28 paź 2012

a jednak nie mylili się

Wszyscy od kilku dni nadawali, że w weekend przyjdzie zima. Nie wierzyłam, ewentualnie śnieg z deszczem kończąc pluchą wieczorem. I owszem, wyglądam dziś rano za okno a tam pada sobie biały puch.
I tak widok z balkonu uległ szybkiej zmianie.




Z obawy, że wieczorem nie będzie śladu po sniegu, wyszliśmy na dwór i ulepiliśmy śnieżno - jesiennego bałwanka ślepaczka :)



 Z racji, że starsza nie miała jeszcze kozaków, pojechaliśmy do najbliższej galerii. Zabrałyśmy się we dwie na zakupy. Ale się cieszyłyśmy z kilku chwil tylko we dwójkę. Radośc długo nie trwała, bo postanowiłyśmy
przejechać się tramwajem. Tylko doszliśmy na przystanek już miałyśmy dosyć. Zacinało sniegiem po twarzach, zimno i biało. Kiedy już wyszłyśmy po zakupach tak dmuchało śniegiem, że nawet nie było widać pobliskiego przystanka tramwajowego. Dopiero wtedy uwierzyłam, że zima naprawdę przyszła :(
Ale nie jestem sama. Nie tylko ja miałam nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą. Nasz pobliska pizzeria miała nadzieje, że jeszcze dziś w ogórku, ktoś będzie miał ochotę na ich dania ;)


Na zakupach jak przypadło na typową wagę, nie mogłam zdecydować się czy chcę klasyczne czarne kozaki czy lekko rude. W sumie mam już z tamtego roku zamszowe w ciemnym brązie i czerwone na płaskim i nawet jakieś czarne się znajdą...hehe. A żebym to ja jeszcze była strojnisia...wcale. Nie wiem skąd ta gromada wzięła się u mnie :) A ja myślałam, że nie mam w czym chodzić jak ten śnieg spadł ;) Więc nie mogłam się zdecydować. Bo zobaczcie same:
Były takie ze skóry:


i z jakiejś "skajki", szumnie nazwaną ekoskórą ;)


I które byście wybrały???
I te i te?

Musiałam wybrać i wybrałam. A z racji, że padło na te tańsze, dorzuciłam sobie torebusię :) Maż skwitował, że pewnie bez niej nie przeżyłabym zimy :)
A te czarne może uda mi się upolować na wyprzedażach w styczniu :) Na co mój maż twierdzi, że oszalałam ;)


I wszystko byłoby cudownie gdyby nie pewien sms odebrany podczas zkupów w galerii z zapytaniem, gdzie ja jestem.
 I wtedy zapaliła się w głowie moja czerwona lampka...przecież dzisiaj miałam iść do teatru (wyjście organizowane przez szkołę). Prawie się rozpłakałam między półkami z jedzeniem dla kotów a słoikami z koncentratem pomidorowym. Kolejny raz nawaliłam. Kolejny raz takie fajne wyjście spaliłam :(((((((
A wyjście było do Teatru 6.piętro Ciekawe czy uda mi się samej zmobilizować i zorganizować takie wyjście ? Coś w tej stolicy nie dana jest mi sztuka, tylko ten tłum, tramwaje i korki ;) Pipka grochowa ze mnie...buuuuu.

Spokojnej nocy - jutro przede mną pewnie sanki... z torebusią, na obcasie ;)

