25 lut 2014

wywiało nas do Krakowa

Zima nie sprzyja wojażom w naszym przypadku, więc ucieszyłam się z wyjazdu choć na kilka dni do Krakowa. Takie wyjazdy działają na mnie jak zapach świeżo parzonej kawy, czy powiew wiosennego wiatru. Odpoczęłam...odpoczywam :)
Zapraszam Was z nami na kilka chwil do tego wyjątkowego miasta.


20 lut 2014

Julita Bator mnie natchnęła ...dziś dużo o jedzeniu :)

Już od dawien dawna chciałam tę książkę mieć w swoich zbiorach. Wczoraj do niej zasiadłam. Jeszcze jej nie zakończyłam a już przeglądałam w lodówce wszelkie etykiety i numeracje plastikowych opakowań. Myślałam, że ta książka mnie trochę zmobilizuje, ale nie liczyłam, że aż tak :)

Kiedy tak czytałam czułam się przytłoczona, bo nie jestem w stanie okiełznać tej całej chemii w naszym otoczeniu. Nie mam w otoczeniu ludzi, od których mogłabym kupować w 100% żywność ekologiczną bez nawozów sztucznych, bez pestycydów, zdrowych kur bez hormonów. I tak niektóre produkty kupuję na targu od skromnej kobieciny, która ma kilka sezonowych produktów na krzyż do sprzedania. Kupuję od niej sądząc, że to zdrowe, bo nie uprawia tego na dużą skalę i ma wszystkiego po trochu. Ale to tylko moje przypuszczenia :) Łudzę się ? ;)

Przespałam się z tym i obiecałam sobie, że choć trochę ograniczę spożywanie pewnych produktów przez naszą rodzinę i zwrócę większą uwagę na ich jakość. Postaram się uwolnić dzieci od cukru, który jest prawie we wszystkim. A moje córki to maniaczki wszystkiego co słodkie. Placki ziemniaczane z cebulą czy pierogi ruskie posypują cukrem pudrem...zarazem to śmieszne i przerażające.

Więc dziś na hasło "mamusiu zrób placki", owszem zrobiłam ale bez grama dodanego cukru. 
To że moje placki, głównie składają się z mąki razowej, kukurydzianej i otrębów owsianych, dziewczyny się już przyzwyczaiły. Zaserwowałam im placki z jabłkiem startym na dużych oczkach. Dałam do spróbowania same a potem z posmarowane z miodem. Wszystkie wybrały bez miodu i wcinały ze smakiem. Jak się okazało bez cukru pudru można zjeść placki :) 
 Z bananami myślę, że smakowałyby równie dobrze.


Dzieci i my używamy do pieczywa serków twarogowych  do smarowania pieczywa. A na etykiecie co, KARAGEN rakotwórcze dziadostwo :(

19 lut 2014

"Her" i "Nikt nie jest doskonały"

Ferie rozpoczęte co pozwoliło mi wyspać się i lenić. I jeżeli ktoś powiedziałby mi dzisiaj "ale z ciebie leniuch" nie zaprzeczyłabym :) Dziś pewien pan zadzwonił do drzwi o 10:00 i dobrze, że spojrzałam na zegar, bo już go miałam ofukać, że tak wcześnie tłucze się do mieszkania ;)

Z mojego "feryjnego" leniuchowania wyciągnął mnie telefon Ewci.
Jak ja lubię takie telefony, które w kilka sekund stawiają mnie do pionu. Szybki make-up, mini i śmigam. Cały wieczór poza domem pod hasłem, robimy to, na co mamy ochotę.
Miałyśmy ochotę na Paryż, ale zostawiłyśmy to sobie na weekend wiosenny :)
Dla nas wystarczyło stolica,  zdrowe żarełko , piwko i kino....wszystko przeplatane pogadankami i śmiechem.
Obie potrzebowałyśmy takiego luzu, bez planowania.
A na koniec kelnerowi wraz z napiwkiem zostawiłyśmy bilet do kina :)

