7 kwi 2016

Jak udało mi się zrzucić 10kg chorując na Hashimoto ?


Uważam, że każdy z nas ma swoje etapy i momenty w życiu, gdzie niespodziewanie dojrzewamy do dużej zmiany. Często zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz daną rzecz zrobiłam. Co sprawiło, że podjęłam właśnie taką decyzję a nie inną. 


Zwróć uwagę, że niemal każdego dnia  mijasz osobę uprawiającą jogging, spotykasz takie osoby w pracy, czasem jesteś przez nich zachęcany do biegania. Nic z tego nie wynika przez dłuższy czas. Nagle coś zdarza się w Twoim życiu, że w sekundę postanawiasz włożyć adidasy i zakochujesz się w bieganiu, a co najzabawniejsze dziwisz się, że inni nie zauważają jakie bieganie jest wspaniałe :)

Nie to nie będzie wpis o bieganiu ;)

U mnie tak stało się ze zdrowym i świadomym odżywianiem. Nagle zaskoczyło :)

Moje liczne próby i premiery filmowe

Jak mnie czytasz od dawien dawna, wiesz, że próbowałam wielu sposobów by schudnąć. Mój słomiany zapał w tym nie pomagał. Była dieta dukana, komiczne próby wprowadzenia ruchu, była dieta 5 posiłków co 3 godziny, liznęłam temat zdrowego odżywiania po książce Julity Bator, pisałam o moich zamiarach na blogu, by się zmobilizować, nawet nagrałam swój punkt startowy z rozpoczęciem biegania. Były efekty, był fun, zabrakło wytrwania a ja coraz mniej  zaczynałam się czuć niekomfortowo w swoim ciele. 

Doświadczenia osób o podobnych problemach stają się dla nas drogowskazem

Otrzymałam od koleżanki zdjęcia jej mamy po 50-tce, ważyła kilka kresek powyżej 90kg, z ryzykiem szprycowania się insuliną i zaburzoną gospodarką lipidową, chorująca od dawna na Hashimoto ( choroba przewlekła, autoimmunologiczna). W kilka miesięcy pod okiem dietetyka i preparatów roślinnych schudła 20kg, bez głodowania, bez wzmożonej aktywności fizycznej. Zobaczyłam zdjęcia jak zmieniała się przez kilka miesięcy i miałam coraz niżej opadającą szczękę. Dodatkowo pod okiem lekarza i badań odstawiła dotychczasowe leki, a tabletki na tarczycę zaczęła brać w zmniejszonej dawce, gdzie w przypadku Hashimoto to rzadkość. 
W tej chwili mija rok, jak jej mama świetnie się czuje, nigdy tak świetnie nie wyglądała w swoim całym życiu, wróciła jej witalność, energia, zdrowie, zmieniła swój styl życia na pełen warzyw, kobiecości i radości z życia.

Wyselekcjonowałam sobie: waga ponad 90kg, dojrzały wiek, Hashimoto.
Krzyknęłam w swoim wnętrzu: To przecież cała ja! Szepczesz teraz pod nosem, że przesadziłam, bo przecież nie mam pięćdziesięciu lat ?
Owszem nie mam, ale jeżeli po 50-tce można, to i przy 40-tce tym bardziej.
Nie ma wymówki, że przy Haszi nic się nie chce, że nie mam siły, że metabolizm spowolniony, i tak nie dam rady schudnąć. 

Nul, zero stękania.

 Ruszyłam z kopyta.

Szperałam, czytałam i dostawałam szału

Jak na rasową kobietę przystało, chciałam do mojej zmiany podejść profesjonalnie. Zaczęłam czytać więcej o Haszimoto, jakie produkty są zabronione a co wskazane, jakie warto zrobić badania oprócz standardowych, jak komponować posiłki, aby jak najwięcej mój organizm przyswajał . 
Jak czytałam kilkanaście artykułów jak spożywać najlepiej siemię lniane, mój mózg był już mocno zakręcony :) Przerażona byłam, jak mam poradzić sobie z wprowadzeniem znacznych zmian w odżywianiu, kiedy na mojej głowie jest mąż mięsożerca i trójka dzieci, kochająca placuszki, przegryzki i bułeczki. I w tym wszystkim ja. To zdrowe życie naprawdę jest ciężkie do ogarnięcia.
Czyżby na tym wszystkim się skończyło?

