17 lut 2013

po długim L4

I zaczęło się... wstawanie przed 6, wyprawianie dzieci, godzinna jazda transportem miejskim do pracy, gratis dyskoteka szkolna( czyt. praca do godz. 20:00 ), spotkanie z psiapsiółą do 2 w nocy ( no bo trzeba było nadrobić ploteczki i coś "zeżreć").

Pani doktor mówiła "proszę uważać na siebie, powoli wracać do codzienności, dobrze się odżywiać, wysypiać się itp."....ta...marzenia ;)

Wystarczyła chwila, kiedy to kropka została zmuszona do małej wędrówki po centrum i przypadkiem a może i nie ;)  zaburczało jej w brzuchu, kiedy przechodziła koło Rue de Paris. Jak mogła nie wejść? ;) Weszła i zyskała kolejne miejsce w stolicy, gdzie poczuła się na swoim miejscu.









A szarówkę jeszcze zimową, postanowiła przegonić zdecydowanymi kolorami :)




Kropka bardzo tęskniła za taką wolnością !!!

8 komentarzy:

  1. Pięknie w tej naleśnikarni!!! Tapeta mnie zachwyciła :) Może by taką... ;o)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odżyłaś! Ale może jeszcze troszkę zwolnisz tempo?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolorowe rajstopsony to jest to :-)))
    A miejsce wygląda fajnie; na Śląsku, niestety, ze świecą takich szukać...
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że już wyzdrowiałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie tam! Nie można było przejść obojętnie!
    Tobie choroba odpuściła, a ja właśnie się zmagam z potwornym kichaniem. Apsik!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna ta restauracyjka. Gratuluję powrotu do codzienności:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Klimatyczne miejsce, szkoda, że ja w centrum bywam jedynie co 6 tygodni u fryzjera i pędem na moje obrzeża warszawskie... A rajstopek zazdroszczę. W spódnicach nie chodze to i po co mi takie kolorowe, nie?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.