Tego wieczoru obejrzałam w kinie "Her", bez reklam:) raczej przychodzę 25 minut po wyznaczonej godzinie na seans. Tym razem żałowałam,bo może te reklamy byłyby ciekawsze a zwiastuny filmów, oddaliłyby mnie od takich wyborów właśnie jak "Her" :)

11 lut 2014

totalny spadek formy

...czy u Was podobnie?
Normalnie od soboty, gdzie nie zasiądę to zasypiam, głowa pęka, leniuch total się przypałętał.
Dziś wydaje mi się, że puszcza więc


...wracam do akcji :)

8 lut 2014

Warszawa da się lubić

Rok temu pisałam  jak tęsknię za tym co zostawiłam w Szczecinie. Dziś przeglądam zdjęcia i tęsknię za chwilami w stolicy. W Wawie czuję się jak na wiecznej wycieczce. Zawsze jest coś warte zobaczenia, zawsze coś się dzieje.
Życie codzienne w tak dużym mieście jest bardzo męczące...ale tęsknię. 
Sama sobie się dziwie, bo kiedy czytam o klimatach wiejskich, mam ochotę spakować walizkę i wyjechać w ciągu 5 minut, a z drugiej strony przygniatają mnie pewne ograniczenia.
Klikam w te zdjęcia i smaruję się dobrymi chwilami... cieszę się, że mam stolicę na wyciągnięcie ręki.






3 lut 2014

na przekór poniedziałkowi

Zebrania w szkole do 19:00, zajęcia pozaszkolne dzieci, zakupy spożywcze...mimo to umiliłam sobie dziś ten zabiegany dzień.

W sklepie chwyciłam kwiaty


Poryzsypywałam po domu wszelkie orzeszki i migdały


Po obowiązkach koktajl



Zasłużona kąpiel z moim niepowtarzalnym olejkiem, pieni się, po same brzegi wanny :)


I romantyczne czytanie we dwoje


Ja kończę "Kłamstwo doskonałe" a małż "Dowód". W najbliższy weekend wymianka...lubię jak się tak wymieniamy i na świeżo dyskutujemy.

To naprawdę  był GOOD MONDAY .

Dobrej nocy i długiego snu ♥

2 lut 2014

kiedy dzieciaki mają dość śniegu ;)

Organizowanie czasu wolnego, kiedy jest śnieg nie wymaga wielkiej kreatywności :) Po prostu sanki, jabłuszka, górka, śnieżki i bałwan :) Ja wyjątkowo w tym roku uwielbiam zimę. Rokoszuję się jej bielą.


Jednak nastał taki dzień, kiedy moje dziewczyny poprosiły, aby coś ze mną porobić w domu, zamiast iść na śnieg.  A ja lubię twórczy bałagan, więc wyszperałam co miałam i zrobiliśmy ramki.
Co roku robimy kalendarz z naszymi zdjęciami. Dzięki temu mamy zawsze jakąś pamiątkę na papierze a nie w formie jpg ma dysku ;) Co roku kartki z kalendarza z minionego roku wycinam z myślą, że powklejam je do naszego albumu, ładnie z dziewczynami ozdobimy  i opiszemy.
..i tak mijają dni a album czeka na twórcze wieczory :) 



30 sty 2014

QLTURALNIE

Na jednym z blogów wpadłam na bardzo fajny pomysł. Z racji, że mam mnóstwo książek na własnej półce do przeczytania, a w większości czytam te pożyczone, podjęłam wyzwanie na 2014...przeczytać raz w miesiącu książkę z własnej półki, co daje 12 książek w ciągu roku. Sama jestem ciekawa czy podołam :)

Ostatnio w moich rękach bywało trochę papierowych stron.

