12 gru 2012

z muzyką w uszach

Minął nie kolejny dzień a kolejny tydzień, kiedy siedzę cicho na blogowisku. Nie żebym nie miała o czym pisać, bo pisać mam zawsze o czym ( taka moja kropkowa grafomania ;) W pracy coraz gorzej, w domu mąż grasuje z fochem w nosie  po mieszkaniu. Więc wariatkowo i doliniasto, bo ja nie jestem odporna na stres, zżera mnie paskuda od środka...strasznie. Cenię sobie jasne i klarowne sytuacje. A takich mało wokół mnie ostatnio  i czekam aż przejdą.

Dziś miałam wyjątkowy poranek i to na nim się skupię. Wyjątkowy, bo zdecydowałam się wyruszyć z muzyką w uszach w godzinną trasę transportem miejskim do pracy.

I tą muzyką również i Was poczęstuję :)

Z nadmiarem czasu, ze zrobionym okiem, wychyloną kawką, truptam na przystanek. I kiedy rozbrzmiewa ten otwór nogi stają się lżejsze a moc przybywa sama :)

Kiedy w tramwaju mogę jeszcze rozkoszować się świeżym powietrzem, możliwością zrobienia kroku w tył podczas ruszania, trafiają do mnie słowa utworu, który chyba nigdy mi się nie znudzi


   

"Świat szybki jak młody wiatr 
Pędzi co tchu
I nie ma czasu na miłość już ..."


I wpatrzona w przestrzeń za oknem, zostaję szturchnięta przez wsiadający kolejny tłum.
I nie mogę pojąć dlaczego sami sobie fundujemy takie życie ? Życie tutaj to ciągły pęd, brak czasu, tłok, korki. Droga do pracy w obie strony zabiera mi 2,5 godziny mojego życia dziennie. Tyle samo mam czasu dla trójki dzieci  w dzień powszedni ( a w tym  odrabianie lekcji, posiłki i kąpiel. Szaleństwo prawda?
Funkcjonuje tak kilka miesięcy i mam już serdecznie dosyć. W głowie plany jak wysiąść z tego kołowrotka. 
Ale są ludzie, którzy tak żyją cały czas i godzą się na to... a może nie mają wyjścia?  A może rodowici Warszawiacy nie znają innego stylu życia i po prostu się dostosowali. Ja nie potrafię. Lubię Warszawę, ale funkcjonować w niej na co dzień, to koszmar. Marzy mi się aby być niedaleko i mieć ją na wyciągniecie ręki.

Z rozmyślań wybija mnie skupienie nad moją postawą. Czuje się jak sardynka w puszce  a może raczej śledź, bo do sardynki mi daleko ;) Nogi lekko ugięte, balansuję aby utrzymać równowagę...prawie jak na treningach z koszykówki z szkole podstawowej ;)
Wow, wolne miejsce, które się ukazało przede mną wywołało radość, że posiedzę 15 minut i poczytam. Rozwalam swoją szanowną, taka szczęśliwa...jednak nie długo , bo nie zauważyłam z tego wszystkiego, że połowa tłumu wyszła już z tramwaju, a tramwaj jak stał tak stoi. Czar prysł :( Orientacyjnie wysiadam z tramwaju i widzę mega korasek tramwajowy. I wtedy zaczyna się piosenka



A ja w obcasiku śmigam wzdłuż dziewięciu tramwai po kamykach przysypanych śniegiem. Miałam ochotę zboczyć kilka kroków w prawo, między korek samochodowy i zacząć tańczyć między autami, i rozrzucać wirujące karteczki na wietrze z napisem "SMILE" takie wycedzone przez zęby ze złości.


Muzyka cichnie, bo odpalam  aplikacje "Jak dojadę?"...rety co ja bym zrobiła bez mojego smartphonika. Potem "nawi" piesza, jak dojść na najbliższy przystanek autobusowy.

Ostatnim rzutem na taśmę zdążyłam do szkoły przed dzwonkiem...

I wbrew mojemu mega pozytywnemu nastawieniu, to nie był dobry dzień :(

13 komentarzy:

  1. Oj niedobrze, niedobrze. Pisałam Ci, Warszawa cholernie męczące miasto do codziennego życia. Dojazdy są masakryczne, niezależnie czy samochodem czy komunikacją miejską. Dlatego trzeba starać się (mając przychówek) o pracę blisko miejsca zamieszkania.To samo ze szkołą dla dzieci - najważniejsze by była blisko, w zasięgu niewielkiego spaceru, nawet jeśli to nie za dobra szkoła. Całe wariactwo w tym, że Warszawa się rozrasta, przybywa mieszkańców a dróg nie przybywa. Ostatnio jechałam samochodem 500 m równe 15 minut i to wcale nie była godzina szczytu komunikacyjnego. W moim odczuciu z roku na rok jest tu trudniej mieszkać, jeśli pracuje się daleko od domu. Ja to mniej odczuwam, bo już nic nie muszę no a nawet jeśli się trafi, że coś muszę , to na szczęście nie jest to zbyt często. Wiesz, przemęczysz sie tak do końca roku szkolnego, ale w tzw. międzyczasie poszukaj czegoś bliżej domu, bo Ty naprawdę masz zbyt daleko do tej swojej pracy. A próbowałaś dojeżdżać autobusem 116? Wlecze się niemal godzinę, ale to bez przesiadki możesz obskoczyć, a od rogu Sobieskiego i Limanowskiego możesz potrenować dojście piesze do szkoły - tylko nie w obcasach, bo Ci nie wyjdzie to na zdrowie kręgosłupa. A chłopem się nie przejmuj, on też ma hormony:))) Ale możesz z nim pogadać, to nie zaszkodzi.
    Buziaki, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. wydaje mi się, że takie zawrotne tempo wpisane jest poniekąd w strukturę dużych miast...
    wiele lat mieszkałam we Wrocławiu - tam szłam z tłumem, a nawet czasem niesiona przez tłum. tu, teraz jest wolniej, co nie oznacza, że nudno ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Every Single Day - rewelacja. Słuchałas jej rano, ja słucham wieczorem. Piękna, lekka muzyka...
    Smile - jest zabawna, słuchając jej mam tez ochotę porozrzucać smile'owe karteczki.
    Normalnie zakochałam się w tej muzyce :0
    Mieszkam w tym zwariowanym mieście i Bogu dziękuję, że na obrzeżach, do Centrum praktycznie nie jeżdżę, wszystko załatwiam tutaj, na przedmieściach. 15 lat tu mieszkam, tu wychowuję dzieci, ale nie mam nadal przekonania do tego miasta. Jednak to miasto daje pracę, daje chleb...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale jutro będzie nowy dzień i trzeba ufać, że będzie lepszy. Bo będzie, a jak nie jutro, to pojutrze. A może po prostu zapytaj męża o co chodzi, choć to banał to jednak rozmowa pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muzyczka fajna, wprawia w dobry nastrój. Choć na chwilkę. Znam to co opisujesz z autopsji, na szczęście do pracy miałam bardzo dobry dojazd i chwalę sobie Wawę za komunikację miejską. Często jeżdżące autobusy i tramwaje, metro. U moich rodziców jak mam gdzieś jechać autobusem, to jest to dla mnie koszmar. Ale, gdy mieszkaliśmy poza Wawą i dojeżdżałam codziennie, to traciłam kilka godzin na dojazdy, żyło się wolniej i spokojniej w miasteczku pod stolicą, ale nigdy więcej nie chciałabym tak dojeżdżać. W moim sercu bije moje rodzinne miasto. Mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten ciągły pęd mnie przeraża. Wiem, ze nie mogłabym mieszkać w dużym mieście (chyba, że byłby to mój ukochany Wrocław). U mnie też ciągły pęd - ale to raczej ja biegnę na złamanie karku, niż świat w około.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mój mąż chętnie by się przeniósł w taki zgiełk i nie widziałby w tym nic zdrożnego. Ja choć nie mam nic przeciwko dużym miastom - wiem, czym to grozi w obliczu małych dzieci i rodziny. Więc chyba na razie wolę spokój małego miasta i to, że o 16-stej już przeważenie jestem w domu...

    Tramwaje, autobusy... kurcze, jak mi to teraz zupełnie obce jest... Ale korki zdarzają się i u nas w przepełnionym tirami Gr ;-0. Tylko, co to za korki w porównaniu z Waszymi...

    Pozdrawiam i życzę uśmiechu :)))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też tak mam, i to coraz częściej niestety. Zaczynam się zastanawiać co ja tutaj robię, dlaczego jest mi tak trudno znaleźć pracę, którą wykonywałabym z przyjemnością, i żeby jeszcze ludzie byli ok. Inni mogą, a co ze mną. Dlaczego ten świat tak pędzi, dopiero co wstałam a zaraz będzie godzina wyjścia do pracy. Te parę chwil, które łapiemy w weekend nie dają mi sił na tak długo jak bym chciała... Nie daj się zjeść, bądź pozytywna tak jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo życiowy wpis.....kobiecy piórem napisany....

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam ten korkowy początek dni... o pół godziny mniej spędzam codziennie w transporcie miejskim... Też czytam, słucham, przeczekuję. Wsiadam prawie na pętli więc zawsze jest wolne miejsce - na szczęście.... A na doliniaste myśli dobre są... słodycze ;) niech Ci szybko przejdą złe dni święta już tuż tuż :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero co marudziłam, że poniedziałek, a jutro już koniec tygodnia i kolejny weekend. Przez ten kołowrotek dni uciekają mi tak, że czasem sama nie wiem jaki jest. JA WYSIADAM! Nie chcę, ale najważniejsze, że jest plan. Bez planu nie byłoby dążeń, a bez dążeń realizacji i lepszego życia. Na pewno będzie lepsze, a jak nie to dłuższe*!
    * w sensie ilości godzin tygodniowo zwolnionych z dojazdów!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja dzisiaj z przyjemnością słucham ciszy!
    I chyba pójdę zapalić...

    OdpowiedzUsuń
  13. Może tym razem się zdecydujesz :) http://matkaczworokatna.blogspot.com/2012/12/w-swiatecznym-temacie.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.