27 paź 2012

Kraków

W czasach studenckich nie miałam kochańszego miasta. Potrafiłam dreptać, pić kawę układać sobie w głowie moje życie. Prawie zawsze byłam z tym miastem sam na sam. Kochałam je...czy kocham?
Odkąd jestem w Warszawie,w tym miejscu tu i teraz i odwiedzam Kraków na kilka chwil, nie czuje już tego klimatu :( Do tej pory nie zastanawiałabym się nad opcją czy wybrać Warszawę czy Kraków...ba, ja zawsze zarzekałam się, że nie będę mieszkać w Warszawie w tym pędzie i molochu :) I co? Nie dość, że stałam się mieszkańcem stolicy, gdzie jadę rano tramwajem i zastanawiam się ile jeszcze da radę to miasto pomieścić ludzi,bo w tramwaju ścisk, na kilku pasmowych ulicach korki, to jeszcze mi tu dobrze. Oczywiście poza chwilami, kiedy marznę czekając na spóźniający się autobus albo kiedy nie trafiam do teatru na czas ;)
Muszę na nowo rozkochać się w Kraku. I właśnie ostatni weekend był wspaniały. Nie tylko, że byłam tam sama i spędzałam beztrosko czas z siostrą. Znowu poczułam radość drepcząc po jego uliczkach ale to jeszcze nie to ;) Mimo to i tak gdzieś w środku porównuję, zastanawiam się, czy bym mogła tam osiąść.
Warszawiacy, czy tutaj też tak zagospodarowane są ogródki w głębi kamienic???







Bardzo spontanicznie wybrałyśmy się z siostrą do kina. Zabijcie mnie nie wiem jak się nazywało;) Po prostu sister mówi "to fajne i małe kino. "To co idziemy na coś?" - kwituje. I wylądowaliśmy na "Obławie". Nie potrafię zachwycić się tym filmem i nie wiem dlaczego. Aktorzy bardzo mi się podobali, świetnie dobrani do swoich filmowych ról...chyba ta fabuła nie była dla mnie zbyt oryginalna.
Za to kocham kilmat w takich małych, niekomercyjnych kinach. Na przykład mogłam sobie siknąć mając obok piękną Meryl Streep ;)


I żeby nie było tak jeszcze się pochwalić, to napiszę, że z Kraka wiozłam dla córki rower po siostrzeńcu. Niestety nie było większej taksówki osobowej, aby zapakować go i dojechać na dworzec. Siostra mówi; "Nie ma, trudno, zamówiłam bagażówkę."
Pierwszy raz jechałyśmy taką taksówką na dworzec :)


...a to całe zamieszanie dla małego roweru górala :D

To był bardzo miły weekend. A dziś kolejny. Mam nadzieje, że równie kolorowy, choć podobno ma być śnieg :) Może wyciągniemy sanki;)

Pozdrawiam :)




24 paź 2012

ludzie

Kolejna przerwa w pisaniu. Im dłużej nie zaglądam tym ciężej mi usiąść i zacząć pisać.
Ostatni weekend znowu jechałam w pociągu i zamiast czytać książkę, przesiedziałam 3 godziny zanurzona w myślach. Myślałam o ludziach, jaką ważną rolę pełnią w moim życiu.
Z pewnością nie jestem typem samotnika. Owszem...na chwilę zamknąć się w swoim azylu ale tylko na chwilę. Dłużej zaczynam się dusić sama ze sobą. Potrzebuje z kimś zamienić słowo, obdarować się zwykłym "dzień dobry" i uśmiechem. Zdawałam sobie sprawę, że w tym całym zachwycie nowym miejscem do życia przyjdzie ten czas, kiedy zatęsknię i zapłaczę. Tak i bardzo tęsknię. W naszym życiu napotykamy różnych ludzi. Każdy nas czegoś uczy. Każdy ma gdzieś w naszej głowie swoje wspomnienia.
Zrozumiałam, że tak jak my nabywamy nowych życiowych doświadczeń, tak i nasze przyjaźnie ewoluują. Że są kosztowne i te najbardziej cenne, które potrafią przejść wichurę i szczerze sobie wybaczyć.
I tak lubię wsiąść w pociąg w kierunku moich przyjaciółek ze studiów. Uwielbiam spędzać chwile z moją siostrą na uliczkach Krakowa, którą odzyskałam dzięki przeprowadzce do stolicy. Rozkoszuję się wspólnym śniadaniem z kawą w formie niespodzianki, bo przybyło do mnie jako "poczta". Więc nie jest źle...ale tęskno mi...za kolacjami po knajpkach szczecińskich, za kawą i wyrzucaniem z siebie żali, za wspieraniem się w pracy, za pełnymi ciepła wieczorami przy Xboksie z przyjaciółmi, za owocową herbatą z artystycznymi duszami.
Więc zaczynam trochę usychać w tej stolicy :(  Powinnam się otworzyć na nowe znajomości, na nową teraźniejszość ale ciężko mi to idzie...bo cały czas gdzieś tęsknię a dni pędzą.
Postanowiłam się otworzyć na znajomości  wirtualne...może z czasem i w realu. Jeżeli kiedykolwiek miałaś/- eś ochotę naskrobać do mnie kilka słów, nie zastanawiaj się :)