Poleciła mi ją koleżanka na wyluzowanie, z zastrzeżeniem, nie wczuwaj się za bardzo, żebyś się nie spakowała i nie wyleciała na Majorkę ;)



I faktycznie bardzo lekka, kobieca literatura. Pewnie bym ją odłożyła, gdyby nie klimat Majorki.
Nawet nie wiem czy za miesiąc będę pamiętała tytuł i autorkę :)


Zrobiłam przedbiegi jeżeli chodzi o Pawlikowską. Cały czas nie mogę dotrzeć do jej "Dżungli podświadomości". Zapodałam sobie "Agnes". Skończyłam ją tylko dlatego, bo jest cieniutka... i po jej lekturze znowu jestem daleko od jej "Dżungli..." :(


Na szczęście udało mi się dokończyć książkę, która od pierwszych stron mnie zachwyciła i pozwoliła zapomnieć o wcześniejszych dwóch pozycjach.


Polecam ją wszystkim. Na pewno, każdy znajdzie tam cząstkę siebie, potwierdzi coś co mu świtało w głowie, albo uświadomi sobie, że po prostu tak jest i nie oszalał :)

Pod kocem, kiedy zima za oknem, wróciłam do życia małego chłopca...rzadko powracam do książek, ta jest wyjątkowa.


Na styczeń zaplanowałam sobie dwa wyjścia do kina. Udało się :)

zródło: @
Poszłam na niego ze względu na męża. To było udane wyjście, 3h siedzenia w fotelu i nie żałowałam, że nie jestem na własnej kanapie :)
Uśmiałam się, poznałam inny świat...wracając czułam się jakbym sama była pod wpływem jakiś środków ;)

Drugi film to "Pod mocnym Aniołem"...i wydawałoby się, że nawet jest zabawny...
Kiedy jednak film odkrywał nowe obrazy robiło się coraz ciszej, ciszej i ciszej...
ktoś powie obrzydliwy
ktoś powie destrukcyjny
ktoś powie przesadzony

dla mnie rzeczywisty i mocny.

Gra aktorska rewelacyjna, dbałość o każdy kadr, o muzykę. Każda minuta w tym filmie jest istotna.
I co ważne, ten film nie jest tylko o mężczyznach.



Zastanawiam czy nie sięgnąć  po książkę Pilcha...

A dziś w TVP kultura dobra pozycja " Plac Zbawiciela"...choć ja chyba stanę z dechą  przy "Kobietach bez mężczyzn" w Kocham Kino.

Wyśpijcie się, jutro już piątek ♥

24 sty 2014

my lunch box

Ostatnio wkleiłam mój new zakup. Dziś go sprawdziłam. Jetem bardzo zadowolona.
Rano przeważnie przygotowuję trzy pudełka:


Tak wygląda lunch box rozłożony


 Więcej zdjęć na dzienniku fit.

22 sty 2014

moje bycie fit

..oj ciężko mi być fit w tygodniu, bo ja nadzwyczajnie lubię jeść. I można jeść dobrze i smacznie w stylu "fit" ale zdecydowanie trzeba mieć na to czas, a posiłki trzeba planować.
Dlatego tak lubię weekendy, kiedy sobie pichcę. Ostatnio zapodałam nadziewaną cukinię. Pychotka!!! Więcej na ten temat TUTAJ


A na przyszły weekend już planuję szaleństwa z bakłażanem, tematem zaraziła mnie Małgosia


Czyż to nie wygląda pysznie?


źródło : http://www.qchenne-inspiracje.blogspot.com/

... i teraz naprawdę idę już spać...bye :*

jak to kropka poszła powąchać książki

Będąc w mieście nagle zachciało mi się wejść do empiku poszperać wśród półek. Podotykać, poszeleścić, powąchać. Obiecałam sobie, że nie kupię ani jednej książki, bo dużo tytułów czeka do przeczytania na mojej domowej półce a jeszcze więcej na półce wirtualnej. Weszłam w celu poćwiczenia mojej silnej woli. I owszem, nie kupiłam ani jednej.
... za to wpadły mi w ręce inne gadżety :) Bardzo wiele akcesoriów było z obniżką  50%
Najchętniej rzuciłabym się na wszystko, naprawdę jest mnóstwo cudowności. Jednakże kupowałam sukcesywnie. Łącznie byłam tam 3 razy na zakupach, aby zostawić sobie czas na oswojenie się z potrzebami i zachciankami :) Popatrzcie jakie rarytasy.

