmi pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. a gdzie tam zanudziłaś!
    Super mieliście czas!
    I zazdroszczę Wam wyprawy do Muzeum - marzy mi się bardzo, choć ja też z historią nieco na bakier, ale myślę, że warto!

    OdpowiedzUsuń
  10. jak pięknie to opisałaś, musisz być mocno związana z rodzicami. Ja mam tak samo...

    OdpowiedzUsuń
  11. hehe dziękuję za wyróżnienie! Ja wierzę w Ciebie, bo zawsze kochałaś sport!
    Super spędzony weekend! Propsy! Dagles.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulciaku to dobrze, że Ty chociaż wierzysz :)

      Usuń
  12. Pielęgnowanie magicznych chwil jest bardzo ważne :) To czas spędzony wspólnie z bliskimi - z mamą i tatą, mężem, partnerem życia, dziećmi, przyjaciółką. Zamykasz oczy i śmiejesz się sama do siebie na wspomnienie jak było fajnie i jak jeszcze będzie.
    Tak samo ważne jest spędzanie takowych magicznych chwil z własnym mężczyzną, bez innych bliskich aczkolwiek ukochanych osób :)
    Nie byłam w Muzeum Powstania Warszawskiego. A bardzo chciałabym. Twoje literki uświadomiły mi jak słabo znam swoje miasto - piękne aczkolwiek dużo mniejsze od stolicy - Kielce. Czas sięgnąć po przewodnik i nauczyć się swoich zakamarków na pamięć :)
    Przyjemny, rodzinny, cieplutki post :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Marzę o takim wypadzie z mężem. I obiecałam sobie, że jak tylko przyjadą rodzice, to go gdzieś porywam. Ale to nie szybko, bo teraz nasza kolej na przyjazd. Ale też to wykorzystam i już planuję. Co do cen mieszkań, są zabójcze. Ja już nie sprawdzam, bo z krzesła można spaść. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam z wielkim uśmiechem :-):-) nie dziwię Ci się, że ten weekend jest Twoim talizmanem :-)
    A ceny warszawskich mieszkań zadziwiaja mnie od dawna...
    Ps. Muzeum jest rzeczywiście świetne, choć nam akurat towarzyszyły dzikie tłumy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Byłam w Muzeum Powstania i utkwiło mi w pamięci już chyba na zawsze. To bardzo emocjonalna podróż. Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)
    http://lifegoodmorning.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.