14 lis 2013

intensywnie dorastam

przyszła taka chwila,
że z małej dziewczynki, która lubiła schować się pod kocem i grymasić
z szalonej dziewczyny, w której pomysły w głowie wylatywały uszami i nosem równocześnie
stałam się kobietą...dojrzałą
mój świat nabrał nowych barw
muszę też dojrzeć do pisania bloga
a może przekwitłam już w sieci ;)

na jakiś czas stąd znikam
czasem na Waszych blogach pospaceruję z kawą

buziale ♥


5 lis 2013

lepiej

nafaszerowałam się z rana magnezem i chromem
w aptece pani powiedziała "już dziś deprimu nie ma" ;)
cały dzień aktywny
poklepałam się po ramieniu z wewnętrznym głosem "jesteś ok"
to był good day
więc zasiadam do FB na kompie a tam taka perełka

porysunki

Chętnie wydrukowałabym w dużym formacie i obkleiła nimi ścianę ...niekoniecznie w sypialni ;)

4 lis 2013

bez tytułu

jestem

wyssana - jak worek próżniowy

rozciągnięta - po same brzegi łóżka

wyciśnięta - jak szmata od wszystkiego i niczego

rozmemłana - jak pół godziny w trzech dobach

jestem

gdzieś daleko

bardzo daleko od siebie

w moim wnętrzu jasny komunikat

baczność

koniec pitolenia

może od jutra...

będę pełna energii

FB kobieta.naj


11 paź 2013

3 w 1 czyli zaległości w wyzwaniu u Uli

Zabiegana spóźnialska, więc dzisiaj mix

ULUBIONY GADŻET... w moim przypadku to są gadżety z Ikea...po protu kocham :) ich funkcjonalność, kolory, prostotę.




ŻÓŁTY -  plan lekcji naszej córki, moje żółte karteczki "przypominacze" o rzeczach oczywistych ale bardzo ważnych i kartonowa literka E z napisu EAT.




CHODZI ZA MNĄ ...  czas, cały czas czuję go na plecach, pogania mnie, mobilizuje, stawia na baczność.


Dziś piątek!!!! :)))))
 Jeszcze pewnie kilka godzin i większość rozpocznie weekend....a ma być bardzo słoneczny.

Pozdrawiam ♥

8 paź 2013

2 rzeczy - drugi dzień wyzwania


Dwie rzeczy:

spacery z rozmową
upadki i wzloty
opiekuńczość i szaleństwo
przyjaciel i rodzic
nasz ukochany turkus i wygodne trampki :)

t w o j a s ł a b o ś ć - 1 dzień wyzwania u Uli




Tak, mam do nich wielką słabość :) Po przeprowadzce zdałam sobie sprawę, że w każdym z czterech pokoi znajduje się mała lub większa biblioteczka. Ba! Nawet mąż ma swoją półkę w wc na książkę ;)
Uwielbiam wizyty w bibliotece, zawsze to dla mnie wyjątkowa chwila.
Kiedy mam padolinę lubię zaszaleć i pochodzić w księgarni między półkami i kupić niezaplanowany tytuł.
Kiedy bywam w czyimś domu, bardzo ciężko mi się oprzeć, aby nie dotknąć półki z książkami, nie przekartkować kilku sztuk :)
Lubię kiedy leżą przy łóżku, niczym  balsam przed snem.
Wiele z nich czeka na mojej półce w kolejce na odpowiedni czas i nastrój.
Na wiele z nich zerkam z sentymentem.
 Zdecydowanie ciężko mi jest się im oprzeć :)

   * * *
Co do samego tematu, jestem ciekawa czy potraficie przyznawać się do swoich słabości? Czy potraficie o nich rozmawiać? Czy potraficie z nimi żyć świadomie? Im dłużej żyję, tym wydaje mi się, że teraz trzeba być tylko silnym i odważnym, a przyznawanie się do swoich słabości to tak jakby strzelać sobie po nogach. Ja jeszcze z tych, co strzelają sobie po stopach ;)

