30 lis 2012

cukierek w tulipanach

Wczoraj jak jakaś wariatka biegałam między domem a Biedrą, bo rzucili zabawki, które znajdują się na listach moich córek do Mikołaja. Wpierw allegro, czy ceny faktycznie korzystne i owszem, w Biedrze były korzystne, więc dwie duże siaty i biegusiem. Obkupiłam trzy córaśki, chrześnicę męża i obstawiłam już Mikołajki. Uff...i jestem z siebie mega zadowolona, że tak szybko, zdecydowanie i oszczędnie :)
Wszystko teraz siedzi w kanapie i czeka na worek czerwonego pana :) I poczułam tą magiczną atmosferę. W głowie jeszcze pomysły na upominki dla dorosłych, ale coś mi się wydaje, że w tym roku będzie pod choinką dużo tac i herbaciarek dekupażowych :)
Będąc w szale zakupowym, nie ominęłam ich, musiałam je włożyć do koszyka. Zresztą potem mąż skwitował, wiesz jak ja bym poszedł, to też bym ci kupił ;) W akcie tęsknoty za wiosną wstawiam kilka fot.





 Prawda, że cudne te tulipany?

Moja Kitty buszująca



Oczywiście musiała sobie je poobgryzać : /


A więc i obiecane candy załapało się na tulipanową scenerię.

Gadżet prosty, nic wymyślnego, ale może kogoś ucieszy. Zainspirował mnie katalog IKEA 2012






Warunki CANDY:

1. Musisz być obserwatorem mojego bloga.
2. Wstawić u siebie na blogu podlinkowany banerek candy.


3. Napisać w komentarzu  co chciałby dostać od Mikołaja :)  (tylko jedna materialna rzecz)

Czekam na komentarze do 14 grudnia.
Wygra ten.... i tu nie będzie losowania, o kryterium powiem przed ogłoszeniem wyników :)

29 lis 2012

szalejemy

Minął zły okres albo przycichł...ufff
Może ten marazm był spowodowany pracą ...hm?
Do końca tygodnia mam L4 na średnią córę, i z racji, że to nie  dwa dni, czuje taki wewnętrzny luz...a może to jajeczkowanie się zbliża :) 
Też tak macie? :) 
W połowie cyklu świat wydaje się bardziej osiągalny, wiatr w żagle dmie. 
A potem ciężki PSM i przed samą @ chodzę i wszystko sprzątam z radością ( to wyjątkowy dzień, bo ja nie lubię sprzątać). 
I tak w kółko macieju, jak ten chomik zapierd... w hormonalnym kołowrotku :D
Tak czy siak zły okres minął, mam więcej siły i energii, dla siebie, dla innych. 
Dzięki za kilka słów otuchy pod ostatnimi postami :*

Obiecałam "pewnej osobie", że będę o siebie więcej dbała.

...więc maska

...kawka

...i 

...pełen szał

w wykonaniu Edyty Bartosiewicz


i babeczek z L4 ;)

                                                             

 Opaski wróżki w 100% wykonane przez Maję...mała artystka mi rośnie :)

Jeżeli jeszcze kogoś trzyma jesienny marazm wysyłam bańkami do Was trochę mocy.
Już środa, do weekendu 2 dni a dwa to bardzo mała liczba ;)
Pozdrawiamy  O O o oO O OOo


24 lis 2012

rewelacyjna sobota

...niby mam wszystko - pracę, zdrowie, kochane dzieci, faceta ( kolejność przypadkowa). I wiem, że powinnam się cieszyć i cieszę się, doceniam. Tylko mam taki czas, że ta radość schowała się gdzieś za poduszką na kanapie :(
Miałam nadzieję na miły, rodzinny weekend i co? Człowiek się nastawia, ma oczekiwania a tu bach.Mąż po tygodniu wrócił chory, dziecko rozchorowało się jeszcze bardziej (bo od środy kisimy w domu, po historiach żołądkowych)...pozostają mi rozrywki domowe a wypad do Biedry - mega wycieczką.
No nic, kolejny tydzień siedzenia w domu to nie tragedia, są gry planszowe, książki, filmy familijne książeczki do kolorowania...są większe problemy prawda? Może znowu rozłożę na stół swoje decou. Po ostatnim powstało kilka rzeczy.






Frajdę mi sprawia robienie rzeczy dla kogoś. Mam zamówienie na chustecznik, muszę polakierować kilka rzeczy, to zdecydowanie za mało, aby rozkładać cały majdan. Więc co, może candy? Na co mielibyście ochotę? :)


23 lis 2012

wyplute toffi z nutką kultury

Dziewczyny dzięki za słowa otuchy. Nadal jeszcze jak wyplute toffi ale ciut lepiej. Nadal szukam o co kaman tej mojej psychice i powoli łapie o co chodzi. Muszę jeszcze się zmobilizować, by to pogonić.
Z racji, że ostatni tydzień byłam sama i nie miałam za bardzo czasu dla siebie, postanowiłam wykorzystać jedno popołudnie na kino zamiast na sprawdzanie sprawdzianów po lekcjach...aby odetchnąć, zrobić coś dla siebie. Jak dobrze, że o 13:00 nie grają tylko bajek :) Poszłam na