Czuję się trochę tak, jak te kapcie pozostawione na chodniku




O wypadzie do Krakowa w następnym poście. Z racji, że jestem na zwolnieniu na dziecko, jest szansa, że post pojawi się już jutro :)


15 paź 2012

krótko o poniedziałku

Poniedziałek jest bardzo dupny.

Dopiero początek tygodnia a ja już mam nogi w dupie.

Zobaczyłam przez przypadek w lustrzanym odbiciu mój zadek...co za wielka dupa :(

W autobusie siedziałam godzinę na dupie...dobrze,że siedziałam.

Oblałam spodnie kawą,nie mam jutro co na dupę włożyć.

Pośliznęłam się i gruchnęłam jak długa na dupsko...bolało.

...i jakoś atmosferycznie u mnie do dupy.

P.S. Nadal z doskoku na necie...też do dupy z takim mobilnym intrnetem :(

Pozdrawiam już z łóżka,bo pomimo,że spadłam na dupę,to padam na ryj:-*

Krówka na pocieszenie,dla tych co też mieli dupny dzień:*


14 paź 2012

pechowy piątek i szósty dzień wyzwania


Piątek to naprawdę fajny dzień tygodnia. Mam w planie tylko 2 lekcje i to z samego rana, a potem  jest już weekend. Więc wróciłam sobie do domu, zanurzyłam się pod kołderką, przydżumiłam, kawkę spiłam przy czym zjadłam podarowane mi czekoladki (Dzień Nauczyciela :) ) i trzeba było się szykować na eleganckie wyjście - wyjście do Teatru Kamienica. Oj jak mi się nie chciało z tego łózka tyłka ruszać. Już nawet myślałam, aby sobie odpuścić...ale przecież teatr uwielbiam, bilet zakupiony za 15 zł okazjonalnie...nie no trzeba się podnieść. W godzinę wyszperałam jakieś łaszki, przy czym zrobiłam nieziemski bałagan na łożu, szybki fryz, make up i siu na trampka. Mój smartfonik pokazał mi, że wystarczy mi 30 minut na dojazd na Aleje Jerozolimskie 93. Wyruszyłam. W tramwaju nadrobiłam zaległości smskowe i rozmowy telefoniczne i już nawet poczułam myśl w mojej łepetynie blond " kurde, jednak fajnie, że się ruszyłam." Długo to nie trwało, bo jak wysiadłam i szukałam wyjścia na odpowiednią ulicę w podziemiach dworca centralnego. Myślałam, że zacznę wrzeszczeć.Czułam się jak kret łamaga :). Po kilku nieudanych próbach wyszłam jak człowiek na ulicę i z mówiącą panią w nawigacji pieszej, odniosłam sukces...JEST...Aleje Jerozolimskie 93. I co za zdziwienie mnie ogarnęło, jak ów adres okazał się budynkami wojska wystawionych na przetarg. Więc zaczynam dopytywać ludzi i patrzą na mnie jak na ufo. Nikt nie wiedział nic o Teatrze Kamienica. Z pianą na pysku wywrzeszczałam się do koleżanki przez komórkę, co by ratowała( bo dla blondynki bardzo pomocne jest wsparcie kumpelki brunetki ;) Wykrzyczana, chowam się w zaułku ulicy i jeszcze raz wklepuję w wyszukiwarkę Teatr Kamienica. I owszem wyskoczyła takowa o adresie, ale na Aleji Solidarności 93. Super prawda!? W sumie niemal to 5 minut trampkiem od pechowych Alei Jerozolimskich 93, jednak nie miałam siły znowu bawić się w kreta a potem w przygłupa, który wchodzi po rozpoczęciu sztuki. Zrezygnowałam :( 
Chciało mi się już wyć a nie krzyczeć ale opanowałam się. Zaczęłam dostrzegać pozytywy tej sytuacji....pochodziłam w koło dworca i pstryknęłam kilka fot do wyzwania z dołu. Nawet zrobiłam zdjęcie z korytarzy ale ludzie gapili się na mnie, jak pstrykałam zdjęcia plecom ludzi biegnących po schodach na tramwaj, że zaprzestałam. Potem zaszłam do empiku i zakupiłam kartonowe literki, pewnie niebawem się pochwalę :) I już wydawało mi się, że pech sobie poszedł a blondynka znowu nie jest aż taką blondykowatością i postanowiła jechać do psiapsióły na kawkę. Na przystanku czekałam w chłodzie 40 minut, wszystko jechało tylko nie mój autobus a jak już przyjechał to ledwo wsiadłam, więc kolejne 30 minut stałam w ścisku. Nawet specjalnie nie musiałam trzymać się na zakrętach ;)
I tu to napiszę...pierwszy raz pokonała mnie stolica, pierwszy raz żałowałam, że jestem w Warszawie...buuuu