P.S. Śmiało o swoich słabościach opowiadają u Uli

6 paź 2013

lubię swoją pracę


Zainspirowana hasłem u MAŁEJ MI postanowiłam nie pisać komentarza a napisać kilka zdań u siebie.
Nigdy nie chciałam, by moja praca była koniecznością. Swoją pracę rozpoczynałam pełna ideałów. Kiedy zderzyłam się z rzeczywistością, zdałam sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie przeskoczę i odpuściłam sobie. Miałam/mam przyjemność współpracować z osobami, które każdego dnia, przed rozpoczęciem pracy jęczały, że znowu do pracy, że znowu te dzieciaki itp. Obiecałam sobie, że jeżeli nie będę musiała tkwić w takiej sytuacji, to nie będę się na to godzić. Nie chcę się męczyć a tym samym męczyć moich uczniów, męczyć moich bliskich i rodziny. Taka toksyna bardzo szybko się rozprzestrzenia! Nie wyobrażam sobie, aby przez naście lat albo dziesiątki,wstawać i każdego poranka jęczeć, że muszę iść do pracy. Owszem, takie dni zdarzają się, ale NIE codziennie!!! Nie chciałabym, aby tak się stało.

źródło:http://szkola-sukcesu.eu/

Więc TAK, lubię swoją pracę.
Realizuję się w niej, nakręcam pozytywnie.
Dzieciaki są tak szczere w swoich komentarzach czy mimice i postawie, że rozpoznaję kiedy zajęcia były udane a kiedy muszę coś poprawić.
Uwielbiam głosik za plecami,gdy dziecko z wielką radością wita mnie na korytarzu.
Łechce mnie bardzo wiadomość od rodzica, że słaby uczeń odniósł sukces na lekcji i cały dzień w domu chodził dumny jak paw.
Lubię, kiedy jako sroga Pani, puszczam do dzieci oko a one wtedy się uśmiechają jak na zawołanie :)
Oczywiście, że są rzeczy, których nienawidzę wręcz ale dziś hasło przewodnie wpisu nie takie :)

I jak to piszę, to wychodzi cała prawda.
Po pierwsze -  te dzieci są cały czas moją zawodową radością, co świadczy o tym, że nie popadłam w rutynę, że nie traktuję lekcji, jako tematu do wyłożenia i potem trzaskami drzwiami szkoły. To duży plus. Sama sobie zaplusowałam:)

Druga rzecz, do której właśnie teraz dotarłam... moje zadowolenie z pracy ma źródłu w tym, że otrzymuję informacje zwrotną od uczniów. Wiem bez obwijania w bawełnę, kiedy nawaliłam a kiedy odniosłam sukces. I tego właśnie brakuję naszym pracodawcom. Nie informują nas tak bezpośrednio o naszych osiągnięciach, zarazem tych dobrych, jak  i złych. Nie tylko premia działa motywująco.
Są też słowa!...zresztą i z premiami krucho ;(

Wracając do tematu, za co lubię swoją pracę?

  • Moja praca powoduje,że jestem w ruchu...nie wytrzymałabym za biurkiem z dokumentami.
  • Łobuzy, wszelkie leniwce i megamózgi pozwalają mi wykazać się kreatywnością ;)
  • Każdy dzień  jest inny.
  • Jestem wśród ludzi....różnych ludzi a to rozwija, poszerza horyzonty. Poznaję rozmaite spojrzenia na ten świat, często inspirujące.
  • Najważniejsze, uczę się akceptacji, wyrozumiałości od współpracowników, dzieci i ich rodziców. 

Pozdrawiam i zmykam do kartkówek. Z okazji niedzieli wstawiam same piątki ;)

5 paź 2013

o moim nowym miejscu na ziemii

Słoneczna, piękna i leniwa sobota :)
Obiecałam sobie, że będę pisać częściej, małe zdjęcie, cytat, kilka myśli pozostawionych...hm...ciężko u mnie z systematycznością :(
 Jednakże brak mnie w blogosferze świadczy o tym, że dużo się u mnie dzieje albo odsypiam zarwaną noc :) Niestety nocne marki tak mają ;)

Nie pisałam jeszcze jak wiele zmian z tym rokiem szkolnym nam towarzyszy. Nowe miejsce zamieszkania, nowe własne mieszkanie, nowe placówki dla dzieci, nowa praca. I tak jak w październiku już zawsze wpadałam w swoją rutynę, tak nadal jeszcze wszystkiego nie ogarniam. Więc w najbliższym okresie będzie tu trochę chaotycznie. Dziś o tym gdzie jesteśmy, gdzie od nowa układamy swoje rodzinne  i zawodowe życie.