To naprawdę świetny film. Muzyka przejmująca. Więcej mówią w nim obrazy niż wypowiadane kwestie. Fantastyczne ujęcia najmniejszych szczegółów. Ten film mógłby być tematycznie ciężki, coś pod "Erratum" ale nie, ten film jest prawdziwy i przyjemny. Owszem może jest  gorzki ale do przełknięcia bez popitki ;) Po nim mimo wszystko wstaje się z fotela z nadzieją. Żmijewski Artek rewelacja. Młody Krzyś też radził sobie wyśmienicie. Urbaniak jednak ....no nie wiem coś mi nie grało. Ja wiem, że on miał być taki suchy, bez emocji ale mnie nie przekonał. Jeżeli będziecie zastanawiać się czy warto iść do kina na polski film...
TAK, WARTO!

* * *



Ostatnio też przeczytałam po raz pierwszy książkę na moim smartfonie:) Bo w tramwaju upchanym jak puszka sardynek, nie ma mowy na wygodne rozłożenie się z książką :( I jak to bywa z Kalicińską. Z początku dziwie się, że pisze tak naturalnie, że ja też bym mogła napisać książkę. Ale kiedy brnę dalej w powieść, to wciągam się i podążam za każdym słowem autorki. I jeżeli teksty córki książkowej były autorstwa faktycznej córki autorki, to wygrała z matką. Lepiej mi się czytało jej fragmenty.
Ogólnie nie powala ale luźne, przyjemne, babskie czytadło :)

 P.S. Jeżeli ktoś miałby ochotę na wersję epub na smartfona wystarczy prośbę wysłać do Świętego Mikołaja na mój mail :)

Oczywiście miłego weekendu :)

7 lis 2012

skrawki


S T A R T


  • Rozryczałam się przy scenie w "Lekarzach", kiedy to Różdżka bardzo chciała przytulić swoją new sister i ten ból w jej oczach ( kto ogląda wie o czym piszę ) i jak oczy świeżego, umierającego ojca z radości wychodziły z orbit , że córka go akceptuje... ta radość, że mają siebie. Dawno już tak się nie zryczałam...
  •  Kupony szczęścia w marketach. Dostaje się paragon w kasie i staje w kolejce, gdzie pseudo machina losuje nam nagrodę...albo i nie. Dwie osoby przed nami wylosowały opcję BON RABATOWY, co dodało otuchy czekającym w kolejce, że jednak udaje się coś wygrać. Ja bym nie stała, ale moja starsza córa bardzo chciała. I co? Również wygrała bon rabatowy. Ale była radocha...maszyna wydrukowała bon o wartości ...uwaga....rośnie napięcie....BANG! 0,50 zł...nie mogłam przestać rżeć w tym tłumie :)

  •  w metrze


  •  zakupiłam w empiku kartonowe literki do pomalowania (może niebawem pokażę efekty)


  • co można ciekawego zrobić z muszelek ( wymysł starszej)

 Każdy członek naszej rodziny dostał po jednej magicznej muszelce :)
  • wpadło mi w oko;)


I nic już więcej nie napiszę, zimno, ciemno, głowa boli...kiedy wiosna?????????? 
Chce mi się tylko leżeć, jeść ciepłe posiłki i pić herbatkę z cytrynką :)

5 lis 2012

naładowana po weekendzie

Odwiedzili nas moi rodzice. Mają już po 75 lat ale trzymają się ekstra. Kursują z nad morza niekiedy do Krakowa, a teraz przywiał ich nadmorski wiatr i tęsknota do stolicy. Wszyscy za sobą się stęskniliśmy. Kiedy dzieci spały spędzaliśmy wspólnie wieczory. Podczas oglądania filmu, leżeliśmy jak śledzie na rozłożonym łóżku i ja między tatą i mężem. Miałam nogę zaplątaną w mężowską, a głowę przytuloną do taty...rety jak mi było dobrze, taki spokój, miłość, rodzina. Co chwila "przytulasy" z tekstem "jak fajnie, że przyjechaliście" Babcia zachwycona wnuczkami, spełniała ich każde zachcianki, pocerowała im dziury w rajstopach ;) Rodzice ciekawi stolicy a zarazem zaskoczeni taką zielenią i rozmachem w centrum. Przy okazji odkryłam na spacery świetne miejsce Fort Bema. Świetne place zabaw ( nie mam zdjęć już zmierzchało, innym razem) i zaraz lasek, z alejkami, ławkami, rzeczką, mostkiem i kaczuchami...zapach lasu. Na obrzeżach duże, nowoczesne osiedle. Rozmarzyłam się, jak fajnie by było móc tam kupić mieszkanie. Galopek napalony co zrobił, po wejściu do domu? Otóż necik i nieruchomości i dostałam obuchem w łeb...mieszkania czteropokojowe w cenie 800 tys. !!! Kto to kupuje???  Kto woli za taką kasę być w bloku a nie w domku? Przestałam marzyć...
Zabrałam za to tatę przejażdżką tramwajem w deszczu...tata rozsiadł się w niskopodłogowcu i jechał zachwycony, nie chciał wysiadać :)A jak chodziliśmy po Starym Mieście często pytała " Madziu a tam, o tam to jest ten zabytek x". Ja z uśmiechem: "Tatauś, ja tu jestem pierwszy raz, pewnie i tak Ty wiesz więcej niż ja" (tata jest bardzo oczytany). Kocham jego teksty typu, "Po co ja mam jechać do Francji jak ja w tv sobie oglądam Tour de France i widzę prawie wszystko :) albo "Dzisiaj śniłem o Wenecji, normalnie tak prawdziwie jakbym tam naprawdę był, wszystko takie same jak na zdjęciach :). Kocham prostotę życia i mądrość moich rodziców. Ciekawe czy ja ( blondynka ;) ) kiedyś będę takim rodzicem w oczach moich córek?