A teraz wyzwanie - ZAPACH. Długo się zastanawiałam co wstawić. Już chciałam wkleić puste zdjęcie, bo jak sfotografować zapach świeżej pościeli, zapach powietrza po letnim deszczu, zapach dziecięcej oliwki czy świeżo skoszonej trawy...Potem przypomniałam sobie film...genialny film


....no ale to nie moja fotografia. Więc cyknęłam :


Uwielbiam zapach świeżo parzonej kawy...choć to jeden z wielu zapachów, które pobudzają moje zmysły.

Miłej niedzieli życzy piątkowa blond warszawianka :)

12 paź 2012

z dołu

...piątek...dla mnie pechowy. Nadal nie mam internetu w domu, więc nawet nie mam jak rozgościć się na chwilę u Was na blogach. Mam nadzieję, że już niebawem wrócę do blogosfery, no bo jak to można tak długo wytrzymać bez necika??? Jejku, jak ludzie kiedyś żyli bez komórki i internetu ???

Z dołu - wyzwanie dzień piąty.

Dziś utknęłąm w centrum, więc dlatego takie zdjęcie.


Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za tyle miłych komentarzy...chyba muszę częściej brać udział w wyzwaniach i pisać częściej posty :)


11 paź 2012

o tym i owym :) + czwarty dzień wyzwania

Wczoraj dzwoni mąż i powiada z przerażeniem w głosie " Kochanie nie mamy internetu." I faktycznie, galopek roztrzepane dziewczę nie zdąrzyło zapłacić od dwóch tygodni rachunku ;o
Miarka się przebrała i necik też zabrali. Ale nie ma jak to zawodowe centrum dowodzenia :


Zresztą to nie jedyne moje ostatnie gapowe. Wczoraj zapomniałam zabrać z auta swojego ukochanego kubasia na kawkę, którą spijam na środkowym pasie na Wisłostradzie. Czy wiecie, że zajęcie odpowiedniego pasa to bardzo ważna sprawa przy piciu kawy...zawsze jestem w towarzystwie...z prawej kierowca i z lewej kierowca...nie znoszę samotności ;)

Przed wyjściem musiałam zabrać kawkę, musiałam, musiałam, musiałam....
Więc zabrałam,
 <-----
choć w aucie był żal, mamo to dla mnie soczek? ;)

Więc macie namiastkę dzisiejszego galopka o poranku i w południe :)