Wiele osób pamiętam śledziło moje zapiski, jak przeprowadziłam się do stolicy. To był bardzo aktywny rok, zafundowaliśmy sobie porządne doświadczenia :)

Kiedy ktoś nie mieszkał w Warszawie, nie zdaje sobie sprawy jakie to specyficzne miasto i życie w nim. Ale także osoby, które mieszkają i wychowywali się stolicy, nie mają pojęcia jak inne życie jest w mniejszych miastach.
Kiedy warszawiak narzeka na stan dróg, to nie wiem co by powiedział, gdyby zobaczył drogi w Sz-nie :) Kiedy pani Minister dziwi się,że rodzice przesadzają mówiąc w debacie o sześciolatku w szkole, że jak to możliwe, że rodzice muszą papier zakupować do toalet i że dzieci nie są w stanie na nią usiąść,bo są za wysokie itp. Niech ta Pani Minister odwiedzi takie właśnie szkoły i uwierzy.
Kiedy w książkach czytałam o wyścigu szczurów w korporacjach...dla mnie był to absurd. Mieszkając w stolicy w moment wszystko pojęłam o czym pisali :)

 I tak mieszkając rok w stolicy zastanawiałam się, czym się kieruję człowiek, aby z własnej woli  tam zapuścić swoje korzenie i tkwić w tym kołowrotku.

My postanowiliśmy stamtąd spadać :)
Mieliśmy taką możliwość, choć zakochałam się w Warszawie...bardzo szybko.
Nie lubię szybkiego tam życia, wszelkich korków, dojazdów godzinnych, kolejek, ścisku w transporcie miejskim, ale to KOCHAM JĄ za różnorodność. W każdej chwili, kiedy tylko masz czas można coś ciekawego zorganizować.

Teraz jesteśmy na tzw. jej satelicie albo jak to inni nazywają w jej sypialni :)
Cieszę, się, że na weekend mamy stolicę na wyciągnięcie ręki, dosłownie 30 min autem, bądź kolejką miejską.
Za to w tygodniu w 5 minut robię zakupy w pobliskich sklepikach. Kiedy dziecko potrzebuje zeszyt 3 minuty i w papierniczym kupuję, to co potrzeba. Idę na spacer do pasmanterii. Jedna z córek na piechotę wraca ze szkoły, podwiezienie dzieci rano to kwestia 6 minut.
Zauważyliście? Tak chodzimy a nie jeździmy. A jak jeździmy to 5 -10 minut a nie 1 godzinę :)
Byłam w pewnym momencie przerażona, że moja czwartoklasistka nie potrafi samodzielnie przejść przez ulicę, bo wszędzie gdzie się ruszaliśmy to tyłek w auto i jazda.

Jednak bardzo brakuje mi tu swoich miejsc, swoich ścieżek. Zaczynam dopiero je wydeptywać.

Tymczasem w moim mieszkaniu, kiedy są pootwierane okna i sąsiedzi już śpią, słyszę z oddali
"Di dong, na peron drugi wjeżdża pociąg z..."



Często chadzam po czerwonym dywanie ;)



  Często ów dywan jest bardzo gościnny...gościnny po polsku ;)


A kiedy wychodzę do pracy czuję się jak na spacerze w Pojezierzu Drawskim...same żurawie ;)




21 wrz 2013

Hehe...weekend pełen życia się zapowiada, że hoho ;)

7 rano dzwonek do drzwi - montażyści do drzwi...znowu przyłapali mnie rozczochraną i z zamkniętym jednym okiem :)
Robię dla wszystkich kawę i na rozruch dostaję powiadomienie z FB z takim kawałem:

Synowa dzwoni do teściowej i pyta:
- Mamusiu, jak się dziecko zesra to przebiera ojciec czy matka?
Teściowa odpowiada:
-Oczywiście, że matka!
Na to synowa:
- No to mamusia się zbiera i przyjeżdża, bo synuś tak się napierd...., że do kibla nie trafił

A na Messengera koleżanka pisze, że się od dawien dawna ululała na imprezce. Mam nadzieję Kochana, że trafiłaś do toalety ;)

Ale kto rano wstaje temu Pan Bóg daje więc czeka na mnie prasowanie, gary i szmata,może jeszcze karton chwycę, bo nadal jeszcze drobne rzeczy po przeprowadzce są do uporządkowania. 

No ale bez małej czarnej nie ruszę, więc zapraszam 




20 wrz 2013

okruchy, skrawki...