Dzbanuszek na mleczko + puszka na ciasteczka -11zł
Foremka Sowa powędrowała do miłośniczki sów :)
Domyślacie się o kim mowa? ;)




Porcelanowy pojemnik - 8zł


Łyżeczka - 1szt. - 4zł


Bez promocji dodałam sobie trochę barw

Zamierzam wsypać w nie migdały, orzechy i morele i porozstawiać po domu.
...takie podjadanie w stylu fit ;)

A jak jesteśmy przy temacie fit, to wyszperałam pudełko z silikonu z widelczykiem.Pojemnik jest rozkładany. Po zjedzeniu można go złożyć, aby nie zajmował dużo miejsca w torbie. Dla mnie, przy licznych tobołach szkolnych, to bardzo ważna rzecz.



A jak już tak zaszalałam i pooszczędzałam ;) to zaszalałam jeszcze bardziej i fundnęłam sobie obiektyw :)


Przy okazji wdepnęłam jeszcze do Pepco...po co? A po kubeczki :)


Dla moich księżniczek, średnia wielkość 1szt. - 2,99zł.


A dla siebie:

Z sowami były jeszcze pastelowe różowe i żółte ( żółty soczysty) - 6,99zł.

...ale się nachwaliłam
...ale się nawklejałam
...ale zgłodniałam

Zmykam na zielsko i jakieś ptaszysko.

Miłego wieczoru ♥

14 sty 2014

Peszek trzynastego...nie mylić z Marią i sławetną piosenką :)

Pojechałam do Lidelka, po moje sereczki białe, kefireczki, sałateczki a tam jeszcze rzeczy z tygodnia fit. Poszperałam, wylukałam i mam



I tak się cieszyłam, że nie sprawdziłam ...roller, kółko, bądź  "zrób taczkę ;) "(nie wiem jak fachowo ten przyrząd się nazywa) jest niekompletny.
No proszę państwa jak tak można pyyyyyyyyytam????!!!!! Ja tu do taczki gotowa, micha mi się cieszy na samą myśl, że wzmocnię sobie kuper i te małe conieco, w adidolkach zwarta i gotowa...i co...i aż nerwa dostałam...wrrrr

P.S. Ile kalorii spalają nerwy ? ;)

13 sty 2014

wyzwanie - moje największe na rok 2014 :)

Pragnę, aby rok 2014 był dla mnie rokiem zdrowia. Tyle ile ode mnie zależy, chcę ofiarować sobie ♥

...już kiedyś zaczynałam
...i to nie tylko raz ;)
...czasem sama
...czasem w parze
... a nawet z małżem...jeden dzień ;)

Tym razem na poważnie, wzięłam się za siebie.
Reszta historii i przebieg dla zainteresowanych, może i Ty się przyłączysz ?


mój dziennik fit

Przy szykowaniu zdjęć do nowego bloga wpadłam znowu na masę wspomnień.
A wszystko po to, bo:

tęsknię za swoimi nogami

i swoją radością
Trzymajcie kciuki♥
Dopingujcie♥
A jak będzie trzeba, kopcie w poślady ♥