Koniec historii?

Myślisz, że się poddałam? Nie, nie skończyło się na czytaniu. Wzięłam się w garść.
Porobiłam sobie szereg badań z krwi.
Moja Justyna, która opowiedział mi historię swojej mamy, która również niegdyś była moim guru od szykowania sobie jedzenia w pudełka :) wspierała mnie nowymi pomysłami "co wrzucić do gara", okazywała mi swoje zainteresowanie, podzieliła się swoimi doświadczeniami z przebiegu diety,bo ona równolegle z mamą oddała się w ręce dietetyka. I tak bezboleśnie zaczęłam żyć bez cukru, bez pszenicy na koktajlach i zieleninie, pojona wodą a nie kawą :) Rozpierała mnie duma, że to takie proste. Uchachana przygotowywałam dziwne dania, które ze zdziwieniem jadłam, bo okazywały się bardzo smaczne.


Moje efekty

W ciągu 2,5 miesiąca schudłam 10 kg, moje samopoczucie zmieniło się o 180 stopni, zmieniłam zawartość półek w mojej kuchni, uświadomiłam dzieci i rozpoczęliśmy małymi krokami zdrowe odżywianie całą rodziną, w którym trwamy do dziś.
Nadal czytam, wiele się dowiaduję. Od tamtej zmiany potruchtałam jeszcze kilka schodków w górę do  zdrowego stylu życia. Wiele schodków i potknięć przede mną, ale zbudowałam już sobie na moich schodach solidne poręczę, na stopniach posiałam soczystą zieleninę, którą podlewam swoim spokojem i wdzięcznością.

Niezaplanowane efekty

- jasna i gładka cera, bez niedoskonałości
- świeży oddech 
- łagodny zapach potu
- lepsza koncentracja
- większa witalność
- mocny sen
- spokój w sytuacjach stresowych
- błyszczące oczy
- ok. w 70% zanikł cellulit na udach
- wzrost pewności siebie
- radocha z życia każdego dnia

Zdrowy galop kropki

Zrobiłam dodatkową kartę na blogu, choć mam ochotę zmienić graficznie cały nagłówek bloga (pewnie z czasem). Otwieram cykl "Zdrowy galop kropki". Pod tym tematem chcę się z Tobą dzielić moim doświadczeniem. Mam pragnienie - zainspirować Cię, poznać Twoje doświadczenia. Będzie mi niezmiernie miło, jak na przykład zrobisz chleb bezglutenowy i napiszesz, że pięknie pachnie, że dodałaś do niego moreli i ma korzystniejszy smak. 
Korzystam również z doświadczeń innych osób, wiele szperam  w sieci w poszukiwaniu natchnienia w eksperymentowaniu w kuchni. Będę również Was do takich miejsc odsyłać,w poszanowaniu wysiłku w propagowaniu zdrowego stylu życia. Jestem ogromnie wielu blogerkom wdzięczna, że nie zamknęły się w swojej kuchni a odwrotnie,dzielą się, inspirują, zarażają, czasem walczą ze swoimi słabościami, aby nasze życie było lepszej jakości. Najbardziej jednak jestem wdzięczna osobom, które są obok mnie. Z uśmiechem dopytują o przepisy, pytają o jadłospis moich dzieci, jak przekabaciłam męża na zieloną stronę, smakują moich posiłków, dziękują za motywowanie. Dobrze mieć wokół siebie takich ludzi. Dziękuję że jesteście, dzięki Wam wracam do blogowania ♥

O czym chciałabyś/chciałbyś przeczytać ?

Jeżeli w tej chwili czymś Cię zainteresowałam, masz jakieś pytania, chciałbyś/chciałabyś, abym rozwinęła szerzej jakiś temat, napisz pod wpisem  w komentarzu, na fb, insta, bądź mail: kropkagalopka@tlen.pl 
Jest duża szansa, że przygotowując dalszą moją historię, napiszę więcej na interesujący Cię temat, a jeżeli czas pozwoli odpiszę na maila.