Okruchy i skrawki wkradają się w nasze życie.
 Wchodzą do nas bez pukania.
 Nie raczą zapisać się w terminarzu, umówić na spotkanie, uwzględnić pogody.
 Nie pytają o nasz nastrój, o nasze plany na popołudnie.
 I możesz, się zarzekać,że nie masz czasu, że nie dziś, bo jesteś zmęczony...
One i tak do nas przychodzą, nie obrażają się...dodają nam otuchy każdego dnia.

Niekiedy tak ciężko je zauważyć ... zapominamy, że żyjemy, a żyć nie polega tylko na odegraniu swojej roli w spektaklu.

Nasze szczęście nie jest na kartki ;) A szkoda, może wtedy bardziej byśmy je doceniali :)


Życzę sobie i wszystkim weekendu pełnego życia ♥

 P.S. Mam nadzieję, że ten czas nie przeleci mi przez palce, bo ostatnie dwa weekendy resetowałam się w piżamie i "nicnierobieniu"... chyba już wystarczy ;)    

 "chyba", które wkradło się w zdanie,  niepokoi mnie...

17 wrz 2013

...i u mnie jesiennie


Po dłuższej przerwie wracam...bo cóż robić, przy kubku gorącej herbaty ;)

Zawsze po dłuższej przerwie mam kryzys decyzyjny...

Jaki ma być mój blog?
Po co siedzę i klikam gdzieś w otchłań?
Czy warto znowu wskoczyć w ten świat?

Pisanie u mnie wynika, że część bliskich osób z daleka zagląda.
Pisanie mobilizuje mnie do pełniejszego życia, a jesienią leżałabym tylko pod kocem.
Pisząc zaglądam też do migawek z Waszego życia, które zastanawiają, motywują, relaksują.
Pisząc zatrzymuję na drobną chwilę siebie, która nieustannie się zmienia.
I z racji, że zaprzestałam już dawno prowadzić bloga rodzinnego, to i takie chwile tu zostawiam.

Więc nadal będzie o wszystkim i o niczym... ☺

Tymczasem pięknej jesieni życzę wszystkim !!!


16 sie 2013

z perspektywy moich stóp

Bardzo chciałam wysłać w tym roku moje stopy do kolekcji na bloga do zielonych-butów . Niestety, po pracach remontowych nie wyglądały atrakcyjnie, choć pewnie poniższe zdjęcia szybko by wpadały w oko wśród pięknych krajobrazów i kolorów paznokci :)



 Czasami moje stopy wracały do codzienności. Przeważnie wtedy jechałam do mojego ulubionego sklepu. Nie wiem jak można go nie kochać ;)


I kiedy jadę tam po konkretne rzeczy (a ostatnio bywałam tam często) i tak zawsze coś wyszperam i dodatkowo wrzucę do koszyka. Ciekawe kiedy zakupy tam będą  mnie nudzić?


Jednakże po całym dniu biegania po sklepie moje sześcioletnie butki gwałtownie odmówiły posłuszeństwa.

W sąsiednim sklepie zdążyłam w bosych stopach odszukać półki z uchwytami i ...wybrałam.
Jak jestem kobietą bardzo niezdecydowaną, tak wybór padł szybko i mam w kuchni oto takie uchwyty


W sklepie biegając na boso przyjęłam postawę rżącego siwka, wtedy każdy patrzył się na moją twarz a nie w dół na moje czarne, bose  stopy ;)

Za to czułam się dziewiczo jak musiałam dojechać do domu. To był mój pierwszy raz.


Ale grzecznie moje stopy znosiły wszystko marząc o tej chwili:



Zresztą nie tylko one...


Pozdrawiamy ♥

11 sie 2013

W podróży

Siedzę w pociągu a obok mnie kobieta z trójką dorastających dzieci.Automatycznie w głowie ukazał mi się obraz mnie za dobrych kilka lat. Syn delikatnie przytulony do mamy gra na komórce.Jedna z córek czyta z nogą wyciągniętą i wspartą o matczyne kolana. Kobieta od czasu do czasu masuję jej nogę a wzrok skierowany na nią emanuje matczyną miłością.Druga z córek słodko śpi,zwnięta w pozycji embrionalnej,jej sny spokojnie wędrują,po głowie spoczywającej na jaśku w misie.Mama wstaje,przykrywa obie,bo pierwsza przysnęła z książką. Oblewa mnie uczucie bezpieczeństwa.Wzruszam się...
Ja też jestem m a m ą i mam nadzieję,że moje dzieci podobnie czują się ze mną bezpieczne i darzą mnie zaufaniem.
Z drugiej strony nadal jestem małą dziewczynką,która z byle okazji wtula się w mamę,kładzie głowę na ramieniu taty podczas oglądania telewizji.
Być  r o d z i c e m  to bardzo ważna rola.
Pozdrawiam z podróży,przede mną jeszcze 9h w pociągu,miłych godzin,z widokami, przemyśleniami i samą sobą...i oczywiście z bloggerem ;-) Pędzę wtulić się w swoje dzieci i w swoich rodziców.

