31 maj 2012

lubię takie wieczory

 ...kiedy męża nie ma w domu i nastaje błoga cisza. Powinnam teraz wziąć się za ogarnięcie rozgardiaszu w mieszkaniu ale w sumie po co? Jutro o tej samej porze, będzie podobnie ;)
... nalewam wina, przyrządzam ser pleśniowy na ciepło i zamykam się w sypialni. Jutro przede mną zaledwie dwie godziny pracy ( uczniowie pojechali na wycieczkę szkolną) a potem obcas, książka i kawa w przytulnej kawiarence ...nie lubię samotności ale to nie znaczy, że czasem nie mogę pobyć sama ze sobą :) A potem popołudnie całe dla dzieci...to będzie fajny dzień :) Pewnie jutro będziemy pisać na swoich blogach o Dniu Dziecka:) Macie jakieś plany?

youcandance.tvn.pl
A tymczasem poszperam po Waszych blogach, dokończę winko i pewnie włączę YCD na tvn player. Cieszę się, że nie mamy tv. Na necie on-line wybieram sobie konkretne programy i nie tracę czasu na reklamy i nie wyczekuje wieczorem na konkretny serial. Koniec! Tv straciło nade mną kontrolę ;)
A jeżeli jestem już przy YCD uwielbiam patrzeć na taniec Ani M. (akurat zdjęcie, w którym widzę w niej  dziewczęcą delikatność)



 


... i na solówki Bartka W.  Ten młody już na castingu skojarzył mi się z Billy Eliotem. Super dzieciak!

youcandance.tvn.pl

Tą edycję śledzę od początku i przeżywam ją tak, jak pierwszą. Wszystkie edycje pomiędzy, przeleciały mi jedynie cichaczem przed oczami, ale bez zachwytu.







Spokojnej nocy...aaa kotki dwa...

dla nas dziś był dzień dziecka :)

Bardzo sceptycznie podchodziłam do pomysłu aby moje najstarsze dziecię otrzymało w prezencie kinecta. Po co? Będzie się kurzyć, pewnie włączymy ze trzy razy i pójdzie w odstawkę...nie ma sensu. Jak to facet, mężulo się uparł i skończyło się na tym, że jest- stoi i dziś, kiedy dzieci poszły spać po świetnej zabawie, my z mężem w gaciach skakaliśmy na pontonie, boksowaliśmy i graliśmy w bajki Disneya. Najbardziej w tych wszystkich gier, mieliśmy ubaw ze zdjęć, które pstryka podczas gry sensor ruchu. To był świetny relaks! Znowu razem, skakaliśmy w gaciach, spoceni wydając odgłosy trudu jaki wkładaliśmy w chęć posiadania kolejnej monety :)
Pewnie jutro będę miała zakwasy...hihi. To był fajny dzień, taki nasz Dzień Dziecka ;)
Wiem z Waszych blogów, że dziś był dzień bez stanika...i nie myślcie sobie, że skakałam bez "nosidełek";)
A teraz powinnam już dawno iść spać więc nastawiam swój zastępczy telefon, który nawet nie ma w alarmie opcji "drzemki" ( oj jak ja lubię drzemki ) albo danych, o której i kiedy ktoś do mnie dzwonił...ale już niebawem, dołączę do smartfonowców.  Może polecicie konkretny model...chciałabym taki, aby bez większych problemów hulał po necie i miał w miarę wytrzymałą baterię...oczywiście za złotówkę...hihi.
Zmykam przymknąć oko.

Wyjątkowego czwartku dla wszystkich!

30 maj 2012

małżeństwo, niełatwa sprawa

Z okazji dzisiejszego dnia zażądałam od swojego ślubnego i zarazem ukochanego małża, wyjście na "kolacyję" w miasto. Opiekunkę do dzieci zatrudniliśmy i wyskoczyliśmy... aaa... jeszcze obcas zarzuciłam, co bym stukaniem odstraszała młode kozy, a że ma  pupinda do rozmiarów 60-90-60 nie wpasowana, to nieźle stukam, mówię Wam ;)  I tak w rytmie falowania i stukania zjedliśmy przepyszne kalorie, po czym mój mąż mówi "To co kochana, ty płacisz :) "...niezły prezent imieninowy ha ha ;) Po czym dodaje "Naciesz się, bo w W-wie,to będę Cię zabierał jedynie na kebab z budy ";)
żródło: net, wrzuta
I to była chyba kwintesencja naszego małżeństwa...bez spinania, z humorem spędziliśmy ze sobą fajny wieczór.
Kiedyś miałam takie marzenie, aby nigdy nie nudzić się z własnym mężem, by zawsze móc z nim pójść na piwo i śmiać się . Śmiać się nie od bąbelków ale z samych siebie.
I zawsze będą o to walczyć...o naszą wspólną radość wyszarpaną codzienności.
Rodzice małych dzieci, bez pomocy babć, dziadków i cioć, wiedzą jak trudno jest małżonkom pobyć  ze sobą z sobą na 100%. Czasem spacer trzymając się za dłonie  jest niemożliwy, bo te mniejsze rączki potrzebują bardziej naszego ciepła. Wieczorem zmęczenie + mnóstwo innych przyziemnych problemów przygniata nas...a warto jest zadbać o swoją miłość, nie tylko o umyte naczynia, zakupy i prasowanie.
Dbajmy o swoje połówki a one niech dbają o nas, abyśmy nie pogubili się w dżungli wypranej z emocji.