11 sty 2014

mój 2014

Gdzieś usłyszałam, że ciężko jest w relacjach z ludźmi być człowiekiem pamiętliwym...ja do takiego należę, dlatego nie lubię za swoimi plecami pozostawiać spraw niewyjaśnionych. Niestety nie wszystko da się wyjaśnić, nie każdy jest otwarty na dialog, niektóre sprawy potrzebują po prostu czasu a niektóre po prostu pozostają. Moi bliscy pewnie mają mnie dosyć, kiedy wszystko muszę rozebrać na części pierwsze i odkryć przyczynę niektórych emocji, zachowań :)
Mówi się, że nie ma co patrzeć w przeszłość, trzeba być tu i teraz, tworzyć nowe wspomnienia. Ja tak do końca nie potrafię. Uwielbiam celebrować małe szczęścia "tu i teraz" ale tak samo lubię smarować się co wieczór wspomnieniami.
Więc dziś usiadłam sobie i zaczęłam wędrówkę po swoim blogu, co rusz wciskałam "Starsze posty" i nie potrafiłam przestać. 
Dla czytających mnie, moje wpisy to pewnie jakaś tam treść. Ja między tymi linijkami miałam obrazy, historie, zapachy, uśmiechy, wyjątkowe chwile...moje życie. Tak, jestem pamiętliwa i kocham swoje wspomnienia.
Choć to absurdalnie zabrzmi, na tych kartach jest bardzo wiele mnie. Wbrew pozorom, jest to bardzo osobisty blog. Do dziś nie zdawałam sobie z tego sprawy, w jak dużym stopniu jest on prawdziwy i szczery. Moje wpisy tu są  momentami walki z codziennością. Niekiedy myślę, że często w tej walce przegrywam. Od kiedy obejrzałam film "Czas na miłość" w takich chwilach pojawia się myśl "Co byś w tym dniu zmieniła i staram się zmieniać na bieżąco". Nie warto mówić:       jutro....kiedy indziej.....przy okazji....później...
i chciałabym, aby takim  był mój rok 2014...pod względem bycia matką, żoną, córką, kobietą, sobą.
Zaczynam małymi krokami:
  • codzienność w parze z fit
  • spokój
  • dziecięca radość

Wszystkim w NY życzę spełnienia swoich planów, tych zapisanych i tych skrytych, wymarzonych...dzięki, że pamiętaliście o kropce galopce ♥

A teraz w drogę...przed nami cała przestrzeń :)


9 sty 2014

wracam

Nabrałam sił i chciałabym tak wiele napisać i staram się wszystko ułożyć w jedną całość.
Nie da się. Za dużo emocji. 
Człowiek stoi nad dołem, do którego za chwilę spuszczą ciało. W koło wiele ludzi, ja obok męża wspierającego mamę, z dziećmi przyklejonymi do nogi z mnóstwem pytań, na które żaden człowiek nie jest przygotowany. Do tej pory mam przed oczami starsza córkę, kiedy poprosiła, aby jeszcze raz podejść do trumny z ciałem, bo chce jeszcze uściskać dziadka.
Złość zmiksowana z żalem.
Chęć zrozumienia.
Wiele gorzkich uścisków.
Zawiści za plecami.

Nie mam doświadczenia w pogrzebach jakkolwiek to brzmi. Kiedy moja przyjaciółka chowała swojego tatę, nie potrafiłam iść na pogrzeb. Nie wiedziałam po co. Jak mam ją uściskać, co powiedzieć...człowiek w żalu i smutku jest samotny. 

Kiedy ja tak stałam nad miejscem pochówku, zobaczyłam poza tłumem, w oddali naszych przyjaciół. Stali daleko od rodziny, zadumani...
Nie zdawałam sobie sprawy jakie to ważne...
Ich wzrok i obecność dodawały ciepła.

Tam w tym tłumie namacalnie stałam się dojrzalsza, jako matka, żona, córka, synowa, przyjaciel.

Nadal tkwimy w temacie, który tak często omijamy, nie nazywając go po imieniu.
Zapominamy o sobie.
Egoizm odwieszamy na wieszak do szafy.
Pamięć staramy się wyostrzyć na te jasne chwile.
I milczymy, kiedy między kanapką a kawą słyszymy słowa mamy/teściowej "Przecież ja umieram". 

A obok tego wszystkiego, dzieci z uśmiechem wspominają dziadka, robimy zakupy, żartujemy.
Nasze życie toczy się swoim torem...wbrew pozorom jesteśmy mocniejsi, jak kawa po nieprzespanej nocy.

Wracam do pisania. 
Mój blog na nowo staje się "pierdzielnikiem" na skrawki mojej codzienności.

A bliskim, którzy są przy nas DZIĘKUJEMY. Nawet nie wiecie, jak się cieszymy, że jesteście ♥