22 lip 2013

jedno z moich marzeń

Pochodzę z nad morza, więc zawsze piesze wędrówki po górach były dla mnie wyjątkowe  ( na narty jeszcze się nie odważyłam). Kiedy zaczęły pojawiać się dzieci marzyłam, kiedy będą w takim wieku, aby móc wyruszyć z nimi w piesze wycieczki po górach. I dziś nastał ten dzień !!!
Wybraliśmy się na tygodniowe wczasy do Szczyrku, do hotelu, gdzie nie jestem panią sprzątającą, panią od gotowania i od zapewniania atrakcji dla dzieci....o d p o c z y w a m   p e ł n ą    g ę b ą  :)
Dzieci maja basen, sale z kulkami i zjeżdżalniami, kręgielnię, zajęcia z animatorami. Do tego to hotel, który nastawiony jest na rodziny i dzieci nakładające sobie jedzenie, płacze maluchów nikomu nie przeszkadzają, nikt krzywo nie patrzy.
Ba! I co przeważyło na naszej decyzji - dzieci do lat siedmiu zakwaterowane są za darmo!!!  Czyli tak naprawdę, za naszą pięcioosobową rodzinę, płacimy jak za trzy osobową. Pokoje są wystarczająco duże i dostosowane dla piątki :) nasi znajomi są w szóstkę :)

Nie bywamy w hotelach więc jak idę na obiad i mam do wyboru: racuchy, pyzy mięsne, rydze zapiekane w cieście francuskim, golonkę, mielone...to dostaję mega niezdecydowania :) Justynko wczoraj nawet były żołądki z kaszą...i tak sobie pomyślałam, że na naszej diecie miałabym tu również jak w niebie...no ale jak tu trzymać się diety...hihi ;) Często do kawy nie mam problemu z wyborem deseru, bo najzwyczajniej mieści mi się kawa i zdźbło ciasta z talerza męża :)
Laski jak widzą na śniadanie tosty, płatki słodkie mówią, że to anielskie dania :)

Jednakże przyjechaliśmy tu w góry więc dziś fotostory z pierwszej wędrówki :) Dzieciaki były dzielne! Ja ledwo się ruszam a dzieciaki po przyjściu poszły poskakać na trampolinie a potem na basen. Skąd te małe ciałka mają tyle energii??? 

Start - przedszkolandia rusza na Klimczok.


Pod górę szliśmy czerwonym szlakiem...było cały czas pod górę jak to w górach bywa :) Za to widoki cudne.


Najmłodsze nóżki były motywowane przez te największe...czyli przez tatusiów :)


3- letni Juliusz ani razu nie zamarudził a nasza 4 -letnia Julka nie dała się długo nosić na rękach, po kilku krokach kazała się stawiać na ziemię :)

Ze średnimi z początku było ciężko, ale najstarszy z dzieci Szymon szybko zmotywował dziewczyny i potem ciężko było ich dogonić. Banda Szymona była wszędzie pierwsza i najszybsza :)


Na szlaku zawiązała się przyjaźń...Pati i Oliśka były nierozłączne i mam wrażenie, że tematy do gadania im się nie kończyły ;) Po mamusiach ? ;)


Kiedy dotarliśmy do schroniska Klimczok dzieciaki były tak nakręcone, że zapomniały o trudach wchodzenia. Wszyscy wzajemnie przybijaliśmy sobie piątki i byliśmy z siebie dumni :)


Mieliśmy schodzić szlakiem łagodniejszym - zielonym ale okazało się w drodze, że są jakieś roboty i wujek wymyślił skróty...było stromo, bardzo niebezpiecznie ale jaka przygoda :) Śmiejemy się, że schodziliśmy chyba czarnym szlakiem ;) Oto namiastka naszego zejścia.