29 maj 2012

K R O P K A galopka czyli MAGDA, LENA i P :)

Kontakt:   kropkagalopka@tlen.pl

Pisząc zatrzymuję chwile, które pędzą obok mnie.
Lubię obserwować,myśleć, czytać, focić, psocić.
Taka myśląca blondynka, z trzecim cyfrowym okiem i z poczuciem humoru w gratisie.
Dodatkowo gram w pierwszoplanowej roli mamy trzech córek.
W nieustających bojach by być najlepszą wersją siebie :)

Miło mi, że tu zaglądasz :)





Pozdrawiam - Magdalena P.



25 maj 2012

w zawieszeniu

 Nie wiem gdzie będzie mój dom, moje życie, moje serce...uśmiechy moich znajomych. Gdzie dzieci będą budować swoje babki z piasku, gdzie będę pić kawę. Wszystko wydaje mi się poza mną. Czy to naprawdę mnie dotyczy ? Niby tutaj  jestem a zarazem  już mnie nie ma. I taka wyprana z emocji czekam...bez pewności czy faktycznie czekam na lepszy czas. Choć jestem bałaganiarą, ten bałagan mnie nie rajcuję...duszę się zawieszona między Mostem Długim nad Odrą a Mostem Marii Skłodowskiej - Curie  nad Wisłą ...wiszę przerażona :(

P.S. Jadę uspokoić się w moje rodzinne, kołobrzeskie strony, ładować duszę pozytywnymi wspomnieniami.


Miłego i ciepłego weekendu!Wypoczywajcie Babeczki!

21 maj 2012

wymarzona ja

   Po tym jak z szafy wyjęłam letnie bluzki, które kończyły mi się na pępku,weszłam dzisiaj na wagę :-8
Wiedziałam,że przytyłam, ale aż tyle!!! MASAKRA!!! Taka masakra, że czas zacząć działać, bo chciałabym mieć smukłą szyję



...i nie tylko. Cała chciałabym być smukła i kołysać się z podmuchem wiatru


 Bez stękania schylać się do swych stóp



Albo być jak biedronka, niby stara (ma dużo kropek ;) )a taka zwinna :)




 Zerknąć czasem z góry i puścić oko do przystojnego "czerwońca" z wąsem ;)



A tu lipa! Jestem jak ta gąsieniczka...i chyba już ze mnie żadne motylątko nie uleci :)



Tak więc dużo słońca sobie życzę i wytrwałości...a z tą krucho :(



4 maj 2012

sypialnia, ja i ....

  Mój brak pozytywnego nastroju w ostatnim czasie,  zamieniłam na zamykanie się w sypialni z książką. Zdecydowanie częściej zabierałam ją do sypialni niż męża ;)

Jodi Picoult  "19 minut"


To jest ta książka, którą wyciąga w twoja stronę koleżanka, mówiąc "musisz to przeczytać". Za racji, że nie czytałam wcześniej książek tej autorki, niepewnie zabrałam ją do łóżka. I pomimo, że czasem po 10 stronach zasypiałam ze zmęczenia, to w każdej wolnej chwili do niej powracałam. Z samego początku czytając, miałam w głowie obrazy z filmu "Musimy porozmawiać o Kevinie" ale sprawił to jedynie wspólny temat całej historii. Film jest tajemniczy i pozostawia nas z pytaniem "dlaczego?" A Jodi Picoult zręcznie wciąga nas w psychikę wszystkich bohaterów, nie tylko samego młodocianego mordercy swoich rówieśników, a także rodziców, koleżanek, przyjaciół rodziny a także obrońcy w sądzie. To sprawia, że przestajemy oceniać a zaczynamy słuchać i bacznie obserwować.
Książka zaspakaja moją ciekawość i chyba sprawia, że wybaczam, choć też przeraża zasadami, jakie panują wśród młodzieży.

P.S. Jestem bardzo ciekawa innych powieści tej autorki.