Zapraszam Cię do podróży :)


22 komentarze:

  1. Gratuluję wytrwałości i wyników !!!
    Możesz napisać coś konkretniejszego o Twoim odżywianiu, potrawach, produktach, a przede wszystkich o tym, jak wyglądało przekonywanie pozostałej czwórki do zdrowej diety. Ja mam ten sam zestaw i wiem, jak trudno nad nimi się "pracuje" ;-)

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzuia wszystko postaram się opisać.Jeden wpis to zdecydowanie za mało :) Napisze tylko,że też bardzo się bałam,a poszło gładko.Teraz cała trójka z rana woła abym zrobiła jaglankę albo owsiankę na śniadanie :) Pozdrawiam całą Twoją bandę :)

      Usuń
  2. O to ja bardzo chętnie. sama próbowałam pół roku temu. ale uzależnienie od słodyczy i kawy z mlekiem mnie pokonało...
    teraz latem jest trudniej bo uwielbiam lody. staram się jesc co 3h i pic więcej wody..ale to wciąż za mało...
    a wierzę w doskonałe samopoczucie bo kiedy zrzuciłam 5kg czułam się jak nowo narodzona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia i o to chodzi, trzeba zapamiętać jak świetnie organizm się czuję, kiedy o niego dbamy. Dosłownie dusza czuje jak ciało nam się odwdzięcza :) Też byłam i nadal jestem wielbicielką kawy i "czegoś" do kawy. Mi latem osobiście było łatwiej.Przemianę,którą przeszłam zaczęłam właśnie w sierpniu :)
      Gosiu i wcale nie jest za mało. Poczyniłaś pierwsze kroki, kolejne będą już bardziej świadome...kolejne schodki do pokonania. Trzymam kciuki i oczekuję, że Cię zaczaruję i wystartujesz ponownie, aby zgubić kolejną piąteczkę :)

      Usuń
    2. czaruj czaruj kochana...
      już nawet nie musze gubic tych kg, to tylko liczba. Ale doskonałe samopoczucie gdy rano budzę się z płaskim brzuchem...bezcenne ;)

      Usuń
    3. ten płaski brzuch to naprawdę wielka radość. kiedyś nie miałam sadła, ale przez wieczne wzdęcia wszystko mi się wylewało ze spodni, uciekało i przeszkadzało. po odstawieniu glutenu i odkąd zaczynam dzień posiłkiem bez węglowodanów, nie mam z tym problemu. no i skoki insulinowe mnie omijają :)

      Usuń
    4. Lucy a jak wyglądają Twoje śniadania beż węglowodanów??? Ja nadal nie potrafię sałatki zjeść na śniadanie :(

      Usuń
  3. Staram się zdrowo odżywiać, oczywiście popełniam jakieś grzeszki, ale szybko przekonuję się, że mi to nie służy. Jedyny minus to monotonia moich posiłków, dlatego chętnie skorzystam z przepisów i rad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żółwinko jestem w szoku stwierdzeniem "mi to nie służy":( Jedząc tradycyjnie lubisz pichcić? Przeszukałabym Ciebie pod kątem skąd bierze się ta niechęć i jak ją storpedować :) Napiszesz o swoich doświadczeniach i porażkach do mnie na maila?Może być w podpunktach :)

      Usuń
    2. Hehe chyba źle się wyraziłam :)
      Staram się zdrowo odżywiać, oczywiście popełniam jakieś grzeszki, ale szybko przekonuję się, że te grzeszki mi nie służą :)

      Usuń
    3. Już się przestraszyłam, jak to możliwe, że "zdrowy level" Ci nie służy :)

      Usuń
    4. Zdrowe odżywianie bardzo mi służy, ale jem bardzo monotonnie, dlatego chętnie skorzystam z przepisów :)

