14 lip 2013

już bliżej niż dalej - fotorelacja

Coraz bliżej końca niż dalej.
Ekipa remontowa pozostawiła nas w naszym M5.



 a na wynajmowanym zrobiło się tak

Nie wiadomo gdzie lepiej ;)


 Do dziewczyn zrobiłam fronty we wróżki i lampę w koty.




Sister ukochana wsparła i przybyła zająć się dziećmi. 
My trzy dni od rana do nocy robiliśmy co w naszej mocy, choć ta moc była również niszczycielska  :)

Moje wnioski po tych trzech dniach.
  • nie dziw się, że ekpia niby pracuje a nie widać efektów, bo czasem nad niewidocznymi pierdołami, schodzi się najdłużej
  •  nie denerwuj się, że ekipa o 16:00 ma dosyć i kończy pracę, bo nie da się długo wytrzymać tyrając codziennie po 14 godzin
  • nie dziw się, że ekipa "rzuca mięsem" podczas pracy
  •  remont to nie kwestia, tylko zrobić to tutaj i tamto, bo to zdecydowanie nie " tylko" a "aż"
Po 3 h snu nie dałam rady ciągnąć bez przerwy kolejny dzień. Nogami ledwo powłóczyłam, przy każdej okazji wywalałam je do góry. Podjeżdżając do McDonalds po kolejna kawę,  miałam w nosie, że miałam dziurę w skarpecie i stary lakier.



 Jak tylko mąż położył panele, złożyłam dywan w pół i to była moja najlepsza miejscówka. Nawet na studiach, po najlepszej imprezie nie zdarzyło mi się spać na podłodze ...hehe



Godzinna drzemka zdziałała cuda, znowu mogłam malować...a został już ostatni pokój :)



Sąsiedzi poznali nas już z najgorszej strony.
Kiedy mój małżonek zamienił moją kuchenkę retro w drobny mak ( dosłownie) poszła wiązana na całe osiedle. Zdjęcia  typu przed i po ;)



Dostałam ataku histerii!!!!

Ale nie mogłam długo się wściekać na faceta z takim seksownym paskiem ;) 



Serducho dla wszystkich, którzy wspierają duchowo....dziękuję

9 komentarzy:

  1. No to ja się wpraszam na kawę po przeprowadzce, gdy już ochłoniesz, złapiesz oddech i będziesz skakać z radochy, że wreszcie jest po remoncie. Ja nadal wszystkiego szukam, podejrzewam również, że wygrzmociłam z domu zbyt dużo rzeczy (bo się nie mieściły). Każdy remont jest rzeczą straszną i mam nadzieję,że to był ostatni mój remont w życiu - urn wszak się nie remontuje, w każdym razie nie gdy się jest w postaci garści popiołku.
    Całuski Ci posyłam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Ty wiesz jak to jest z remontem ...hehe...ale fajnie, że u Ciebie już po :) Oczywiście zapraszam na kawulca. Ściskam :*

      Usuń
  2. Eeee, nie jest źle :) Jeśli pytasz, gdzie lepiej, to wybieram to nowe lokum -Twoje królewskie "łoże" mnie przekonało ;) Wróżki rewelacyjne, pasek A. jeszcze lepszy i tylko przez chwilę się przestraszyłam, bo myślałam że masz nogi w gipsie...;)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteś pod wrażeniem łoża, to miejscówkę Ci zaklepię na Wasz przyjazd ;)Nogi- obie całe ..ufff :)Buziale ♥

      Usuń
  3. Ale że niby co się stało z kochanką?
    Będziesz miała pięknie i chyba warto się pomęczyć, co?
    Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  4. O cholera ja wiem co z kuchenką, co do kochanki, to jak bym dorwała, to też w drobny mak ;) A kuchenkę mąż wyjmował, bo chciał podłączyć i bach, wymsknęła mu się, przednia szyba miazga...:(
    Kurde pewnie, że warto...wreszcie własne i takie remontowane pod siebie :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki, ale i współczuję roboty i sprzątania po remoncie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki...ja sobie tez współczuje tego sprzątania...ja z tych co nie lubią biegać ze szmatą, wolę już malować te ściany ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też marzę o takiej retro kuchence :)
    Czekam z niecierpliwością na końcowe efekty! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.