Sara Gruen  "Woda dla słoni"

fragment książki
 "Mam dziewięćdziesiąt lat. Albo dziewięćdziesiąt trzy. Jedno z dwóch (...)
Zaczyna ci brakować słów. Niby już masz je na końcu języka, ale zamiast się wreszcie wydobyć, po prostu są tam uwięzione. Idziesz po coś na górę i jeszcze zanim tam dotrzesz, nie możesz sobie przypomnieć, o co ci chodziło. Zwracasz się do swojego dzieciaka imionami wszystkich pozostałych dzieci i nawet imieniem własnego psa, zanim trafisz na właściwe. Czasem zapominasz jaki jest dzień. Aż w końcu nawet  nie wiesz który, mamy rok."
                                                                                                                                     
Tak rozpoczyna się historia całej powieści. Pomimo, że ja mam trzydzieści parę lat, to mam tak samo jak dziewięćdziesięcioletni pan Jankowski opowiadający swoją niebywałą przygodę życia :) Ale dzis absolutnie, nie będę narzekała, że jestem stara ;)
Świetna narracja książki, powoduje, że niepostrzeżenie mknie się przez nią  do ostatniej kartki, czując zapach koni, wiatr na twarzy i stukot jadącego pociągu... i  nie tylko. Nie wiem jak Wy ale mi jeszcze nie zdarzyło się czytać opowieści o trupie cyrkowej. A ta nie dość, że jest oryginalna to i bardzo ciekawa. Poza tym występuje w niej słonica, która morduje...naprawdę :)
Warto spędzić z nią kilka chwil na leżaku w "majówkowym" słońcu.



                                                                                                                  Jo Nesbo "Pierwszy śnieg"
Co prawda nadal nie jest to Larsson ale to naprawdę błyskotliwy kryminał. Zdecydowanie bardziej podobał mi się ten niż "Karaluchy", może dlatego, że w tle zaplątała się zdrada i namiętność :)
"Pierwszy śnieg" czytała moja najbliższa rodzina, rodzice, brat, siostra, szwagier, mąż...wszyscy z rozszerzonymi źrenicami kończyli ją zdaniem...ba słowem - "NIEZŁA". I ja też tak Was pozostawię...niezła, polecam :)


Emily Giffin "Coś pożyczonego"

To chyba najsłabsza książka, która ostatnio przeczytałam. Chyba dokończyłam ją dlatego, bo była w wersji kieszonkowej i nosiłam ją ze sobą, Było trochę okazji, aby zasiąść do niej poza domem. Lekkie, babskie czytadło, które pewnie w wieku dwudziestu  paru lat czytałabym z wypiekami na twarzy :)


2 maj 2012

kręcę głową i uśmiecham się

Jak fajnie jest móc obejrzeć się za głosem za plecami, umyć włosy i wyciągnąć dłonie do dzieci...ożyłam :)
Po wczorajszej ostatniej dawce leku dziś już moja dusza panuję nad całym ciałem...uff.

 Dzisiaj na parapecie zobaczyłam oto zjawę:


Pamiętacie mój zachwyt nad avocado? To była kilka miesięcy temu...wsadziłam byczą pestkę do "decoupagowej" puszki i oto mam - w domu małe drzewko. Ciekawe czy ze mną wytrzyma? I co z niego wyrośnie? :)

A teraz włączam muzykę i zabieram się do pakowania na wyjazd, na 6stopniową majówkę do Kołobrzegu :)



Wszystkim pogodnego odpoczynku...ostatni łyk kawy i już mnie nie ma...

1 maj 2012

sypię się

... nie chodzi o tusz z moich rzęs, kasę z nieba czy moje auto...sypię się ja!  Czy 34 lata łamane na 35 to już starczy wiek? Kilka dni temu obudziłam się i nie mogłam głowy przekręcić, podnieść ręki, podciągnąć się z pozycji leżącej do półsiedzącej. Nie wiedziałam, że tyle mięśni jest ze sobą powiązanych.
Współczuje ludziom, którzy uwięzieni są w swoim ciele. Namacalnie czułam, że dusza i ciało to dwa różne stworzenia w jednym.
Ostatnio śmiałyśmy się z Daglesiakiem, że nawet na światłach nie dają nam już szans, bo trafiliśmy na sygnalizator, który zagospodarował nam jedyne 10s na dość szerokie przejście dla pieszych. I co z tego, że szłyśmy prężnym krokiem...nie dałyśmy rady. A co ma powiedzieć na takim przejściu kobieta z blondyną w dłoni? 10 sekund - szaleństwo!
Przecież 34/35 to nie jest wcale taka tragedia...prawda? ;)


P.S. Mam nadzieje, że wiosna sprawi, że mój świat stanie się kolorowy...i zdrowy :)