Jak dziś taki misz masz to muszę trochę się powściekać. Dobrze mi było bez TV. Czy Was nie irytuje reklama ING o ubezpieczeniu na raka? Czy dajecie radę słuchać przy kolacji, że ktoś zrobił przewałkę na transporcie ciał ze Smoleńska? (ciała mogły być przewiezione za darmo ale nie, przecież musiał być przetarg , smarowanie, poślizg i kupa kasy wsadzona do czyjejś kieszeni).Cholera, nawet w takich delikatnych kwestiach nie potrafią zachować klasy.  Dostaje szału, że żyję w takim kraju. I wiem, że media pewne sprawy przedstawiają nie tak jak trzeba, ale kuźwa to właśnie przez media wiemy o  matactwach. Czy to właśnie nie media mają w tym kraju jedynie coś do powiedzenia?Ile ludziom media pomogły, bo Państwo na ich wołanie było głuche? Gdybym miała lat 20+ już by mnie tu nie było i nie dziwię się młodym ludziom, którzy wyjeżdżają za granicę. Za to dziwię się tym, co chodzą na wybory...nie wiem czy będę miała motywację i siłę przed samą sobą aby stanąć przed urną u boku z ze złudną nadzieją, że mam na coś wpływ.

Aby nie pozostał Wam niesmak po moim poście, to zamieszczam coś CENNEGO,  jak przewidują zasady wyzwania.

Zostawiłam sobie to zdjęcie specjalnie na dziś. Dla mnie cenna jest miłość.
Miłość moich rodziców, dzięki którym jestem taką właśnie roztrzepaną dziewuchą.
Miłość mojej rodziny brata i sióstr ...wiem,że nie jestem sama.
Miłość mojego męża, która mam nadzieję,po wzlotach i upadkach zawsze będzie zmierzała do wiklinowego kosza nad morzem, gdzie pomarszczeni z laseczkami kierujemy swoje twarze w stronę morza.
Miłość moich córek (chyba syna już nie będzie;) ), która każdego dnia wyzbywa mnie egoizmu, daje dużo ciepła i bezinteresowności.
Miłość moich przyjaciół, przy których mogę być blondynką, świrem i ryczeć byle gdzie...mam nadzieje, że nigdy nie przyjdzie im na myśl, aby dzwonić dla mnie po kaftan bezpieczeństwa ;)
Miłości kota, który zawsze pierwszy wita mnie w drzwiach, nawet wtedy kiedy przerywam jej sen...moja kochana Kitty.Jaka kobieta by to zniosła ? ;)

Właśnie dzięki miłości czuję spełnienie, dzięki niej mam w sobie ciepło, dzięki niej otwieram się na ludzi z dużą empatią. Człowiek bez miłości jest cholernie goły i zimny, jak kurak w sklepowej zamrażarce.

DZIEŃ CZWARTY WYZWANIA -  cenne


Pierwszy raz ktoś napisał dla mnie piosenkę. Moja kochana Oliwka...pełno w niej miłości :)






10 paź 2012

stół

Zawsze marzyłam o dużym, rodzinnym stole. Gdzie stoi miska z owocami i wazon z polnymi kwiatami.
Niestety dziś mam mały pierdzielnik na stole + kot ( mały nieład po decou).
Pozdrawiam :)


9 paź 2012

moje 30+ i drugi dzień wyzwania

...o tak lata lecą, nawet nie liczę. Cieszę się, że nadal na półce z kosmetykami patrzę na te z etykietą 30+ :)
Niby B-DAY a to taki zwyczajny kolejny wtorek, w piżamce, pod kołderką z winkiem, wtulona w swoją połówkę...nic mi więcej nie trzeba ...

Drugi dzień wyzwania: JESIEŃ
O tej porze roku często wskakuję pod kołdrę z herbatą i książką.


8 paź 2012

trzy rzeczy

Przyznam się szczerze, że miałam dylemat, ponieważ mając trzy córki wszystko kojarzy mi się z trzema rzeczami, które do nich należą. Powstrzymałam się :)

Jeżeli zdjęcie ma dotyczyć trzech rzeczy to zrobiłam trzy zdjęcia :)

Dzisiejsza "kolacyja" dla córek - pizzerki:


Moje trzy ulubione owoce:


...i wiem, że to nie rzecz ale zamiast trzech par kaloszy, trzech szczoteczek do zębów, trzech śniadaniówek...po prostu trzy właścicielki tych rzeczy i ich uśmiechy:)


