9 sty 2014

wracam

Nabrałam sił i chciałabym tak wiele napisać i staram się wszystko ułożyć w jedną całość.
Nie da się. Za dużo emocji. 
Człowiek stoi nad dołem, do którego za chwilę spuszczą ciało. W koło wiele ludzi, ja obok męża wspierającego mamę, z dziećmi przyklejonymi do nogi z mnóstwem pytań, na które żaden człowiek nie jest przygotowany. Do tej pory mam przed oczami starsza córkę, kiedy poprosiła, aby jeszcze raz podejść do trumny z ciałem, bo chce jeszcze uściskać dziadka.
Złość zmiksowana z żalem.
Chęć zrozumienia.
Wiele gorzkich uścisków.
Zawiści za plecami.

Nie mam doświadczenia w pogrzebach jakkolwiek to brzmi. Kiedy moja przyjaciółka chowała swojego tatę, nie potrafiłam iść na pogrzeb. Nie wiedziałam po co. Jak mam ją uściskać, co powiedzieć...człowiek w żalu i smutku jest samotny. 

Kiedy ja tak stałam nad miejscem pochówku, zobaczyłam poza tłumem, w oddali naszych przyjaciół. Stali daleko od rodziny, zadumani...
Nie zdawałam sobie sprawy jakie to ważne...
Ich wzrok i obecność dodawały ciepła.

Tam w tym tłumie namacalnie stałam się dojrzalsza, jako matka, żona, córka, synowa, przyjaciel.

Nadal tkwimy w temacie, który tak często omijamy, nie nazywając go po imieniu.
Zapominamy o sobie.
Egoizm odwieszamy na wieszak do szafy.
Pamięć staramy się wyostrzyć na te jasne chwile.
I milczymy, kiedy między kanapką a kawą słyszymy słowa mamy/teściowej "Przecież ja umieram". 

A obok tego wszystkiego, dzieci z uśmiechem wspominają dziadka, robimy zakupy, żartujemy.
Nasze życie toczy się swoim torem...wbrew pozorom jesteśmy mocniejsi, jak kawa po nieprzespanej nocy.

Wracam do pisania. 
Mój blog na nowo staje się "pierdzielnikiem" na skrawki mojej codzienności.

A bliskim, którzy są przy nas DZIĘKUJEMY. Nawet nie wiecie, jak się cieszymy, że jesteście ♥

25 komentarzy:

  1. Przemijanie....

    Coś się kończy, coś zaczyna...
    Show must go on....

    Niby takie banały, a jakże prawdziwe.
    Czas żałoby jest ciężki, szczególnie dla tych, którzy zostają sami, bez ukochanej osoby. Oby ten czas został przez Was przerobiony jak najszybciej, najłagodniej jak tylko to jest możliwe.
    Ściskam....
    Monia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odejście kogoś bardzo bliskiego potrafi wieeeele zmienić... trzymajcie się razem, Kochani!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak mówiłaś, że nikt Ci nie umarł...
    Pamiętam jak na pogrzebie mojego ukochanego dziadka wujek z którym nie trzymam się blisko zapytał: jak tam Magda? Ja nie odpowiedziałam nic, a on: do dupy, co? To było cudowne i zapamiętam mu to do końca życia :-) Teraz jestem w stanie z uśmiechem pomyśleć o dziadku, o wspólnych chwilach i o tym, że na jego pogrzeb jechałam stopem, bo wszyscy zapomnieli o mnie... :-) A przez pierwsze 1,5 roku nie było dnia, abym nie myślała o dziadku, on też nie mógł się ze mną rozstać, bo przychodził :-) Czas leczy rany. Dziwię się, że dzieci nadzwyczaj dobrze znoszą śmierć, po prostu jako część życia. Mam taką fajną książkę jakbyś chciała to przywiozę z C. Kupiłam jak musiałam powiedzieć Kubie o śmierci psa babci... Był z nim zżyty.
    Trzymajcie się wszyscy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Madziu, jestem zaskoczona jak spokojnie i dostojnie dzieci przeżywały ten dzień....a bardzo się bałam...zaufałam intuicji. Masz dobre wspomnienia... ja ich mam za mało i miotam się.