W sobotę wybraliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Jak ktoś nie był, albo będzie miał okazję, bardzo polecam. Dawno nie byłam w tak dobrym muzeum. Oliwia była bardzo zainteresowana, bo akurat jedna z pań zaczepiła nas i opowiedziała nam wiele historii o smutnym życiu dzieci podczas powstania. Ja nie lubię historii a również z zaciekawieniem chodziłam po kolejnych ekspozycjach.

Mała fotorelacja. Jakość kiepska - komórka. Odkąd ją mam ciężko mi zabierać ze sobą nikosia.





















                                                            Mężczyźni mojego życia :)

Z racji, że miałam opiekę do dziewczynek i to jeszcze taką wspaniałą, wybraliśmy się z moją kochaną gadziną na "miacho".  Moje młode kozy czyt. kochane córeczki były zdziwione: "Mamo, jak to? Tatuś to już Twój mąż, to po co jakieś randki ? ;) "
Mieszkam w tej Warszawie i nie mam z kim się "poszlajać", wypić, zjeść...więc tak bardzo cieszyłam się z wypadu na Krakowskie Przedmieście, kolacje przy świecy, spacer, kino...nasyciłam się i nawet mnie nie bolało, że wydaliśmy trochę kasy. W sumie taki wypad, to nie wylot do Grecji, można sobie choć na tyle w tym pędzie pozwolić. Prawda? ;)





 Jedna z naszych gębulek zjadła  przepyszną pierś grillowaną na liściach szpinaku z migdałami i syropem truskawkowym...prawda, że dziwne połączenie? Nie wierzyłam, że to może tak smakować...mniam. Mój Daglesiaku* padłabyś z zachwytu.

 *Daglesiaku  - moja jedyna istotka mała, z którą zawsze chodziłyśmy na przeróżne sałatki, w różne miejsca Szczecina i zawsze jadłyśmy tyle samo :) zero ściemy a wygląda jak przecinek i teraz jeszcze mnie zawstydza, że prawie codziennie biega...a co ze mną??? Nie pytajcie, jestem bliska turlania ;)

Więc naładowana, pełna spokoju wyruszyłam dziś w kolejny dzień...noszę ten weekend cały czas przy sobie, mój niewidzialny talizman.

P.S. Pewnie Was zanudziłam...ale co tam...musiałam napisać jak było cudownie, jak ważne są małe chwile, wspólny czas, rodzina.

Wysyłam pozytywne fluidki do zasmuconych i  życzę aby dni były tylko szare za oknem, a nie w naszych domach:*

2 lis 2012

rozczarowana i zdystansowana

Dlaczego w życiu zawsze coś musi nawalać...albo finanse...albo mąż...albo dzieci...albo zdrowie...albo praca...albo auto...zawsze jest COŚ? Pewnie dlatego jest ciekawie ;)
Ostatnie dni w pracy dały mi popalić i staje się tak, że zaczynam męczyć się w swojej pracy, czego nie znoszę, bo cenię sobie dobrą atmosferę pracy. I nie to żeby to byli uczniowie...niestety nie, bo chyba mniej bym była rozczarowana. Więc cóż, przychodzę robię swoje i wychodzę, jedynie młodzież motywuje mnie do pracy. I męczę się, bo jeszcze we mnie jest ta  idealistka, że w pracy może być fajnie. Nie musimy wstawać codziennie i narzekać na nią z samego rana .Wszyscy w koło mi mówią...bo jesteś jeszcze młoda :) ...czyli będzie gorzej?
W takie dni, kiedy świat zewnętrzny daje mi popalić chwytam się bliskich i małych spraw.
Przyjechali rodzice z Kołobrzegu, kawkujemy, spacerujemy, gramy w karty. Dzieci szczęśliwe:) Lubię taki rodzinny gwar w domu. Nabieram dystansu i odpoczywam.Wiem, że nie ma sensu walczyć, bo tak jak ten rekin...nie wiadomo ile bym się nakrzyczała,  to i tak by nic nie drgnęło. Szkoda tylko, że w pracy jestem tak sztuczna...okropnie będę się męczyć :(   Praca to tylko praca...