      Usuń
  4. a mnie interesuje cały proces dochodzenia do wniosków medycznych, nie tylko ich efekty w procesie zmiany żywieniowej. bo że ci gorąco kibicuję to już wiesz :)
    mogę robic zdjęcia potraw z twoich przepisów, bo pewnie bedziesz publikowała :). w zasadzie nie "mogę" tylko "będę"
    pozdrawiam wiosennie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cały czas dochodzę tych wniosków medycznych i racjonalnych wyjaśnień, dlaczego coś jest dla nas odżywcze albo szkodliwe. Nawet zainwestowałam i zapisałam się na FoodForum w Wawie. Może się skusisz? :)

      Usuń
    2. skusiłabym się, a jakże, ale nie chcę nadużywać cierpliwości szefa i współpracowników, ktorzy mają zaplanowane urlopy

      Usuń
    3. Postaram się dobrze notować i dam znać :)

      Usuń
  5. Na bezglutenie jestem, mam problem z przyswajaniem wapnia,mam aktualnie ustalaną nową, wyższą dawkę euthyroxu. Jest podejrzenie o kolejną choróbke autoimmunologiczną, ale tym to już ja się nie przejmuję. Waga stała, bez skoków w górę lub w dół, taka sama od czterdziestu lat.Nijak nie mogę zrzucić tego, co przybyłam w czasie ciąży.
    A poza tym zabroniono mi chudnięcia z uwagi na mój pesel. Wniosek- moja choroba to pesel:)))))) Poza tym mam ograniczenia w spożywaniu błonnika i surowizny po rzekomobłoniastym zapaleniu jelit. W sumie- kwadratura koła.
    Cieszę się, że dałaś znak życia. Dobre przepisy na jedzenie bezglutenowe są na:
    www.Olgasmile.com
    Buziaki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, mi doszła druga paskudna autoimmunologiczna :( Więc więcej poczytałam i jeszcze bardziej w tej chwili zwracam uwagę na to co jem,ale pewnie o tym jeszcze napiszę więcej w postach.Tak jak pisałam w tym wpisie, uważam, że każdy ma gdzieś swój moment na podjęcie decyzji.Pamiętam jak często w komentarzach dawałaś mi bardzo cenne uwagi, a ja jakoś szłam dalej obok nich. Dopiero teraz kombinuję w kuchni i liczę, że czasem wesprzesz w komentarzu dobrą wskazówką:)Olgasmile.com to już przeszperałam i nie tylko :)NA szczęście jest sieć, trzeba tylko zacięcia i czasu :)Ściskam mocniuchno :*

      Usuń
  6. Gratulacje Kochana!!! Trzymam za Ciebie mocno kciuki, wierzę w Ciebie!!! :)
    Moj ulupiony przepis znaleziony gdzieś w internecie, to pasta z zielonego groszku. Od siebie dodaje zmielone siemię lniane. Moj mąz nawet pokochał tę pastę. A ostatnio kładę jeszcze dużą garstkę kiełków plus jakies warzywko. Pycha. Jeśli nie próbowałas, spróbuj :) Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Madlene dzięki za przepis, ale mam dużą nietolerancję na groszek, plus strączkowe odpadają w diecie z Haszi :( Jem czasami ciecierzycę i soczewicę. Zamierzam się na robienie do chlebka gryczanego humusu. Dzięki za kciukasy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy mogłabyś zamienieścić przepis na ten chlebek gryczany, lub chociaż powiedzieć u kogo znalazłaś dobry pprzepis na niego, taki sprawdzony? My już od dłuższego czasu pieczemy własny chleb, a raczej to mąż piecze - sprawia mu to dużo przyjemności. Ale mimo wszystko jest to wciąż chleb pieczony na zwykłej mące.
      Czekam na kolejne wpisy i życzę powodzenia w dążeniu do celu i tym co po drodze.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    2. Madlene nie ma sprawy :) Muszę zaopatrzyć się w dobre a przede wszystkim smakowite zdjęcia i spłodzę post w najbliższe dni. Jak dobrze, że mężulo piecze, wsparcie w domu to połowa sukcesu :)

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony ślad.