      Usuń
    2. To co my dorośli myślimy to jedno, dla dzieci to zawsze dziadek, nie ważne jaki, innego nie znały i tego kochały :-*

      Usuń
  4. Tu akurat wiele nie powiem i nie napiszę Kropko, bo nie wiem co... Nadal nie wiem, choć przeżyłam niedawno śmierć najbliższej osoby - Mamy. Wolę w tym temacie milczeć i zawsze przeżywam to jedynie w głębi siebie. Jeśli piszę to o wszystkim co może Mamy dotyczyć, ale nie o tym co w sercu. Nie umiem i pozwalam jedynie by czas te ranę leczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amisha nawet nie wiesz jak boję się takiej chwili, w której Ty jesteś. Przeżywanie śmierci teścia, jest dla mnie czymś dziwnym, miotają się we mnie różne emocje, staram się zrozumieć, potem zostawiam je za swoimi plecami, potem znowu wraca...a to przez to z jak różnych rodzin byliśmy, jak różnie pojmowaliśmy bliskość...bardzo wiele ludzi najbliższych pokaleczył. Ja w tym wszystkim staram mądrze wspierać dzieci i małżonka, nie wnikać, bo wtedy pozostawiam w sobie rozczarowanie. Do tego choroba teściowej...w której też się miotam,..ale wiem, że muszę to wytrzymać, dla męża. Ja tak nie cierpię jak on, a teraz jesteśmy dla niego wszystkim....dosłownie. Dziękuję, że odważyłaś się na komentarz. Ściskam ♥

      Usuń
    2. Prawie dwa lata temu odszedł mój Tato... I właśnie obecność moich przyjaciół była dla mnie ważna. Ich obecność dała mi poczucie, ze nie jestem sama.
      Towarzyszenie mężowi, żonie w odchodzeniu rodzica jest bardzo trudne. Ponad 10 lat temu odszedł mój Teść. Wydawało mi się, ze jestem przy moim mężu jak trzeba. Ale kiedy odszedł mój Tato zdałam sobie sprawę, ze nie zdałam "egzaminu", że tak naprawdę ktoś kto nie przeżył odejścia rodzica nie jest w stanie odnaleźć się należycie w takiej sytuacji. Podobne doświadczenie ma moja koleżanka. To trudne, to bardzo trudne być przy kimś kto przeżywa tak wielką stratę. Galopku, ściskam Cię.

      Usuń
    3. Kropko, odważyłam, czemu nie? Ja wbrew pozorom wcale się nie chowam, tylko tak zwyczajnie i po ludzku nie wiem czasem co powiedzieć, napisać. Każdy przeżywa takie sytuacje w inny sposób, ale z całą pewnością śmierć rodzica jest czymś wyjątkowym (tu też zależy jakie kto ma z nimi relacje, ale jednak, mimo wszystko, to jest COŚ...). Ale "bycie" z mężem/żoną w sytuacji śmierci jego/jej rodzica to też sztuka... Ja najpierw straciłam swoją Mamę, więc wydaje mi się, że byłoby mi łatwiej być obok męża. Ale też - ja swych teściów znam tylko z daleka a mąż sam też bywa u nich od czasu do czasu. Mimo wszystko, jeśli umrą - będzie mi smutno. Dlatego też chciałabym, abyśmy się jednak spotkali w realu - choćby raz... Bo to wszystko, to życie, tak szybko, czasem bardzo niepostrzeżenie mija i niespodziewanie się kończy...

      Mogę na pocieszenie dodać, że ja też TEJ sytuacji sobie nie wyobrażałam. Stała się tak właśnie niespodziewanie i ZA szybko, za wcześnie. Ale - czas, dzieci, codzienna rutyna, rodzina, znajomi obok - to wszystko naprawdę leczy :).

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. To również wysyłam przytulasa, by było odrobinę lżej.

      Usuń
  6. Przykro mi Kropko! :(
    Człowiek w żalu nie musi być samotny! Nawet jak ktoś jest tylko myślami, duchem, wzrokiem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wiem, jakie to ważne...wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dzięki :*

      Usuń
  7. przykro mi.....trzymaj się kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Absurdalne i brzmi może nielitościwie, ale czas leczy wszystkie rany i nawet ból z czasem mija. Bo wszyscy zmierzamy w jedną stronę- urodziliśmy się by umrzeć. Uczono mnie, że śmierć jest częścią życia i dopóki dzieci chowają rodziców a nie odwrotnie, to jest to rzecz normalna, a nie tragedia. Niewątpliwie i tak największy ból odczuwa Twoja teściowa- utrata życiowego partnera, zwłaszcza w długoletnim związku jest największym dla człowieka stresem.
    Galopku, dziękuję za życzenia - dostałam je będąc w Berlinie i zrobiło się tak nieco ciepełko na sercu. Dziękuję!
    Trzymaj się dzielnie, wszystko się ułoży.
    Buziaki.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mijający czas będzie działał korzystnie :)
      PS Co do życzeń...my Haszimotki, musimy dbać o swoje serca. Ściskam ♥

      Usuń
  9. Miło, że jesteś.
    Nie mam doświadczenia z takich momentów w życiu, to musi być bardzo bolesne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo skomplikowane...albo sama tak to odbieram...emocje niszczycielskie to co dobre...

      Usuń
  10. Dzięki...jak miło, że jeszcze tu zaglądasz :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że wracasz, sił Ci kolejnych życzę i tyle...bo sama nie wiem cóż jeszcze mogłabym napisać...
    Pozdrawiam Cię ciepło

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.