Jutro odpoczynek ale w środę idziemy na Skrzyczne, olewamy wyciąg krzesełkowy :b
Kiedy pokazaliśmy dzieciom, gdzie planujemy następną wycieczkę,było  jednogłośne  s u p e r !
I to mi się podoba :)


Pozdrowienia z Beskidów ♥

18 lip 2013

"Guwernantki" w ATM Studio


Nie spodziewałam się, że wizyty w teatrze z aktorami z ekranu tv, będą mnie tak rajcować. 
Tym razem klepnęłam w Gruponie promocyjnie sztukę "Guwernantki", dla rozluźnienia w remontoej bieganinie. Sztuka w ATM STUDIO, gdzie urzęduje Polsat . Wybraliśmy się z siostrą na drugi koniec Warszawy - nie wiem gdzie ja byłam ;) Rety jaka ta Wawa wielka. Następnym razem, muszę patrzeć, gdzie dokładnie odbywa się sztuka :)

Na miejscu mile mnie zaskoczył drugi rząd ( wiadomo jak to jest z Gruponem) a tu proszę, aktorzy na wyciągnięcie ręki,bez patrzenia i wyginania się zza czyjejś głowy.
 Robert Kudelski rewelacyjny w roli gosposi Magdy. Od tej sztuki przepadam za nim. Reszta też niczym nie raziła. Uśmiałam się do łez..dosłownie.
Jak fajnie, że niektóre teatry w stolicy podczas wakacji żyją.
Na sierpień planuje kolejny wypad.



15 lip 2013

pakowanie

To nasza 7 przeprowadzka...wreszcie na własne cztery kąty. 
Ostatnia przeprowadzka dokładnie rok temu, więc kartonów mam dostatek :)

W tym roku dziewczyny już czynnie uczestniczyły w pakowaniu. Bardzo szybko zapełniały się kartony z zabawkami....nie muszę pisać, że gabarytowo, to największe kartony ze wszystkich jakie posiadałam :)





A do czego mogą się przydać zapisane ćwiczenia, po zakończeniu roku szkolnego? 



Oliwka z wielka radością wyrywała mi kartki :)

14 lip 2013

już bliżej niż dalej - fotorelacja

Coraz bliżej końca niż dalej.
Ekipa remontowa pozostawiła nas w naszym M5.



 a na wynajmowanym zrobiło się tak

Nie wiadomo gdzie lepiej ;)


 Do dziewczyn zrobiłam fronty we wróżki i lampę w koty.




Sister ukochana wsparła i przybyła zająć się dziećmi. 
My trzy dni od rana do nocy robiliśmy co w naszej mocy, choć ta moc była również niszczycielska  :)

Moje wnioski po tych trzech dniach.
  • nie dziw się, że ekpia niby pracuje a nie widać efektów, bo czasem nad niewidocznymi pierdołami, schodzi się najdłużej
  •  nie denerwuj się, że ekipa o 16:00 ma dosyć i kończy pracę, bo nie da się długo wytrzymać tyrając codziennie po 14 godzin
  • nie dziw się, że ekipa "rzuca mięsem" podczas pracy
  •  remont to nie kwestia, tylko zrobić to tutaj i tamto, bo to zdecydowanie nie " tylko" a "aż"
Po 3 h snu nie dałam rady ciągnąć bez przerwy kolejny dzień. Nogami ledwo powłóczyłam, przy każdej okazji wywalałam je do góry. Podjeżdżając do McDonalds po kolejna kawę,  miałam w nosie, że miałam dziurę w skarpecie i stary lakier.



 Jak tylko mąż położył panele, złożyłam dywan w pół i to była moja najlepsza miejscówka. Nawet na studiach, po najlepszej imprezie nie zdarzyło mi się spać na podłodze ...hehe



Godzinna drzemka zdziałała cuda, znowu mogłam malować...a został już ostatni pokój :)



Sąsiedzi poznali nas już z najgorszej strony.
Kiedy mój małżonek zamienił moją kuchenkę retro w drobny mak ( dosłownie) poszła wiązana na całe osiedle. Zdjęcia  typu przed i po ;)



Dostałam ataku histerii!!!!

Ale nie mogłam długo się wściekać na faceta z takim seksownym paskiem ;) 



Serducho dla wszystkich, którzy wspierają duchowo....dziękuję