I tym sposobem ostatnim rzutem na taśmę rozpoczynam wyzwanie fotograficzne...23:56...pora spać??? ;)

P.S. Mąż patrzył się jak na wariatkę, jak biegałam dziś  po kuchni z aparatem i ustawiałam te talerzyki  krzycząc na niego "tylko mi ich nie przestawiaj !" : ))))

6 paź 2012

pasja

...zawsze chciałam ją mieć.
Tak wiele rzeczy lubię robić ale wszystko na pół gwizdka, w ramach relaksu. Przez pewien czas dzieci były dla  mnie pasjonujące. Uwielbiałam spędzać z nimi kreatywnie czas. Dziś jestem już tym zmęczona. Ostatnimi czasy podczas wspólnych zabaw, trójka dzieci w różnym wieku bardziej mnie męczy niż pasjonuję. Sytuacja się zmienia kiedy jestem sam na sam tylko z jedną, wówczas odnajduję w sobie na nowo chęć do tworzenia, aby te chwile były wyjątkowe. Ubolewam,bo takich chwil jest bardzo mało :(
 (post o braku czasu w codzienności dla rodziny, to temat na inny wpis.... nie miało być o dzieciach).
 Lubię czytać,obejrzeć dobry film, kiedyś pisałam do szuflady. Lubię zabawę z kolorami więc malowanie, decoupagowanie czy pstrykanie zdjęć też są zajęciami, którym lubię się oddawać. Nie muszą to być super arcydzieła, po prostu lubię. 
Nigdy w żadnej dziecinie nie dążę do perfekcji, nie zgłębiam jej, nie szlifuję. Czasami z uśmiechem na twarzy mówię sobie w myślach, że artystycznie rozwinę się na emeryturze ;)
I kiedy tak zaglądam sobie na takie blogi np. Kasi Hawryluk, Urszuli Phelep, Al , Jagody czy Małgorzaty Południak, Alicji  albo Agnieszki, Belli , Ani i Kasi , mam ochotę jak mały skrzat usiąść z każdej z nich na ramieniu i przyglądać się jak tworzą. Niestety jestem za ciężka ;) Może kiedy będę już stara i sucha, otoczę się takimi artystycznymi duszami i z owocową herbatą,ciastem drożdżowym z owocami, wproszę się na warsztaty ...może za jakieś 20 lat zapukam do drzwi Waszych pracowni ;)

Ja tymczasem w ten weekend zajmuję się pewnym kartonem...może uda mi się zrobić z niego ładne pudło :)
I zapraszam w imieniu Sen Mai do wyzwania fotograficznego. To tylko 7 dni...może wytrwam a przy tym pobędę ze swoim Nikosiem,ostatnio zamieniłam go smartfona....popstrykam tak zwyczajnie.



Nowe 7-dniowe WYZWANIE FOTOGRAFICZNE pojawi się na blogu Sen Mai w poniedziałek 8 października ! ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO WZIĘCIA UDZIAŁU !!!




5 paź 2012

zielono mi


Tak jak w lecie chorowałam na czerwony kolor, co skończyło się czerwonymi balerinami i workowatą torbą, tak teraz mam pociąg do zieleni, takiej głębokiej, ciemnej ale żywej.
Ostatnio nawet przez moje dłonie przewinął się bucik zamszowy...ale odłożyłam, choć nie gwarantuję, że po niego nie wrócę ;)

Nie tylko w otaczającej mnie materii króluje zielony, bo również w środku jestem zielona, pełna nadziei.  I nie wiem czy to hormony czy przesilenie jesienne ale ostatnio mam cały czas taką huśtawkę nastrojów. Dziś mi zielono a wczoraj rzucałam granatami :D

Ale jak tu nie rzucać, jak pół godziny przed spaniem trafia mi się fucha w postaci powtórnego wykonania modelu  RWD 6.Wyobraźcie sobie, że na szybkiego zrobiłyśmy ów model dzień wcześniej ( bardziej ja, bo dziecko by siedziało z tym do nocy), dosłownie na odczepnego.Wyszło takie cudo ;)


 I córa kolejnego wieczoru oznajmia mi, że nie został przez panią przyjęty, bo nie przypomina RWD 6 ( podkreślam, to obowiązkowa praca domowa a nie konkurs!!!)
A RWD 6 ma wyglądać tak:
 wikipedia.pl


Jak tu sie nie zdenerwować??? WRRRR...
Dobrze, że maż był w domu, to mu oddałam fuchę. Jak za samolocik wziął się mąż, to moje arcydzieło naprawdę nie umywało się do jego modelu. Samolot miał i kółeczka, podobny kształt a nawet śmigiełko ruchome...oj czemu ja taka głupia szybciej mu nie zleciłam tego zadania. Ciekawa jestem dla kogo miała być ta praca domowa. Ja dostałam pałę, mąż pochwałę...hehe
Nie wiem czy już kiedyś pisałam, ale uwielbiam swoją pracę jako nauczyciel, ale jako rodzic nienawidzę szkoły !!!!

Czas dobrze rozpocząć weekend :)


Brak planu weekendowego wcale mnie nie martwi, bo czy leżeć brzuchem do góry bądź w męskiej wersji jajami do góry nie jest źle...mi chyba tego potrzeba...leżenia do góry brzuchem oczywiście a nie jajami ;)


P.S. Nadrabiam zaległości i buszuję po Waszych blogach. Pozdrawiam :)

1 paź 2012

kilka zdań między zdjęciami


Kiedy w domu pojawiają się ludziki z żołędzi i kasztanów, to jesień jest już na całego. 
Lubicie jesień? 
Oprócz barw nic mnie w niej nie urzeka :(
Najchętniej zaszyłabym się pod kocem z herbatką z imbirem , cynamonem i pomarańczą i tak do pierwszych dni wiosny...oj nie nie, nie tym razem :)
Staram się, aby czas nie przepływał mi przez palce, więc aby nie stracić kilku miesięcy swojego życia, już planuję czym zajmę się w domu.

Pierwsze w ruch pójdą wieszaki:




Macie pomysł co z nich zrobię?
 Sama ciekawa jestem efektu. Z pewnością się pochwalę.

Poza tym chcę rozpocząć zapiski ...może do książki ;)...zakupiłam specjalnie zeszyt A4 w linie.
Nie wiem co było pierwsze, chęć posiadania go, czy pomysł co będę w nim notować...chyba to pierwsze, mam słabość do ładnych okładek :)



Poza tym będę podróżować koleją, trasa Warszawa - Kraków, Warszawa - Poznań. 
Jak fajnie, że mam teraz tak blisko. 
Ostatnio podróżując odkryłam fajną opcję - bilet turystyczny na cały weekend za 67zł i można jeździć ile się chce, w jakiej chce się klasie.Jedyny warunek - tylko liniami Przewozy Regionalne.



 Bo nie ma jak to shopping z siostrą


Kawa o zmroku pod Bramą Floriańską...z siostrą



Albo piwko, beztroskie spacery, śmiechy i łzy z moimi lejdis. Takie spotkania to najlepsza terapia :)
Hitem tego spotkania były lizaki....ale o nich w następnym poście.

I jak siedziałam wcześniej w Szczecinie jak w norce, tak teraz Kraków, Poznań i wspaniałe chwile z bliskimi są dla mnie takim szczęściem, że nie myślę, że coś jest za mną.
Owszem szkoda, że do morza daleko i przepysznego halibuta z wiatrem we włosach,



 musiałam zamienić na łososia w domowych warunkach


 ... ale nadal nie żałuję :) Warto czasem zainwestować w zmiany.

Pierwszy rok w Wawie chyba taki będzie, pełen porównań....więc kochani bądźcie wyrozumieli, że ja cały czas o tej Warszawie :)

Nie chcę czekać, kiedy miną szare dni! Dlatego zamieniam barwy lata



 na odcienie jesieni





i ubieram się w dziecięcy optymizm


Nie prześpijmy tej jesieni! 

To moje hasło na najbliższe tygodnie :)
Kto jeszcze nie daje się jesieni? Pozdrawiam :*